Pniaki – bielszowicka strefa no-go

Zapewne wielu z Was słyszało o cieszących się wątpliwą sławą osiedlach (najczęściej zamieszkanych przez ludność muzułmańską) na Zachodzie Europy, określanych mianem no-go zones.  Spacer taką dzielnicą w biały dzień może skończyć się przykro – w owych „strefach podwyższonego ryzyka” kwitną bowiem takie zjawiska, jak bezrobocie, przemyt, narkotyki czy prostytucja, a policja interweniuje kilkaset razy częściej niż przeciętnie. Poziom przemocy i przestępczości jest tak wysoki, że uniemożliwia ludziom normalne funkcjonowanie i zmusza ich do życia w ciągłym strachu. Wspomniane patologie nie są bynajmniej zjawiskiem nowym, zrodzonym u zarania XXI stulecia.  Pod koniec XIX wieku, gdy Górny Śląsk (a wraz z nim nasze Bielszowice) wszedł na drogę industrializacji, odnotowano wyraźny wzrost przestępczości. I w tym przypadku wiodącą rolę odegrała migracja ludności. Wystarczy dodać, że pomiędzy  1830 a 1900 rokiem liczba mieszkańców Bielszowic wrosła dziesięciokrotnie!  Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, ilość niekoniecznie szła w parze z jakością – w rezultacie wielu „nowych” obywateli bielszowickiej gminy nie miało stałej pracy, a także często było na bakier z prawem.    Trudno więc się dziwić, iż kilka tutejszych osiedli zyskało z czasem fatalną reputację. W tej niechlubnej kategorii zdecydowany prym wiodły Pniaki.

Początki Pniaków mają ścisły związek z rozwojem przemysłu. Osiedle (jego niemiecka nazwa, Redendorf, czyli wieś Redena, upamiętnia Friedricha Wilhelma von Redena, dyrektora Wyższego Urzędu Górniczego we Wrocławiu, animatora rozwoju górnośląskiego górnictwa i hutnictwa na przełomie XVIII i XIX stulecia) powstało około 1790 roku. Pierwotnie funkcjonowały na tym obszarze dwa przysiółki: Pniaki i Redendorf, które z czasem zlały się w jedną dzielnicę (jeszcze sto lat temu Bielszowice dzieliły się nominalnie na kilka tego typu obszarów, m.in. Centrum, Kolonię, Krze oraz Kąty). Co ciekawe, w umysłach członków  lokalnych społeczności długo utrzymywał się ów swoisty podział, a jego ślady spotykane są jeszcze dziś (mieszkańcy Redendorfu na przykład,  z dumą podkreślali swą odrębność, a dla sąsiadów zza miedzy ukuli nieco złośliwe miano „Pniokorzy”). Bierze się to zapewne z faktu, iż Redendorf powstał prędzej,  niejako „oficjalnie” (stąd nazwa), a Pniaki… no cóż, pierwotnie ich obszar porastał gęsty las, który z początkiem XIX wieku został wykarczowany pod budowę rozwijającego się osiedla i istniejącej na jego terenie huty cynku. Funkcjonowanie  „Deutsche Hütte” datuje się na lata 1805/1822 – 1880, w tym też mniej więcej okresie ukształtowały się Pniaki. Natomiast początki Redendorfu sięgają ostatniego ćwierćwiecza XVIII stulecia, kiedy to z inicjatywy ówczesnych właścicieli bielszowickiego majątku, rodu Wilczków,  uruchomiono pierwsze kopalnie odkrywkowe: „Dorotheę” (1787) oraz „Henriettę” (1794).

REDEN
Hrabia Friedrich Wolfgang von Reden

W II połowie XIX wieku wydajność huty spadła; zakład zamknięto po roku 1870, w tym też okresie zlikwidowano „Henriettę”. Bielszowice, co prawda na krótko, bo do około 1895 roku, stały się na powrót miejscowością rolniczą. Podupadły przemysł  pozostawił  jednak „w spadku” rzesze robotników, rozsianych po licznych przysiółkach. Wprawdzie wielu z nich szybko znalazło zatrudnienie w zakładach funkcjonujących w ościennych miejscowościach (m. in. w Hucie „Pokój”, w Kopalni „Lithandra”, a także w Kopalni „Guido” w Zabrzu),  jednak część pozostała bez pracy, co skutkowało wzrostem przestępczości –  zwłaszcza na obszarze wspomnianych Pniaków. Osiedle zyskało mało zaszczytne miano przyczółka komunizmu, w którym życie religijne wielkiej większości ludności katolickiej całkowicie zamarło. Szczególnie głośnym echem odbiły się wydarzenia z 7 sierpnia 1894 roku, kiedy ludność tego osiedla – a także przylegających do niego Kreiskolonii i Czarnego Lasu, wszczęła rozruchy, które osławiły okolicę na całą Rzeszę Niemiecką. Do zajść doszło po tym, jak w wireckiej restauracji Izydora Lachmanna zorganizowano zebranie katolickich robotników.  Gdy jednak okazało  się, że prelegentem ma być jeden z miejscowych socjalistów, Prukop, władze cofnęły wydaną wcześniej zgodę. Rozeźleni robotnicy (których początkowo było niewielu, lecz na wieść o perturbacjach ich liczba wzrosła do około tysiąca), udali się wraz z niedoszłym mówcą  do pobliskiego kamieniołomu, gdzie zamierzano kontynuować wiec. Przybyli na miejsce żandarmi zażądali od tłumu rozejścia się, argumentując, że zgromadzenie jest nielegalne. Była to przysłowiowa iskra rzucona na beczkę prochu. Dalszy przebieg zdarzeń przypominał klasyczną tragifarsę. Niestety, nie obyło się bez rozlewu „robotniczej” krwi.

reden
Ulica Bytomska – widok na centrum Redendorfu

Między policjantami a robotnikami doszło do kłótni i przepychanek. Zaskakująco dobrze poinformowany reporter „Nowin Raciborskich” relacjonował: Robotnik Ploch grał na skrzypcach, a tłum krzyczał. Żandarm zakazał grać i schwycił go wreszcie za rękę. Na to miał Ploch rzucić się na ziemię, a tłum zawołał: „Żandarm zabił kogoś; będziemy świadczyć; żandarmowi nie wolno bić nikogo.”  W międzyczasie aresztowano dwie osoby, co dodatkowo zaogniło sytuację. W stronę stróżów prawa poleciały więc kamienie, a manifestanci uwolnili z ich rąk aresztowanych. Żandarmi raz jeszcze zażądali od ludzi rozejścia się, a wobec braku reakcji, otwarli ogień.  Trudno dociec, co nimi kierowało, w każdym razie była to decyzja najgorsza z możliwych, dająca manifestantom do ręki potężny argument, odtąd bowiem walczyli już nie tylko o prawo do organizowania wiecu, lecz wymierzali sprawiedliwość, próbując pomścić ofiary (zginęła na szczęście tylko jedna z obecnych kobiet, mieszkanka Bielszowic, robotnica Etzlerowa).

Wkrótce role uległy zamianie – ścigający stali się ściganymi. Rozjuszony tłum zupełnie wymknął się spod kontroli. Raz jeszcze oddajmy głos wysłannikowi „Nowin Raciborskich”: Kamienie padały jeszcze gęściej, niż początkowo, i urzędnicy uciekli do restauracji, gdzie zatarasowali drzwi za sobą. Robotnicy rzucili się na dom, uszkodzili go, kilku do­tarło na podwórze, skąd wypędzili ich żandarmi pałaszami. Była to więc regularna bitwa, której wynik, patrząc z perspektywy nieudolnych stróżów prawa, był co najmniej niepewny. Żandarmi uzyskali jednak niebawem nieocenione wsparcie. Mniej więcej po upływie godziny przybyli urzędnikom na pomoc dwaj żandarmi piesi i jeden konny, natarli na tłum pałaszami i strzelali do niego. Z czasem rozpędzono robotników i oddział wojska, powołany z Bytomia nie znalazł już nic do roboty. Tak oto dobiegło końca starcie, o którym miały po latach krążyć legendy. O przebiegu „bitwy o Pniaki” informowały wszystkie niemal górnośląskie gazety, a wieści o zajściach dotarły ponoć nawet do samego Berlina.

D_MYRCmXUAARI66
Kościół pw. Ducha Świętego, widok z okresu międzywojennego

Po kilku miesiącach odbył się proces, w którym na ławie oskarżonych zasiadło 57 osób – w większości mieszkańców Bielszowic, Pniaków, Wirku, Czarnego Lasu i Nowej Wsi. Za zaburzanie spokoju na kary od 1 miesiąca do 2 lat więzienia skazano łącznie 26 osób – w tym dwoje mieszkańców Bielszowic i trzech robotników z Pniaków. Na utrzymanie rodzin więźniów zbierano wśród mieszkańców datki.

Wspomniany w tekście Rudolf Prukop (rębacz z kopalni „Królowa Luiza”, której sporą część załogi stanowili mieszkańcy Bielszowic) był jednym z inicjatorów powstania pierwszego na Górnym Śląsku związku zawodowego górników. W maju 1894 roku (czyli na kilka miesięcy przed zajściami w Pniakach) uczestniczył w międzynarodowym kongresie górniczym w Berlinie. Prukop stawił się w stolicy Cesarstwa wraz z innym pracownikiem wspomnianej kopalni, Franciszkiem Krawczykiem,  jako  mąż zaufania załogi. Prezydent rejencji opolskiej relacjonował: Obydwaj […] wyjechali jako delegaci na kongres górniczy, mimo że odmówiono im udzielenia urlopu, otrzymali wypowiedzenie pracy […] Opierając się na znanym żądaniu ośmiogodzinnego dnia pracy, przy pomocy różnego rodzaju obietnic poprawy położenia ekonomicznego robotników, obrabiali systematycznie załogę kopalni państwowej „Köninin Louise” i nakłaniali do wstępowania do założonej przez nich komórki bochumskiego, socjaldemokratycznego Związku Górników. […] W ciągu 2 miesięcy przystąpiło do tej organizacji prawie 3000 płacących członków. Bezpośrednim skutkiem działalności Prokupa było zawiązanie się w Zabrzu w czerwcu 1894 roku oddziału Związku Górników – pierwszej tego typu organizacji na Górnym Śląsku. Po wydarzeniach w Pniakach został on przez władze zdelegalizowany, mimo to agitacja socjaldemokratyczna na obszarze powiatów zabrskiego i bytomskiego trwała nadal.

NomcPd1aI438QElnbX
Centrum Czarnego Lasu współcześnie

Pniaki tymczasem nadal pozostawały obszarem „podwyższonego ryzyka”. W okresie II Rzeczypospolitej (przypadającym na Górnym Śląsku na lata 1922-1939) liczba mieszkańców osiedla wzrosła do ponad dwóch tysięcy, a na początku lat 30. odnotowano ponowny wzrost bezrobocia. Na terenie dawnej huty i kopalni zakładano liczne biedaszyby, a część ludności trudniła się przemytem, szmuglując towar z pobliskich Niemiec.   Mimo że w Pniakach stosunkowo dobrze rozwijało się życie kulturalne i sportowe (działały m. in. chór oraz kluby piłkarskie, palantowe, szachowe i rowerowe), na ulicach było niebezpiecznie i dochodziło do częstych kradzieży, a nawet morderstw. Innym niepokojącym zjawiskiem był zanik religijności – bardzo niewielu mieszkańców osady praktykowało, dlatego władze duchowne postanowiły temu zaradzić,  zakładając w Pniakach nową stację duszpasterską, której teren został wydzielony z obszaru parafii bielszowickiej. Taka była geneza najbardziej „kolorowej” świątyni Rudy Śląskiej – kościoła pw. Ducha Świętego, konsekrowanego w 1938 roku na terenie należącym ongiś do „Deutsche Hütte”.  Opowiemy o nim szczegółowo przy innej okazji.

Reklamy

Organistówka – pierwsza bielszowicka szkoła

W 1665 roku do Bielszowic przybyli kościelni wizytatorzy z zadaniem sporządzenia raportu na temat stanu parafii. Z lektury dokumentu wynika, że nasza miejscowość była zaniedbana: drewniany kościół  pw. Wszystkich Świętych znajdował się w nieładzie, na miejscu nie było proboszcza, a właściciele wioski nie troszczyli się swe dobra. Dla nas istotniejsza jest jednak informacja dotycząca rektora szkoły i jego zarobków – autorzy protokołu podają, że otrzymywał z fundacji niejakiego Wiktoryna Będowskiego jeden floren i 6 groszy. To pierwsza wzmianka dotycząca bielszowickiej oświaty.

organistówka
Organistówka. Zdjęcie z lat 80. XX w.

Początki szkolnictwa na Ziemi Bytomskiej sięgają czasów średniowiecza i wiążą się z działalnością szkół parafialnych. Pierwszą, wzmiankowaną już w roku 1428, była szkoła w Bytomiu. Sieć szkół parafialnych w dużej mierze uległa zniszczeniu na skutek wojny trzydziestoletniej (1618 – 1648). Prawdziwą rewolucję w strukturze miejscowego szkolnictwa przyniósł dopiero wiek XVIII, kiedy to rosnące w siłę państwo pruskie przejęło z rąk austriackich Śląsk, rozpoczynając zakrojoną na szeroką skalę reformę oświaty. Wówczas Bielszowice posiadały już od dawna własną szkołę, tak więc nie zawdzięczała ona swego powstania ustawodawstwu pruskiemu, lecz miała rodowód stricte kościelny. Potwierdza to protokół wizytacji szkolnej z 11 lutego 1789 roku, w którym odnotowano, iż w Bielszowicach szkoła nie jest utworzona na mocy królewskiego edyktu, ale dzieci są uczone w domu organisty. Pierwsza pewna wzmianka o nauczycielu w Bielszowicach pochodzi z roku 1744. Tomasz Wesołek, określany mianem organisty–nauczyciela, posiadał „odpowiednie przygotowanie do nauczania.” Znał język niemiecki, lecz nie zdołał go przyswoić swym podopiecznym, ponieważ w nauczaniu posługiwał się polszczyzną. Pracował w Bielszowicach ćwierć wieku, zmarł ociemniały w 1787 roku w wieku 95 lat. Kolejny nauczyciel, Józef Samuel, uczył dzieci tylko czytania, pisania i śpiewu, co szybko doprowadziło do zmiany na stanowisku nauczyciela, którym został syn Tomasza Wesołka, Wawrzyniec. Pełnił on łączoną funkcję nauczyciela i organisty znacznie krócej od ojca, bo pomiędzy 1778 a 1782 rokiem. Był ostatnim nauczycielem bielszowickim, który sprawował swój urząd z nadania kościelnego.

OKŁADKA 13 2
Organistówka około 1930 r.

         Kiedy w roku 1763 w Prusach wprowadzono obowiązek szkolny dla dzieci płci męskiej, i w związku z tym, w szkole pojawiło się obowiązkowe nauczanie języka niemieckiego, pociągnęło to za sobą zasadnicze zmiany. Datą początkową  „nowożytnych” dziejów szkoły bielszowckiej był rok 1782, w którym władze pruskie wyznaczyły pierwszego państwowego nauczyciela. Został nim Rafał Mazurek, zaś po nim tę funkcję pełnili kolejno: Antoni Job (w latach 1784 – 1790), Jan Imiela (1791 – 1836; w tym czasie pracowali w Bielszowicach też tak zwani adjuwanci, czyli nauczyciele pomocniczy: Ludwik Heller, Melchior Naclawa, Wawrzyniec Scheidle, Antoni Bialon, Cichoń, Koronowski oraz Stefan Nawrath), Franciszek Sługa (1839), Florian Musiał, Karol Drobny, Antoni Schindler, Teodor Lipka, Jan Ducka, Ernst Tobias oraz rektor Wehse, który był ostatnim kierownikiem szkoły pełniącym jednocześnie funkcję organisty.

  Zajęcia szkolne odbywały się w domu organisty – Organistówce, która nie była jednak w stanie pomieścić stale rosnącej liczby dzieci. W protokole wizytacyjnym z 1789 roku zanotowano, że gospodarz żali się na ciasnotę panującą w budynku. Pierwotna Organistówka składała się bowiem tylko z jednej izby, która pełniła jednocześnie rolę sali lekcyjnej i mieszkania nauczyciela. W 1790 roku, wychodząc naprzeciw prośbom organisty Antoniego Joba, dobudowano do niej dodatkową salę lekcyjną oraz postawiono toaletę (zajęcia nadal jednak prowadzono wspólnie dla chłopców i dziewczynek).

stary kosciół rys12
Rycina przedstawiająca dawny bielszowicki kościół i jego obejście (na podstawie obrazu Juliusza Marcisza). Po prawej drewniana organistówka.

W 1816 roku wzniesiono nowy drewniany budynek szkolny, który w 1828 roku został zastąpiony murowanym. Szkoła mieściła zaledwie dwie sale lekcyjne, a w związku z tym, że naukę pobierały w niej także dzieci z pobliskich Kończyc i Pawłowa, w 1844 roku została powiększona między innymi o mieszkania dla nauczycieli pomocniczych. Z każdym kolejnym rokiem uczniów jednak gwałtownie przybywało (druga klasę otwarto w roku 1853, w 1855 roku naukę pobierało 368 uczniów), tak więc na cele edukacyjne zdecydowano się wydzierżawić piętro miejscowej synagogi. Było to rozwiązanie tymczasowe; od tej pory czyniono energiczne starania w celu wzniesienia oddzielnych szkół dla Pawłowa i Kończyc, jak też innych przysiółków, w tym „Kątów”, gdzie na cele szkolne przekazano stary cekhauz. W 1881 roku w centrum Bielszowic wzniesiono nowy budynek szkolny, który w okresie międzywojennym zyskał miano Szkoły Powszechnej nr 1. Pierwszym dyrektorem mianowano Ernsta Tobiasa, który od stycznia 1872 roku pełnił w Bielszowicach obowiązki parafialnego organisty i nauczyciela. Warto w tym miejscu przywołać jego wspomnienia z 1916 roku: Kiedy tu przybyłem, gmina była nieliczna, a w szkole panowały tragiczne warunki. Pod opieką miałem 400 uczniów, których uczyłem w pojedynkę. Początkowo językiem wykładowym był polski, dopiero od 1872 stał się nim niemiecki. Wymagało to poprawy panujących w szkole warunków. Byłem naocznym świadkiem tego, jak licząca niespełna 1000 mieszkańców wioska zmienia się w kilkunastotysięczną osadę. Na początku przebywali tu dwaj nauczyciele, a obecnie w Bielszowicach jest już pięć gmachów szkolnych, w których pracuje blisko pięćdziesięciu pedagogów.

Tobias
Zdjęcie z 1886 r. przedstawiające uczniów klasy I Schule I. W środku wieloletni parafialny organista i rektor szkoły, Ernst Tobias.

Abraham „Trzynastki”

Jak głosi tradycja, istnieje tylko jeden prawdziwy jubileusz –  „Abraham” (czyli pięćdziesięciolecie) oraz jego wielokrotności. Skoro tak, kolejny czeka naszą szkołę dopiero w roku 2069. Niniejszy numer gazetki w całości  poświęcamy „Złotej Jubilatce”. Na początek kilka słów o tym, jak przebiegała jej budowa.

sp2budynek
Szkoła Podstawowa nr 2 (Schule II) z lat 1900-1969.
tablica1
Szkoła Podstawowa nr 13 na początku 1969 r.

         Pierwsza „Trzynastka”, o istnieniu której pamiętają jeszcze starsi mieszkańcy Bielszowic, powstała na początku XX wieku (piszemy o niej w innym miejscu). Był to ceglany, masywny i solidny budynek – nie na tyle jednak, aby oprzeć się skutkom eksploatacji węgla, prowadzonej na tym obszarze już od końca XVIII stulecia. Tzw. szkody górnicze sprawiły, że swój pierwszy poważny remont szkoła przeszła po zaledwie kilkunastu  latach istnienia. Od tamtej pory niemal każdy rok szkolny wyglądał podobnie: we wrześniu szkolna „dziatwa” wchodziła do pachnącej farbą, odnowionej szkoły, by wraz z końcem czerwca dowiedzieć się, że lada dzień rusza kolejny remont. Ba, niekiedy zdarzało się, iż prace prowadzono kilka razy w ciągu roku.  Nie wierzycie? Zajrzyjcie do szkolnej Kroniki.  W 1923 roku, przykładowo, czytamy w niej, że nauka odbywała się w jednym skrzydle po 2 godziny dziennie z każdym oddziałem. Wynika z tego, że przez cały rok na czterystu uczniów i kilkanaście klas przypadały… cztery sale lekcyjne! Po roku zaś –  „powtórka z rozrywki” i wyłączenie z użycia drugiego skrzydła.  Tego typu przykładów można przytoczyć więcej. Po II wojnie światowej stan szkoły pogorszył się do tego stopnia, iż obawiano się o bezpieczeństwo dzieci i uczących.  To wreszcie podziałało na wyobraźnię ówczesnych decydentów.

chrobok
Dyrektor kopalni „Bielszowice” Maksymilian Chrobok – jeden z inicjatorów budowy obecnej szkoły.

  O konieczności wzniesienia nowej szkoły dyskutowano już w latach 50. Jednak dopiero dzięki ogromnemu zaangażowaniu kierownik szkoły, Marii Walasz, i mediacjom dyrektora kopalni „Bielszowice”, Maksymiliana Chroboka, władze dojrzały do realizacji projektu.  Dodatkowym problemem, który z biegiem lat okazywał się coraz bardziej dokuczliwy, była ciasnota panująca w dotychczasowym budynku. Wieloletnia kierownik szkoły, Maria Walasz, w roku 1964 tak opisywała wynikające stąd problemy: Szkoła nie posiada sali widowiskowej ani gimnastycznej i stąd ma trudności z organizowaniem imprez dla środowiska. Imprezy odbywają się w sali lekcyjnej i żeby oglądnęli je wszyscy uczniowie szkoły, trzeba powtarzać je trzy razy.

1962-63
Maria Walasz – dyrektor Szkoły Podstawowej nr 13 w latach 1960-61 i 1965-1977. Dzięki jej staraniom powstała obecna „Trzynastka”.

         Mając na uwadze powyższe trudności, w 1964 roku Samorząd Szkolny zdecydował się wystosować do dyrekcji kopalni „Zabrze” list, prosząc o sfinansowanie budowy nowej szkoły. W dniu 21 lipca 1965 roku w Biurze Szkód Górniczych w Bytomiu odbyła się rozprawa między reprezentantami szkół nr 12 i 13 a przedstawicielami kopalń „Bielszowice” i „Zabrze” w sprawie szkód górniczych w szkołach i projektu budowy nowych szkół. Ko-palnie zaproponowały wybudowanie jednej szkoły dla obydwu obwodów, przeciw czemu zaprotestowała Maria Walasz. Dyrektor wspominała po latach: Dowiedziałam się wtedy, że usłużni sąsiedzi ze szkoły sąsiedniej zaplanowali sobie aby połączyć dwie szkoły (…) i wybudować jeden budynek w parku Strzelnica. Obwód szkoły 13 jest dosyć rozległy i dzieci(…) miałyby daleką, dosyć utrudnioną drogę przez pustkowia. Na to nie mogłam się zgodzić, nie mogłam zawieść naszych uczniów i rodziców. Zadecydowano więc o budowie dwóch oddzielnych szkół, natomiast kopalnia „Zabrze” miała wyasygnować na ten cel 6 milionów złotych. Autorem opracowanego w lipcu 1966 roku projektu nowego gmachu szkolnego był mgr inż. W. Lipiński.

 

Sporo problemów nastręczał wybór odpowiedniego miejsca budowy. W związku z ryzykiem ponownego wystąpienia szkód górniczych, teren ulicy Górnej, gdzie stała stara szkoła, nie mógł być brany pod uwagę. Po dłuższych namysłach dyrektor Walasz wskazała obszar, na którym wznosi się obecny budynek. Zawsze o tym miejscu mówiło się „na skale”. Pomyślałam, że tam tak zaraz nie mogą pojawić się szkody górnicze i szkoła będzie miała trwałe miejsce – motywowała swój wybór po latach. Jeszcze w 1965 roku rozpoczęto prace przygotowawcze. Budowa ruszyła w lecie 1967 roku; do końca roku udało się zakończyć prace przy fundamentach. W kwietniu 1968 roku szkoła otrzymała pierwszy transport szkolnych ławek. Nowy sprzęt składowano w poszczególnych salach lekcyjnych starej szkoły, co dodatkowo utrudniało jej funkcjonowanie.

W tym czasie stan starego budynku szkolnego pogorszył się do tego stopnia, że (…) pękał coraz więcej, nie domykały się okna i drzwi, szpary w ścianach powiększały się. Możliwość przeniesienia nauki do wznoszonego gmachu była jednak wykluczona, bowiem nie zainstalowano tam jeszcze centralnego ogrzewania, jak też nie ukończono toalet. Mimo kłopotów rok szkolny 1968/69 rozpoczął się jeszcze w starym gmachu. Z końcem roku 1968, po 15 miesiącach intensywnych prac budowlanych, nowa szkoła była praktycznie gotowa na przyjęcie uczniów. Przy zagospodarowaniu szkoły z aktywną pomocą pospieszyła kopalnia „Bielszowice”. Szczególnie cennego wsparcia udzielił ówczesny dyrektor zakładu, Maksymilian Chrobok. Maria Walasz tak oceniała wkład kopalni w powstanie szkoły: Trudno skwitować jednym zdaniem pracę Komitetu Opiekuńczego [kopalni „Bielszowice”]. Ojcowska troska, ofiarna pomoc i dobra rada, szczególnie dyr. Kop. „Bielszowice” inż. Maksymiliana Chroboka, zasługują na specjalne uznanie i wdzięczność. Kopalnia zapewniła transport mebli i szkolnego sprzętu. Jej pracownicy całość prac wykończeniowych wewnątrz budynku wykonali w czynie społecznym.

         Ze słów Marii Walasz wynika, że ostatnie tygodnie prac były prawdziwym wyścigiem z czasem. Miesiąc grudzień to czas wstępnego oddania nowej szkoły. Prace społeczne rodziców zaczęły się już 14 grudnia przy myciu okien i czyszczeniu pomieszczeń. Trudna to była praca. W szkole zimno, a wieczorem ciemno, jednak nie było dnia, aby nie pracowało przynajmniej od 15-25 kobiet. Nawet wieczorami przy świecach myto okna, robiły to te kobiety-matki, które w dzień pracowały zawodowo, a wieczorem chciały odrobić swe zobowiązanie i mieć swój wkład pracy w nową szkołę. 1 stycznia w budynku uruchomiono centralne ogrzewanie, a 13 stycznia odbyło się właściwe przekazanie kluczy przez przedsiębiorstwo kierowniczce szkoły Marii Walaszowej.  W dniach 17-18 stycznia przetransportowano cały sprzęt i pomoce naukowe ze starej szkoły. W wymienione prace zaangażowani byli również nauczyciele, nadzorujący transport wyposażenia biblioteki, pracowni chemicznej starej szkoły. Pomagali też uczniowie, którzy w setkach koszy przyniesionych z domu przenosili książki i szkła laboratoryjne. Maria Walasz była pod wraże-niem mobilizacji i po-święcenia, którymi wykazała się społeczność „Trzynastki”. Szkoda tylko, że takich właśnie momentów nie utrwalono na fotografiach, właśnie przy pracy rodziców, uczniów i nauczycieli – ubolewała.

otwarcie2
Otwarcie Szkoły Podstawowej nr 13, 8 lutego 1969 r.

otwarcie1

Długo oczekiwane otwarcie nowo wybudowanej szkoły miało miejsce 8 lutego 1969 roku. Młodzież szkolna z nauczycielami zgromadzili się po raz ostatni na dziedzińcu szkoły, pożegnali ją i uroczyście przy dźwiękach orkiestry górniczej Kopalni „Bielszowice” przemaszerowali do nowego budynku szkolnego przy ulicy Dąbrowszczaków nr 61, którego otwarcia miano w tym dniu dokonać – czytamy w Kronice. Przed wymarszem uczennica klasy VII Krystyna Bień, w imieniu wszystkich zgromadzonych pożegnała dawną „Trzynastkę” słowami:

 

Zszarzały pokrył się patyną

Na starej szkole stary dach

Wezbrany falą czasu wiek przeminął

Dziś została pogrążona w snach.

 

Służyła wielu pokoleniom

Przez długich 68 lat

Nam przyszło ją opuścić, pożegnać

I podziękować za wiele dobrych rad.

 

Za wszystko co z murów Twoich

Wyniosło tyle pokoleń

Zostały tylko wspomnienia

I nasze serdeczne zapewnienia.

 

Że pracę, naukę, obowiązkiem obywatelskim

Wykażemy zawsze i wszędzie z radością

Że każde z nas wdzięcznym dzieckiem polskim.

W samo południe odegrano hymn państwowy, po czym zebranych gości powitał Maksymilian Chrobok. Przewodniczący Miejskiej Rady Narodowej, Rufin Suchoń wręczył klucze kierowniczce szkoły, Marii Walasz. W akcie erekcyjnym nadano szkole imię Edwarda Żabińskiego. Symbolicznego przecięcia wstęgi dokonała Jadwiga Żabińska, żona patrona szkoły. Obok niej i jej syna Andrzeja na uroczystości obecni byli przedstawiciele miejscowych władz partyjnych, milicji, harcerstwa, dyrektorzy i pracownicy rudzkich szkół podstawowych oraz średnich.

Günter Białas (1907-1995)

Urodził się w Bielszowicach. Sławę zyskał jako twórca oryginalnych etiud, kantat i oper. W Polsce właściwie nieznany – w Niemczech, w których mieszkał przez większość życia, uchodzi za jednego z ważniejszych kompozytorów muzyki poważnej II połowy XX stulecia. Dziś przedstawiamy sylwetkę Güntera Białasa.

        Od razu uściślijmy pewną kwestię: Bialas (Białas) był Górnoślązakiem, co często z dumą podkreślał. Dorastał jednak w rodzinie o niemieckich zapatrywaniach, przez całe życie uważał się więc za Niemca. Czy jednak z tego powodu powinniśmy ignorować jego imponujący dorobek? Śląsk to kraina paradoksów. Ziemia graniczna, a przy tym – użyjmy słów Karola Wojtyły –  miejsce, w którym rodzą się diamenty. W panteonie wielkich Górnoślązaków  Günter Białas zajmuje miejsce szczególne. W jego utworach znajdą coś dla siebie zarówno miłośnicy muzyki klasycznej w wydaniu Krzysztofa Pendereckiego, jak i zwolennicy ambitnego rocka spod znaku King Crimson czy Emerson, Lake & Palmer. Co ważne,  twórczość Białasa przesiąknięta jest duchem i klimatem Górnego Śląska.

bialas
Günter Białas (1907-1995).

      Co wiadomo o dzieciństwie kompozytora? Muzyka była obecna w życiu Białasa od najmłodszych lat, ponieważ jego ojciec, z zawodu pianista,   prowadził okoliczne chóry. Mały Günter często uczestniczył też w koncertach orkiestr dętych i kapel górniczych. Miał ponadto styczność z muzyką sakralną oraz bardzo popularnym wówczas na Śląsku amatorskim teatrem muzycznym. Pewnym jest, że w latach 1922-1925 kilkunastoletni Białas uczył się w Chorzowie i w Katowicach gry na fortepianie oraz teorii muzyki u Fritza Lubricha (wówczas najpopularniejszej i najbardziej cenionej postaci górnośląskiej muzyki poważnej, kierownika słynnego zespołu wokalnego Meisterscher Verein). Uczęszczał do gimnazjum mniejszości niemieckiej, a po zdaniu matury w 1926 roku studiował muzykologię, germanistykę oraz historię na Uniwersytecie Wrocławskim. Równocześnie, pomiędzy rokiem 1927 a 1931, odbył w Berlinie studia z zakresu pedagogiki muzycznej. W latach 1934-1937 pracował jako nauczyciel we wrocławskim   Frauenoberschule der Ursulinen Breslau – Carlowitz (Liceum Żeńskim Sióstr Urszulanek). W dalszym ciągu doskonalił swój warsztat kompozytorski m. in. pobierając w Berlinie lekcje u cenionego muzyka Maxa Trappa. W 1939 r. został powołany jako docent teorii muzyki i kompozycji do Instytutu Wychowania Muzycznego Uniwersytetu Wrocławskiego (Institut für Musikerziehung der Universität Breslau). Po służbie wojskowej podczas II wojny światowej i pobycie w obozie jenieckim (w latach 1941-1945) uciekł razem z żoną, śpiewaczką Gerdą Specht, ze Śląska do Bawarii, gdzie w 1946 roku został kierownikiem Münchener Bach-Vereins (Monachijskiego Związku Bacha).

bialas4
Autograf Güntera Białasa.

     Od 1947 do 1959 roku Białas wykładał kompozycję w Nordwestdeutschen Musikakademie, obecnej Wyższej Szkole Muzycznej Detmold. Następnie przeniósł się (jako profesor kompozycji) do Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej i Teatralnej w Monachium (Hochschule für Musik und Theater München), gdzie uczył do 1972 roku.

     Twórczość muzyczna Białasa obejmowała wiele gatunków – muzykę symfoniczną, operową, kameralną, chóralną. Dużą popularność zdobyły je­go o­pe­ry : „Hero Und Leander” (1966), „Die Geschichte von Aucassin Und Nicolette” (1969) i „Der Gestiefelte Kater” (1973).

biala2
Günter Białas w ostatnich latach życia.

      Günter Białas zmarł 5 lipca 1995 roku w Glonn, gdzie jedna z ulic nosi jego imię. Prezydent Niemiec Roman Herzog napisał w liście kondolencyjnym do jego siostry: „Świat będzie o nim pamiętał, Jego dzieło przetrwa dla potomności”. Bawarska Akademia Sztuk Pięknych (Bayerische Akademie der Schönen Künste), w której Białas kierował w latach 1974-1979 działem muzycznym, nadaje od 1998 roku co dwa lata nagrodę Gerda-und-Günter-Bialas-Preis w dziedzinie kompozycji, finansowaną przez fundację GEMA-Stiftung.

     Günter Bialas był od 1971 r. członkiem zwyczajnym Bawarskiej Akademii Sztuk Pięknych. Otrzymał wiele nagród i odznaczeń, w tym: Krzyż Zasługi I Klasy Republiki Federalnej Niemiec, Bawarski Order Zasługi i Order Maksymiliana za Wiedzę i Sztukę. Należy z pewnością do najwybitniejszych profesorów kompozycji okresu powojennego w Niemczech. Wyróżniał się nowoczesną, pełną otwartości postawą pedagogiczną polegającą na wspieraniu i rozwijaniu indywidualności swoich uczniów. Wśród jego wychowanków byli tacy kompozytorzy, jak Peter Michael Huber, Wilfried Hiller, Ulrich Stranz, Michael Denhoff, Wilhelm Killmayer, Peter Kiesewetter i Gerd Zacker.

Zachęcamy do zapoznania się z jednym z dzieł Güntera Białasa, Introitus – Exodus für Orgel und Orchester.

Na początku był Turnverein

Kilka miesięcy temu zamieściliśmy artykuł poświęcony Towarzystwu Gimnastycznemu „Sokół” – jednej z najbardziej zasłużonych bielszowickich organizacji sportowych i narodowych. Wbrew powszechnej opinii, nie było ono jednak pierwszym stowarzyszeniem promującym w naszej miejscowości kulturę fizyczną. Początki bielszowickiego sportu sięgają bowiem przełomu XIX i XX wieku.

            Duże zasługi w promocji kultury fizycznej położyła kopalnia „Bielszowice”, pod auspicjami której działało Towarzystwo Gimnastyczne  (Turnverein), a także Klub Kręglarski (Kegelklub) i Klub Sportowy (Spielverein). Z zachowanych informacji wynika, że wymienione bractwa dysponowały profesjonalnym zapleczem sportowym. Ze względu jednak na ewidentnie  niemiecki charakter, cieszyły się umiarkowaną sympatią mieszkańców. Mimo to nie mogły narzekać na brak uczestników, bowiem ich filie działały w miejscowych szkołach, gdzie nad rekrutacją młodzieży czuwali niemieccy nauczyciele.

turnverein
Nie zachowały się fotografie bielszowickiego Turnvereinu. Na zdjęciu podobne zrzeszenie działające na początku XX wieku we Wrocławiu.

            Za właściwy początek zorganizowanej działalności sportowej  w Bielszowicach można uznać wydarzenie z marca 1905 roku, kiedy to w restauracji Grünpetrea w Busmarckhütte (późniejszym Chorzowie Batorym) odbyło się I walne zgromadzenie uczestników akcji Volks und Jugendspiele (czyli Gier ludowych i młodzieżowych) okręgu biscmarckhuckiego, na którym obecny był także przedstawiciel Bielszowic. W lipcu 1909 roku, podczas X Niemieckiego Kongresu Volks und Jugendspiele w Gliwicach, odnotowano obecność bielszowickiego Spielvereinu oraz reprezentacji Szkół I, II i III. Zawody zorganizowano z niebywałym jak na tamte czasy rozmachem (na starcie stanęło 230 ekip). W ciągu pięciu dni rywalizacji rozegrano biegi z przeszkodami, zawody pływackie, rzut piłką na sznurku (Schleuderball), zawody gimnastyczne, turniej palanta, meczy piłki nożnej i wiele innych. Członkowie Towarzystwa Sportowego przystąpili do zmagań w fistballu (pięstówka, niem. Faustball) i  tamburello (niem. Tamburinball), jednak nie zanotowali sukcesów. Lepiej wypadła młodzież szkolna startująca w tamburello, fistballu i rozgrywkach palantowych, uzyskując wyróżnienia.

29b99483-3a42-4b61-98ed-08264cf949e8
Zawody w Gliwicach w 1909 roku z udziałem bielszowickich sportowców.

            Niemieckie organizacje funkcjonowały do chwili podziału Górnego Śląska, a przedtem, jak np. Turnverein,  aktywnie wspierały stronę niemiecką w trakcie kampanii plebiscytowej. Schyłek I wojny światowej dał Polakom okazję do rozwinięcia podobnej aktywności, czego rezultatem było utworzenie w Bielszowicach gniazda „Sokoła” w lutym 1919 roku. Rok później towarzystwo liczyło już 60 członków – 45 mężczyzn i 15 kobiet. Koncepcja koła, opracowana przez jego założycieli Franciszka Jarczyka i Ryszarda Grzesioka zakładała, że do chwili rozstrzygnięcia kwestii przynależności Górnego Śląska aktywność sportowa pozostanie na drugim planie, tworząc swego rodzaju parawan dla działalności narodowej. „Sokół” nie był jednak polityczną atrapą, a jego dzieje zasługują na szersze omówienie.  Można je podzielić na dwa etapy. W pierwszym, trwającym od 1919 do 1922 roku, organizacja stanowiła przede wszystkim bazę POW, a większość jej członków brała czynny udział w walkach powstańczych. Oczywiście druhowie uczestniczyli też regularnie w zajęciach sportowych i zawodach (ćwiczenia – za zgodą kierownictwa kopalni – odbywały się  w cechowni i parku kopalnianym; jak już wspomniano, korzystano ze sprzętu niemieckiego Turnvereinu).  Organizacja odgrywała także istotną rolę na polu kulturalnym propagując teatr amatorski.

sokoły1
Członkowie bielszowickiego gniazda sokolego w latach 30. XX w.

            Po niepowodzeniu pierwszego powstania śląskiego, pod wpływem  narastającego terroru niemieckich bojówek podjęto decyzję o czasowym zawieszeniu aktywności gniazda (odrodziło się w listopadzie 1919 roku). W trakcie drugiego powstania członkowie „Sokoła” zajmowali się m. in. pieczętowaniem przepustek wydawanych osobom udającym się w podróż. W okresie poprzedzającym plebiscyt miejscowi „Sokoli” pomagali w organizacji wieców, zabezpieczali też polskie imprezy na terenie Bielszowic i okolicy. Prenumerowano czasopismo „Orędzie Sokole”.

            Pod względem administracyjnym bielszowickie gniazdo należało początkowo do V Okręgu (Zabrskiego), potem do Okręgu XII, a po reorganizacji struktur wojewódzkich w 1927 roku do Okręgu XIII z siedzibą w Rudzie.  Następnie w latach 30. przeniesiono je w obręb Okręgu I (Nowobytomskiego). Druhowie regularnie uczestniczyli też w sokolich zlotach. Przykładowo: w zawodach zorganizowanych 17 października 1920 roku w Zabrzu 16 reprezentantów bielszowickiego gniazda wzięło udział w ćwiczeniach wspólnych,  6 w ćwiczeniach z lancą,  10 druhen przystąpiło do ćwiczeń z obręczą, nie było natomiast chętnych do ćwiczeń z ciupagą.  

sokoły5
Gimnastycy bielszowickiego „Sokoła” podczas ćwiczeń.

            Po 1922 roku aktywność bractwa wyraźnie zmalała.           Renesans bielszowickiego gniazda nastąpił po 1928 roku. Na jego czele stanął wówczas naczelnik gminy Antoni Olszowski. W czerwcu 1928 roku odrodzony „Sokół” uczestniczył w Zlocie i Zawodach Sokolstwa Dzielnicy Śląskiej zorganizowanych w Królewskiej Hucie. Dwudniowa impreza, z udziałem około 500 sportowców reprezentujących dziewięć śląskich okręgów, rozpoczęła się nabożeństwem odprawionym przez pochodzącego z Bielszowic prezesa Towarzystwa Czytelni Ludowych ks. Stefana Szwajnocha. „Sokoli” wzięli następnie udział we wspólnych ćwiczeniach młodzieży żeńskiej w trzech obrazach w takt muzyki, zabawach i igrzyskach w zastępach i   ćwiczeniach wolnych młodzieży męskiej.

            W latach 30. kolejnymi prezesami koła byli Stanisław Machnik i Herbert Weszka, funkcję naczelnika pełnił Jerzy Potyka. Według stanu z 31 grudnia 1932 roku „Sokół” liczył 52 członków, trzy lata później zaś – 120. Przy organizacji nadal działała sekcja żeńska. Uprawiano lekkoatletykę, gimnastykę systemową, strzelectwo i koszykówkę. W sierpniu 1935 roku odbyła się uroczystość nadania bielszowickiemu gniazdu sztandaru.  W ramach koła działał w tym czasie jedyny w skali Okręgu I zespół mandolinistów. Członkowie gniazda byli natomiast krytykowani za nieprenumerowanie „Sokoła na Śląsku”.  W 1938 roku odnotowano, że gniazdo, złożone z 24 druhów, 8 druhen, 24 młodzieżowców i 13 członków młodocianych (tzw. dorostu),  prowadziło dodatkową sekcję strzelecką. Treningi gimnastyczne odbywały się w kopalnianej cechowni.

            Towarzystwo zostało rozwiązane jesienią 1939 roku. Wielu byłych działaczy „Sokoła” wzięło udział w kampanii wrześniowej, a następnie było represjonowanych przez władze hitlerowskie.

            Sukcesy sportowe odnotowywały także inne bielszowickie organizacje młodzieżowe. Bardzo dobre wyniki w strzelectwie uzyskiwali reprezentanci Oddziału Młodzieży Powstańczej, dysponujący znakomitym zapleczem i własną strzelnicą. Klub bielszowickiej OMP powstał 8 lutego 1932 roku. Działały w nim sekcje: kolarstwa, lekkoatletyki, koszykówki, szachów, strzelecka i tenisa stołowego. Bardzo szybko rosła liczba uczestników towarzystwa – ze 36 do 147 w samym tylko roku 1933. W zawodach o mistrzostwo Komendy Głównej Związku Powstańców Śląskich w 1939 roku drużynowo uplasowali się na drugim miejscu. Indywidualnie drugi by Robert Błaszczyk, a trzeci Paweł Kozok. Reprezentanci sekcji lekkoatletycznej bielszowickiego OMP przystępowali do zawodów i meczów lekkoatletycznych. W 1936 roku, przykładowo, ulegli OMP Chorzów  43:57. W tym samym roku sekcja szachowa wywalczyła złoty medal w Mistrzostwach Oddziałów Młodzieży Powstańczej na Śląsku. W 1937 roku medale indywidualnie zdobyli: Szyma (skok wzwyż), Weszka (skok o tyczce) i Góralczyk (szachy). W 1938 roku w skoku wzwyż bezkonkurencyjny okazał się inny reprezentant bielszowickiego OMP, Urbanek.

            Na początku 1920 roku zadecydowano o utworzeniu kolejnego towarzystwa sportowego pod nazwą „Jastrząb”, któremu politycznego wsparcia udzielił bytomski Komisariat Plebiscytowy. Trudno dziś ustalić, kto był inicjatorem powstania klubu, jednak wiele wskazuje na ówczesnych działaczy POW i „Sokoła”: Mikołaja Pośpiecha, Izydora Botora, Franciszka Jarczyka, Edmunda Kuszkę, Ryszarda Grzesioka i Piotra Szygułę. Pierwszy mecz piłkarski z udziałem „Jastrzębia” odbył się w Makoszowach 29 czerwca 1920 roku. W składzie znaleźli się: Paweł Cop, Jerzy Depta, Teofil Ficek, Konrad Gniazdowski, Edmund Kuszka, Herman Kurek, Emanuel Mucha, Franciszek Mucha, Alojzy Otrząsek, Franciszek Przybyła i Jan Suchan.

7caade69-bac1-4ac8-bfdd-5d1357fdee0a
Najstarsze pieczęcie „Zgody” z początku lat 20. XX w.

            W związku z dużą liczbą nowo powstałych klubów sportowych na Górnym Śląsku, 8 sierpnia 1920 roku zwołano do Bytomia Zjazd Okręgowy Górnośląskiego Związku Piłki Nożnej. Okręgi podzielono na 12 obwodów. W składzie 12. obwodu (zabrskiego) figuruje m. in. „Jastrząb” Bielszowice. Prezes Związku, Edmund Grabianowski, został niebawem głównym zawiadowcą kopalni „Bielszowice”, co stanowiło dla bielszowickich sportowców nie lada atut. Przełomowy z punktu widzenia rozwoju zrzeszenia okazał się rok 1922, kiedy to na mocy fuzji „Sokoła” i „Jastrzębia” powstało Towarzystwo Kulturalno – Oświatowe, Teatralno – Muzyczne i Sportowe „Zgoda” Bielszowice. Jego przedwojenne dzieje omówimy w jednym z kolejnych artykułów.

Burzliwe losy biblioteki księdza Niedzieli

Pięć lat temu  kilka czołowych polskich dzienników i czasopism  (m. in. „Gazeta Wyborcza” i tygodnik „Newsweek”) poinformowało o spektakularnym wyniku aukcji antykwarycznej zorganizowanej w Warszawie. Biblioteka Narodowa nabyła wówczas jedyny istniejący rękopis „Wiernej rzeki” Stefana Żeromskiego. Wartość dzieła oszacowano na, bagatela, 240 tysięcy złotych. W okresie międzywojennym posiadaczem owego „białego kruka” był bielszowicki proboszcz i patron naszego Koła, ks. Józef Niedziela. Co wiemy o jego księgozbiorze?

            Na początek kilka słów wyjaśnienia. Ks. Niedziela był nie tylko charyzmatycznym kapłanem, rzutkim społecznikiem i działaczem narodowym,   ale również miłośnikiem sztuki, pasjonatem hinduskiej (!) filozofii i cenionym bibliofilem. Z pewnością zasługuje na miano największego bielszowickiego intelektualisty okresu międzywojennego. Dziś poszukamy odpowiedzi na pytanie, kto zaszczepił w nim literacką  pasję. Trop prowadzi do dwóch osób.

CHRÓŚCINA_z-lotu-ptaka
Rodzinna miejscowość ks. Niedzieli, Chróścina, z lotu ptaka.

            Ks. Józef wywodził się z prostej, chłopskiej rodziny.  Cechowała ją ogromna religijność, a także patriotyzm, który starał się zaszczepić swym dzieciom Antoni Niedziela. Ojciec naszego bohatera był postacią nieprzeciętną. W rodzinnej Chróścinie cieszył się wielkim poważaniem. Przewodniczył (jako kantor, czyli śpiewak) parafialnym pielgrzymkom do polskich sanktuariów, skąd sprowadzał gazety, czasopisma, modlitewniki i książki, które potem rozprowadzał  po okolicy.    Ks. Józef pomagał ojcu w tej ryzykownej  działalności (pamiętajmy o szalejącej wówczas  germanizacji i surowych karach nakładanych przez władze na polskich działaczy). Antoni Niedziela nawiązał bardzo szeroką sieć kontaktów, między innymi z kręgiem krakowskich akademików (ks. Józef wykorzysta je później prowadząc własną działalność konspiracyjną). Wraz z żoną, Franciszką, dbał o podtrzymanie w domu ducha polskości – służyć temu miały codzienne wspólne modlitwy oraz czytanie dzieł narodowej klasyki (z zachowanych przekazów wynika, iż późniejszy bielszowicki proboszcz żywił największy szacunek do twórczości Stanisława Wyspiańskiego; w jednym ze swych pierwszych artykułów sparafrazował słowa wieszcza: „Polska to wielka rzecz-podłość odrzuć precz!, pochodzące z „Wesela”).

rodzice niedzieli
Rodzice ks. Niedzieli: Antoni i Franciszka

            Z pewnością więc zamiłowanie do literatury wyniósł ks. Niedziela z rodzinnego domu. Kto wie jednak, czy nie większe znaczenie miało dlań nawiązanie bliskich relacji ze stryjem ks. Michałem Przywarą, który udzielał Józefowi swego rodzaju korepetycji przed jego wstąpieniem do opolskiego (a po czasie – wrocławskiego) gimnazjum. Czynił to nad wyraz skutecznie, bowiem nasz bohater rozpoczął naukę nie od szóstej, lecz czwartej klasy (w pruskich szkołach najmłodszą była klasa szósta, a ostatnią – klasa pierwsza). Ksiądz Przywara był przy tym kimś więcej niż jedynie „korepetytorem”.  Pełnił rolę mentora, duchowego i życiowego przewodnika dorastającego Józefa.  Jego dziś już nieco zapomniany dorobek zasługuje  na przypomnienie.

800px-Wroclaw_Ossolineum_skrzydlo_poludniowe
Budynek dawnego gimnazjum św. Macieja we Wrocławiu, do którego w latach 1906-1908 uczęszczał ks. Niedziela. Obecnie siedziba Zakładu Narodowego im. Ossolińskich.

Michał Przywara urodził się w 1867 roku w Polskiej Nowej Wsi w powiecie opolskim. W wieku czternastu lat trafił do gimnazjum w Opolu, gdzie dał się poznać z wielkiej pilności i sumienności. Dzięki tym cechom udało mu się uzyskać stypendium i obniżenie czesnego, co zważywszy na trudną sytuację materialną jego rodziny miało niemałe znaczenie. W wieku 23 lat, w 1890 roku zdał egzamin maturalny i rozpoczął studia teologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim. Znalazł się wśród  założycieli Wissenschaftlicher Verein Oberschlesischer Studenten, czyli Towarzystwa Naukowego Akademików Górnoślązaków. W 1894 roku  ks. Przywara przyjął święcenia kapłańskie. Wkrótce poważnie zaniemógł i już do końca życia zmagał się z ciężką chorobą serca. Nie zaniechał jednak dalszych poszukiwań. Odtąd każdą wolną chwilę poświęcał badaniu śląskiej mowy, czyniąc to w nieszablonowy sposób. Zwyczajem ks. Michała stały się wielogodzinne wędrówki po Śląsku i przysłuchiwanie się miejscowym opowiadaniom, pieśniom i klechdom. Zebrał w ten sposób imponującą ilość materiału, który, niestety, uległ w dużej mierze rozproszeniu podczas II wojny światowej. Jeszcze w czasie trwania studiów opracował słownik śląski składający się z kilkunastu tysięcy haseł, gromadził pieśni ludowe, bajki i przysłowia. W roku 1897 ks. Przywara otrzymał nominację na stanowisko proboszcza w parafii w Nowej Wsi Książęcej w powiecie sycowskim. Pracował tam aż do swej śmierci w roku 1906. Często wówczas podróżował (także tę pasję odziedziczył po stryju ks. Niedziela), między innymi w roku 1900 zwiedził Włochy, rok później zaś Ziemię Świętą, Egipt, Grecję i Turcję. Swoje wrażenia zawarł w pracach Moja podróż do Rzymu oraz Moja podróż na Wschód. Nadal prowadził prace terenowe i badawcze nad dialektami śląskimi. Za jeden z głównych celów uznał wykazanie germanizatorom, iż mowa Górnoślązaków jest rdzennie polska. Walczył też o prawo do prowadzenia zajęć religii w języku polskim.

przywara
Mistrz ks. Niedzieli, ks. Michał Przywara (1867-1906)

Śmierć ks. Przywary w październiku 1906 roku była dla Józefa Niedzieli trudnym doświadczeniem. Przejmujące wrażenie wywarła zapewne na nim  ceremonia pogrzebowa, w której wzięło udział 33 duchownych. Już jako kapłan, w 1917 roku w jednodniówce „Ze Śląska Polskiego” ks. Józef zamieści pełne egzaltacji wspomnienie pośmiertne stryja, dziękując mu za wkład w wychowanie. Napisze wówczas: Chłopak wiejski, zanim się nauczy języka niemieckiego tak dobrze, żeby mógł zostać przyjęty do gimnazjum, musi przejść niemal całą szkołę elementarną. Jest z tego powodu zwykle za stary dla najniższej szkoły gimnazjalnej, przyjmującej z reguły chłopców od lat 9 – 12. W przeciągu roku udawało się ks. Przywarze przygotować chłopaków 13 lub 14 – letnich do trzeciej, czwartej, często nawet do piątej klasy gimnazjalnej. Dawał tę naukę zupełnie darmo, a nawet chłopców podczas studiów pieniędzmi wspierał. W ten sposób umożliwił wielkiej liczbie chłopców studya. Spodziewał się, że jego uczniowie później odwdzięczą się za to w ten sposób, iż będą przykład jego naśladować i każdy przynajmniej jednemu chłopcu utoruje drogę do wyższego wykształcenia. Warto dodać, że Józef dotrzymał słowa danego umierającemu stryjowi i mistrzowi. Pomagał  młodszym braciom – Janowi, Marcinowi i  Wincentemu, przygotować się do nauki gimnazjalnej. Jego zaangażowanie w działalność narodowościową mobilizowało młodsze rodzeństwo do podobnej aktywności (wszyscy synowie Antoniego Niedzieli brali czynny udział w powstaniach śląskich; Marcin został ciężko pobity przez niemieckie bojówki i do końca życia chorował).

Gonies-800x445
Winieta „Gońca Śląskiego”, którego udziałowcem był ks. Niedziela. Proboszcz zasiadał też w radzie nadzorczej pisma.

            Od początku swej duszpasterskiej posługi ks. Niedziela propagował wśród wiernych – zwłaszcza młodzieży – czytelnictwo. Należał do grona współzałożycieli oraz działaczy „Towarzystwa Oświaty na Śląsku im. św. Jacka”, „Koła Pisarzy Katolickich na Śląsku” i  „Śląskiego Związku Akademickiego”. Kierował krótko Księgarnią i Drukarnią Katolicką w Katowicach, zaś w latach 20. był nawet udziałowcem  czasopisma „Goniec Śląski”. Opublikował wiele ciekawych artykułów, w których poruszał zarówno kwestie religijne, jak i polityczne czy społeczne (jego teksty ukazywały się m. in. w „Głosach znad Odry”, „Polskim Czerwonym Krzyżu”, „Gwiazdce Cieszyńskiej” i „Katoliku”). Zaledwie kilka miesięcy po objęciu bielszowickiego probostwa,  jesienią 1929 roku, doprowadził do otwarcia w Bielszowicach nowej siedziby „Towarzystwa Czytelni Ludowych” (istniejącego od 1919 roku). Jako proboszcz wspomagał materialnie organizację, doradzał np.  przy zakupie książek. Jego staraniem każde bractwo parafialne (było ich przed wojną blisko dwadzieścia!) posiadało własną biblioteczkę, a niekiedy –  pracownię introligatorską. Najwspanialsza była jednak prywatna biblioteka ks. Józefa.

otwarcie TCL z Niedzielą

TCL budynek
Budynek Towarzystwa Czytelni Ludowych (TCL) w Bielszowicach poświęcony przez proboszcza Niedzielę 6 października 1929 roku.

           Trudno oszacować liczebność prywatnego księgozbioru proboszcza Niedzieli. Istnieją na ten temat różne przekazy, w których często górę bierze fantazja osób mających ongiś okazję podziwiać go na własne oczy. Podobne biblioteki nie były wówczas rzadkością. Pamiętajmy, że ówcześni śląscy duchowni – w większości absolwenci renomowanego Wydziału Teologii Uniwersytetu Wrocławskiego – należeli do ścisłej elity intelektualnej regionu. Niektórzy, jak np. bliski znajomy bielszowickiego proboszcza  ks. Emil Szramek, posiadali imponujący dorobek pisarski i naukowy. Tego pokroju erudytą był też ks. Józef. Biblioteka była dla niego mistyczną samotnią. Eremem, w którym się modlił, odpoczywał, pracował, kontemplował. Miejscem, gdzie poza zasięgiem ciekawskich oczu mógł się do woli delektować wirtuozerią piór, maestrią pędzli i dłut. Może owe antyki – dziś rozproszone po wielu prywatnych kolekcjach – powiedziałyby coś więcej na temat tego niepospolitego kapłana, naprowadziły na jakiś trop, pomogły zajrzeć w jego wnętrze – bo tam, a nie na zewnątrz, jest prawdziwa przygoda?

szramek
Błogosławiony ks. Emil Szramek (1887-1942)

           Dysponujemy jedynie szacunkowymi danymi na temat wielkości prywatnych bibliotek będących własnością śląskich księży. Księgozbiór ks. Szramka  liczył  10 tysięcy pozycji, liczne zbiory posiadali również: biskup katowicki Arkadiusz Lisiecki, a także księża Jan Kudera (który na początku XX wieku duszpasterzował w Bielszowicach, skąd został usunięty za wygłaszanie polskich haseł), Józef Londzin, Władysław Robota, Aleksander Skowroński i Jan Osiewacz. Ile książek znajdowało się w bibliotece ks. Niedzieli? Tu też skazani jesteśmy na domysły, z całą pewnością jednak mówimy o kilku tysiącach książek i rękopisów. Zwyczajem innych proboszczów ks. Niedziela okazjonalnie udostępniał swe zbiory parafianom. Jak zapamiętał były parafialny organista Ludwik Kowalczyk, Ks. Niedziela posiadał dużą bibliotekę z książkami wszelkiego rodzaju. Jego najlepszym czasem był czas czytania książek lub oglądania antyków, obrazów, których bardzo wiele posiadał. Z kolei ks. Lucjan Moroń, autor niezwykle cennego szkicu biograficznego ks. Niedzieli opartego niemal wyłącznie na wspomnieniach osób z nim współpracujących, odnotowuje, iż na bielszowickiej plebanii gościli nawet antykwariusze z Warszawy. Ten sam autor odpiera jednocześnie zarzuty – jak to określa: do dziś niezamilkłych konfratrów, jakoby ks. Niedziela poprzez nadmiar innych zadań zaniedbywał w Bielszowicach swe duszpasterskie obowiązki. Wynika z tego, że bibliofilska pasja ks. Niedzieli nie wszystkim się podobała; w okresie wielkiego kryzysu ekonomicznego lat 30. tego typu „ekstrawagancje” mogły być uważane za przejaw zbytku. Krytycy proboszcza najwyraźniej zapominali jednak o licznych inicjatywach ks. Józefa na polu dobroczynności, takich jak założenie Towarzystwa do Walki z Gruźlicą, otwarcie kilku sierocińców oraz noclegowni dla bezdomnych, wreszcie – sanatorium dla dzieci gruźliczych i skrofulicznych  w Rabce.

274754
Bielszowicka plebania, na której do początku lat 50. znajdował się księgozbiór ks. Niedzieli.

          Po II wojnie światowej biblioteka ks. Niedzieli  (oraz  imponująca kolekcja rzeźb, obrazów i antyków) uległa rozproszeniu. W 1951 roku została sprzedana przez ówczesnego proboszcza, ks. Walentego Piaskowskiego, który działał w porozumieniu z rodziną ks. Niedzieli. W Archiwum Archidiecezjalnym w Katowicach zachowała się notatka stwierdzająca, iż Ksiądz Piaskowski i p. Niedziela z Bielszowic […] oferują kupno biblioteki po śp. ks. Niedzieli.  Chodziło zapewne o jedynego żyjącego wówczas brata proboszcza, Wincentego, który  powrócił w tym czasie z Wielkiej Brytanii do Polski. Kuria sugerowała sfinalizowanie transakcji we współpracy z Księgarnią św. Jacka. Niewykluczone, że ówczesny proboszcz uzyskał zgodę rodziny swego poprzednika, by część zysków przeznaczyć na rzecz planowanej wówczas budowy nowego bielszowickiego kościoła (do której jednak nie doszło). Brak źródeł uniemożliwia ustalenie finału sprawy. Nie ulega jednak wątpliwości, że część księgozbioru została sprzedana. W  antykwariatach do dziś trafiają się bowiem pojedyncze egzemplarze opatrzone stemplem: Księgozbiór Ks. Józefa Niedzieli  (posiadaczką jednego z nich, Moliera Tadeusza Boya-Żeleńskiego, jest Pani Mirella Siedlaczek-Mikoda).

rzeka
Rękopis „Wiernej rzeki” Żeromskiego należący kiedyś do ks. Niedzieli. W 2013 roku został sprzedany za 240 tys. złotych.

           W tym miejscu powracamy do najbardziej spektakularnego bibliofilskiego odkrycia  związanego z ks. Niedzielą. W grudniu 2013 roku na aukcji zorganizowanej przez warszawski Antykwariat Lamus wystawiono na sprzedaż – uważany dotąd za nieistniejący bądź zaginiony – kompletny rękopis „Wiernej rzeki” Stefana Żeromskiego z 1912 roku. Oprawiony w półskórek z epoki, na wyklejce posiadał pieczęć własnościową stwierdzającą, iż znajdował się w księgozbiorze ks. Józefa Niedzieli, działacza śląskiego, zamordowanego przez Niemców w Dachau w 1942 roku. O wydarzeniu informowały szeroko polskie media, a najdalej w interpretacjach posunęła się „Gazeta Wyborcza” sugerując, że W okresie międzywojennym Żeromski mógł przekazać „Wierną rzekę” księdzu Józefowi Niedzieli, znanemu zbieraczowi rękopisów, a jednocześnie działaczowi śląskiemu i społecznikowi.  Są to jednak tylko spekulacje. Ciekawszym wydaje się pytanie, ile podobnych  „białych kruków” było ongiś własnością współtwórcy śląskiego Czerwonego Krzyża?  Tego być może nie dowiemy się już nigdy.

niedziela ksiązka
Jedna z książek należących do ks. Józefa Niedzieli.

            Książka była obecna w życiu ks. Józefa niemal do ostatnich chwil życia. Podczas pobytu w Dachau proboszcz nie rozstawał się z brewiarzem, który służył mu też za notatnik. Jeden ze współwięźniów wspominał:  Ks. proboszcz bielszowicki, jakkolwiek w sile wieku – liczył bowiem 52 lata – z ogromnym wysiłkiem woli i hartu ducha znosił ciężkie warunki obozowego życia. Dość częste stany fatalnej depresji wewnętrznej, o której w cichości serca zwierzał się tylko najlepszym [przyjaciołom], pogarszały z każdym miesiącem, z każdym niemal dniem jego zdrowie, powodowały powolne otępienie woli, przekreślając tym samym nadzieję na przetrwanie. „Nieraz się wstydzę sam przed sobą – zapisał ołówkiem w brewiarzu – że jeszcze tyle we mnie zewnętrznego świata i że mi nieraz z trudem przychodzi odejść od niego, by złączyć się jak najsilniej tylko z Bogiem.”

            Ks. Józef złączył się z Bogiem 18 maja 1942 roku.  Pół roku wcześniej, również w Dachau, zakończył swą niezwykłą ziemską wędrówkę jego przyjaciel, inny  wielki bibliofil ks. Emil Szramek.

Bielszowickie drogi do niepodległości

11 listopada 1918 roku podpisano rozejm kończący I wojnę światową.  Polska wracała na mapę Europy, jednak przyszłość Górnego Śląska miała się dopiero zdecydować. W kolejnych latach wybuchły tu trzy powstania, przeprowadzono też, zakończony porażką Polaków, plebiscyt. Mimo to znaczna część przemysłowego Śląska – w tym Bielszowice – znalazła się w granicach II Rzeczypospolitej. Dziś prześledzimy   przebieg powstań śląskich w naszej miejscowości.

     W listopadzie 1918 roku w Niemczech wybuchła rewolucja, która szybko rozprzestrzeniła się po całym kraju. W wielu górnośląskich miejscowościach, w tym w  Gliwicach, Zabrzu, Bytomiu, Mysłowicach i Królewskiej Hucie zawiązały się rady delegatów robotniczych i żołnierskich. W Bielszowicach uformowała się zbrojna komórka Związku Spartakusa, której zadaniem było doprowadzenie do przewrotu rewolucyjnego.  11 listopada 1918 roku ukonstytuowała się też Rada Robotników i Żołnierzy (na czele organizacji stanął socjalista Galwas).  W tym samym czasie utworzono kolejne stowarzyszenia: Wydział Ludowy (Volks-Ausschuss) oraz Straż Robotniczą (Schutzwache von Arbeitern).

pieczęć gminy
Pieczęć bielszowickiej gminy z okresu I wojny światowej

         Na terenie kopalni zawiązał się Wydział Robotniczy. Za bezsporne osiągnięcia załogi należy uznać doprowadzenie do zwolnienia niektórych niemieckich urzędników oraz zgłoszenie szeregu postulatów socjalnych dotyczących m. in. skrócenia czasu pracy do 6 godzin. W Bielszowicach i okolicy było niespokojnie; mnożyły się akty wandalizmu, za które odpowiedzialna była m. in. tzw. „banda Hajoka”, mająca na koncie liczne rozboje, a także morderstwa. W lipcu 1919 roku coraz bardziej zuchwały bandyta zamordował miejscowego stróża prawa, Schielkego.             Wielkim sukcesem Polaków było przywrócenie w lutym 1919 roku nauki religii w języku ojczystym. Problemem był jednak brak wykwalifikowanej kadry nauczycielskiej; początkowo lekcje prowadziło zaledwie dwoje  nauczycieli – Kulok i Kremser. Niemcy utrzymywali jednak kontrolę nad miejscowością. Wiosną 1919 roku utworzono w Bielszowicach oddział Grenzschutzu, w kwietniu 1919 roku odnotowano obecność zabrzańskiej Volkswehry, a w maju – oddziału Reichswehry, który stacjonował w Szkole III (dzisiejsza SP 14).

sp 14
Budynek dawnej Schule III (obecnie Szkoła Podstawowa nr 14) – siedziba Reichswehry, a następnie policji parytetowej APO.

         Na miano czołowej organizacji szerzącej szeroko rozumiany patriotyzm zasługiwało Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”. Bielszowickie gniazdo powstało 26 lutego 1919 roku (piszemy o nim w jednym z innych artykułów). W omawianym czasie, tj. w latach 1919 – 1920, w Bielszowicach działało kilkanaście innych polskich organizacji, w tym: Zjednoczenie Zawodowe Polskie, Towarzystwo Śpiewu „Wanda”, Centralny Związek Zawodowy Polski, Polska Partia Socjalistyczna, Towarzystwo Czytelni Ludowych, Polski Czerwony Krzyż, Towarzystwo Kobiet, Towarzystwo Śpiewu „Jutrzenka”, Klub Sportowy „Jastrząb”, Towarzystwo Śpiewacze „Wesoły Głos”. Większość z nich stanowiła bazę rekrutacyjną oddziałów powstańczych.

       W dniu 13 stycznia 1919 ogłoszono na Górnym Śląsku stan oblężenia. Wobec aresztowania kilku czołowych przywódców i kurierów POW, w nocy z 16 na 17 sierpnia wydano rozkaz rozpoczęcia walk. W trakcie pierwszego powstania śląskiego (trwało od 16/17 do 24 sierpnia 1919 roku) strajkowała bielszowicka kopalnia, choć w samej miejscowości nastroje były spokojne. Celem strajku, który trwał łącznie 14 dni, było zmuszenie dyrekcji do niezatrudniania byłych ochotników znienawidzonego przez Polaków Grenzschutzu. Na stosunkowo niewielką aktywność oddziałów powstańczych w Bielszowicach miały wypadki w sąsiedniej Halembie, gdzie wskutek niemieckiej prowokacji zabito dwoje, a aresztowano kilkunastu polskich działaczy.

NOTGELD 1
Tzw. bilet zastępczy (Notgeld) wydany przez bielszowicką gminę. W tle widoczny tzw. bielszowicki zameczek, a przed nim oddział powstańczy. W 1921 r. w budynku mieściła się siedziba władz powstańczych Grupy Wschód.

         W lutym 1920 roku rządy na Górnym Śląsku przejęła Komisja Międzysojusznicza. Jej zadaniem było dopilnowanie prawidłowego przebiegu kampanii plebiscytowej i samego głosowania oraz utrzymanie porządku. Polską ludność Śląska reprezentował Polski Komisariat Plebiscytowy z siedzibą w hotelu Lomnitz, kierowany przez komisarza  Wojciecha Korfantego. W poszczególnych miejscowościach zaczęły powstawać lokalne Komitety. W Bielszowicach kierownictwo tego organu powierzono Wiktorowi Nieradzikowi.

       Latem 1920 roku, w związku z toczącą się wojną polsko-bolszewicką, położenie Polaków uległo znacznemu pogorszeniu. Warto w tym miejscu  wspomnieć, że 11 członków bielszowickiego „Sokoła” zgłosiło się wówczas ochotniczo do polskiej armii.  Wieści o rzekomym upadku Warszawy wywołały entuzjazm wśród Niemców i spowodowały ponowne zaostrzenie antypolskiego terroru. Popłoch wśród ludności cywilnej siały oddziały Sipo, złożone najczęściej z osób sprowadzonych z głębi Rzeszy. W miarę możliwości starały się im przeciwdziałać lokalne (miejscowe i obwodowe) komendy POW. Funkcję bielszowickiego   komendanta obwodowego powierzono Mikołajowi  Pośpiechowi, a komendantem miejscowym mianowano Ryszarda Grzesioka. Wobec nieudolności oddziałów wojsk koalicji,  bielszowicka kompania (tak zaczęto określać lokalny oddział POW) przystąpiła do akcji samoobrony. Zbiegło się to w czasie z wybuchem drugiego powstania śląskiego (19/20 sierpnia 1920 r.). Na terenie Bielszowic miało ono znacznie bardziej gwałtowny przebieg niż poprzednie. Rozpoczęło się od strajku w kopalni „Bielszowice”, do którego przystąpiła połowa załogi. Tym razem objęło jednak całą miejscowość.  Niewątpliwym sukcesem protestujących górników było usunięcie niemieckich członków dozoru. Główna baza powstańców (ich oddział liczył około 60 osób) znajdowała się na terenie osiedla Kąty, skąd w nocy z 21 na 22 sierpnia insurgenci przedostali do centrum Bielszowic. Po krótkiej wymianie ognia z Niemcami, udało im się opanować budynek urzędu gminnego, na którym zawieszono polską flagę. Skonfiskowano też kilkanaście karabinów należących do Straży Obywatelskiej.  Następnie licząca około 50 osób kompania, w składzie której dominowali lokalni „Sokoli”, wkroczyła na teren kopalni. Obowiązki komendanta bielszowickiego placu przejął wówczas Ryszard Grzesiok.

NOTGELD
Pieniądz tymczasowy z 29 lipca 1921 r. wydany przez bielszowicką gminę dla upamiętnienia III powstania śląskiego.

        Wieczorem 22 sierpnia do Bielszowic przybył oddział wojska francuskiego.   Podczas wiecu, który odbył się przed urzędem gminy,  postulowano  usunięcie oddziałów Sipo i zastąpienie ich policją parytetową. Równocześnie przeszukano pozostałe gmachy użyteczności publicznej, a na części z nich wywieszono biało-czerwone flagi. 25 sierpnia zakończono działania powstańcze, a 5 października przybył do Bielszowic oddział policji parytetowej (APO), której siedzibę urządzono w Szkole III.

            Kampania poprzedzająca plebiscyt  przebiegała w niezwykle napiętej atmosferze. Obie strony konfliktu, zwłaszcza niemiecka, nie przebierały w środkach. Polacy nie pozostawali dłużni. W wyniku jednej z akcji odwetowych śmierć poniósł mąż zaufania niemieckiego Społecznego Komitetu Plebiscytowego, Augustyn Szymura. Polscy aktywiści wspierali Komitety działające w sąsiednich miejscowościach, a niektórzy, jak Franciszek Hoła,  jako delegaci Komisariatu w Bytomiu udali się na teren Opolszczyzny.   Większość pozostała jednak na miejscu i ochraniała polskie wiece albo brała udział w pracach Komitetu Parytetowego.

POWSTAŃCY 1922
Bielszowiccy powstańcy podczas szkolenia w okolicach Lwowa w 1922 r.

         Plebiscyt w Bielszowicach zakończył się wyraźnym zwycięstwem strony polskiej. Według oficjalnych danych za Niemcami oddano 1874 głosy, za Polską – 4547. Wobec niekorzystnych dla Polski wyników ogólnych plebiscytu (za Niemcami opowiedziało się 59, 6 % głosujących), a także propozycji angielsko -włoskich przyznania Polsce zaledwie ¼ spornego obszaru, zapadła decyzja o wybuchu powstania. Walki rozpoczęły się w nocy z 2 na 3 maja 1921 roku. Oddziały bielszowickich powstańców dzieliły się formalnie na dwie grupy: pierwsza z nich stacjonowała na obszarze Kolonii, druga – Kątów. W porównaniu z poprzednimi, trzecie powstanie śląskie cechował dużo większy profesjonalizm. W samych tylko Kątach insurgenci korzystali z trzech dobrze zaopatrzonych magazynów broni.

POWSTAŃCY 1938
Członkowie bielszowickiego Związku Byłych Powstańców w 1938 r.

            Na wieść o wybuchu powstania, o północy z 2 na 3 maja insurgenci zgromadzili się na Kątach nieopodal młyna. Po wydaniu broni oddziały   ruszyły w stronę Bielszowic.  Zadaniem pierwszej kompanii było opanowanie posterunku policji APO, który (jak już wspomniano) miał swą siedzibę w Szkole III. Placówki broniło 48 policjantów. Dwa plutony podeszły pod szkołę od strony ulicy Głównej, trzeci szturmował od podwórza. Na wezwanie złożenia broni Niemcy odpowiedzieli ogniem, ciężko raniąc jednego z Polaków. Powstańcy podjęli wówczas decyzję o wysadzeniu bramy przy pomocy granatu. Skonfudowani Niemcy niemal natychmiast poddali się. Podczas akcji zarekwirowano 48 karabinów i rewolwer.

      Druga kompania, dowodzona przez Franciszka Hołę, opanowała centrum miejscowości. Po zajęciu budynku urzędu gminy i rozbrojeniu Niemców, skierowano się w stronę Pawłowa i Kończyc, które zajęto bez większych problemów. Pozostałe dwie kompanie (tzw. odwodowe), dowodzone przez Mikołaja Pośpiecha, nie wzięły udziału w walkach, lecz rozlokowały się w budynkach Szkół I, II i III, a także w sali restauracyjnej „Wloka”, gdzie stacjonowała kompania karabinów maszynowych. W trakcie walk obyło się bez ofiar śmiertelnych, a ranni zostali przetransportowani do miejscowego szpitala Spółki Brackiej.

         4 maja odbył się na bielszowickim targowisku wiec z udziałem około  tysiąca mężczyzn. Z ochotników utworzono tzw. baon bielszowicki (zwany również „batalionem Pośpiecha”), złożony z czterech kompanii. Początkowo oddziały liczyły 750 ludzi, do 9 maja zgłosiło się jeszcze kolejnych 250 ochotników.

góra-św.-anny
Walki o Górę św. Anny w 1921 r.

               Szlak bojowy bielszowickiego baonu wiódł trasą:  Zabrze – Sośnicowice -Bojków – Ortowice. Pierwszym militarnym sukcesem było opanowanie Birawy, jednak cel strategiczny stanowiło zajęcie Koźla, Kędzierzyna i Góry św. Anny. Największym sukcesem „baonu Pośpiecha” pozostało opanowanie Starego Koźla, do czego doszło w dramatycznych okolicznościach. 7 maja bielszowiczanie otrzymali rozkaz zajęcia miejscowości. Jednocześnie dowódcy zostali poinformowani, iż na miejscu nie ma Niemców. Insurgenci wkroczyli więc do miejscowości w piknikowym nastroju, z orkiestrą na czele. Skomasowany ostrzał był ostatnią rzeczą, której się spodziewali. Pomimo zaskoczenia, dzięki znakomitej organizacji i zachowaniu dyscypliny, oddział zdołał się wycofać. Batalion poniósł jednak dotkliwe straty: było kilku zabitych (w tym jeden z najmłodszych powstańców, 17-letni harcerz Rudolf Jańda),  wziętych do niewoli

stare koźle
Stare Koźle – kościół i szkoła podstawowa. W tej miejscowości „batalion Pośpiecha” poniósł duże straty.

oraz rannych  (m.in. dowódca pierwszej kompanii, Ryszard Grzesiok). Mimo że 9 maja Stare Koźle zostało ostatecznie zdobyte, część insurgentów postanowiła wrócić do domu. Pozostali kontynuowali marsz, docierając do zajętego już przez Polaków Kędzierzyna. Niebawem Niemcy przeszli jednak do kontruderzenia. Pułk Cymsa, w skład którego wchodził „baon Pośpiecha”, bronił odcinka wiodącego od Koźla do Przystani Kozielskiej. Następnie bielszowiczanie zajęli Januszkowice – ważną strategicznie miejscowość, przy której Niemcy planowali sforsować Odrę. Zadanie utrzymania wioski powierzono właśnie „batalionowi Pośpiecha”. Polacy okopali się nad brzegiem Odry i początkowo skutecznie odpierali szturm Niemców korzystając z dwóch gniazd karabinów maszynowych, jednak wobec przygniatającej przewagi wroga 24 maja zostali zmuszeni do odwrotu w stronę Kędzierzyna, a następnie Kłodnicy.  W nocy z 2 na 3 czerwca Niemcy przypuścili kolejny  atak, powodując załamanie się obrony Polaków. Wycieńczeni walkami bielszowiczanie zostali przerzuceni na linię Brzeźce-Pogorzelec-Kłodnica. 13 czerwca, po naradzie oficerskiej w Bielszowicach,  wydano rozkaz demobilizacji armii powstańczej. W walkach polegli: Hubert Cop, Józef Copik, Emanuel Czogała, Robert Drabik, Rudolf Duka, Rudolf Jańda, Paweł Kłyk, Maksymilian Kostorz, Roman Müller, Alojzy Nega, Józef Polok, Michał Polok, Franciszek Siedlaczek, Ryszard Tworuszka i Dionizy Wieczorek.

KORFANTY BIELSZOWICE
Wojciech Korfanty (szósty od prawej) podczas wizyty w Bielszowicach, 1922 r.

           Bielszowice stały się ponadto istotnym ośrodkiem dyspozycyjnym – siedzibę miał tu sztab Grupy „Wschód”, zaś rada gminna wydawała własne bony zastępcze o treściach patriotycznych.  28 czerwca 1922 roku na teren Bielszowic wkroczyły oddziały Wojska Polskiego. Na uroczystości obecny był m. in. Wojciech Korfanty cieszący się tu ogromną popularnością.

STRZELNICA ZWIĄZEK POWSTAŃCÓW
Członkowie Związku Byłych Powstańców przed budynkiem strzelnicy, lata 30. XX w.

          W 1923 roku, z inicjatywy miejscowych władz, przystąpiono w Bielszowicach do budowy kopca powstańczego.  Większość prac wykonali bezrobotni. Średnica obiektu wynosiła 10 metrów. Przez kolejnych piętnaście lat tzw. planty, jak nazywano okalający kopiec niewielki park,  były ulubionym miejscem spacerowym bielszowiczan. Jego dodatkową atrakcję stanowiła zabytkowa, pochodząca z połowy XVIII wieku figura św. Jana Nepomucena (obecnie rzeźba stoi na placu kościelnym).