Burzliwe losy biblioteki księdza Niedzieli

Pięć lat temu  kilka czołowych polskich dzienników i czasopism  (m. in. „Gazeta Wyborcza” i tygodnik „Newsweek”) poinformowało o spektakularnym wyniku aukcji antykwarycznej zorganizowanej w Warszawie. Biblioteka Narodowa nabyła wówczas jedyny istniejący rękopis „Wiernej rzeki” Stefana Żeromskiego. Wartość dzieła oszacowano na, bagatela, 240 tysięcy złotych. W okresie międzywojennym posiadaczem owego „białego kruka” był bielszowicki proboszcz i patron naszego Koła, ks. Józef Niedziela. Co wiemy o jego księgozbiorze?

            Na początek kilka słów wyjaśnienia. Ks. Niedziela był nie tylko charyzmatycznym kapłanem, rzutkim społecznikiem i działaczem narodowym,   ale również miłośnikiem sztuki, pasjonatem hinduskiej (!) filozofii i cenionym bibliofilem. Z pewnością zasługuje na miano największego bielszowickiego intelektualisty okresu międzywojennego. Dziś poszukamy odpowiedzi na pytanie, kto zaszczepił w nim literacką  pasję. Trop prowadzi do dwóch osób.

CHRÓŚCINA_z-lotu-ptaka
Rodzinna miejscowość ks. Niedzieli, Chróścina, z lotu ptaka.

            Ks. Józef wywodził się z prostej, chłopskiej rodziny.  Cechowała ją ogromna religijność, a także patriotyzm, który starał się zaszczepić swym dzieciom Antoni Niedziela. Ojciec naszego bohatera był postacią nieprzeciętną. W rodzinnej Chróścinie cieszył się wielkim poważaniem. Przewodniczył (jako kantor, czyli śpiewak) parafialnym pielgrzymkom do polskich sanktuariów, skąd sprowadzał gazety, czasopisma, modlitewniki i książki, które potem rozprowadzał  po okolicy.    Ks. Józef pomagał ojcu w tej ryzykownej  działalności (pamiętajmy o szalejącej wówczas  germanizacji i surowych karach nakładanych przez władze na polskich działaczy). Antoni Niedziela nawiązał bardzo szeroką sieć kontaktów, między innymi z kręgiem krakowskich akademików (ks. Józef wykorzysta je później prowadząc własną działalność konspiracyjną). Wraz z żoną, Franciszką, dbał o podtrzymanie w domu ducha polskości – służyć temu miały codzienne wspólne modlitwy oraz czytanie dzieł narodowej klasyki (z zachowanych przekazów wynika, iż późniejszy bielszowicki proboszcz żywił największy szacunek do twórczości Stanisława Wyspiańskiego; w jednym ze swych pierwszych artykułów sparafrazował słowa wieszcza: „Polska to wielka rzecz-podłość odrzuć precz!, pochodzące z „Wesela”).

rodzice niedzieli
Rodzice ks. Niedzieli: Antoni i Franciszka

            Z pewnością więc zamiłowanie do literatury wyniósł ks. Niedziela z rodzinnego domu. Kto wie jednak, czy nie większe znaczenie miało dlań nawiązanie bliskich relacji ze stryjem ks. Michałem Przywarą, który udzielał Józefowi swego rodzaju korepetycji przed jego wstąpieniem do opolskiego (a po czasie – wrocławskiego) gimnazjum. Czynił to nad wyraz skutecznie, bowiem nasz bohater rozpoczął naukę nie od szóstej, lecz czwartej klasy (w pruskich szkołach najmłodszą była klasa szósta, a ostatnią – klasa pierwsza). Ksiądz Przywara był przy tym kimś więcej niż jedynie „korepetytorem”.  Pełnił rolę mentora, duchowego i życiowego przewodnika dorastającego Józefa.  Jego dziś już nieco zapomniany dorobek zasługuje  na przypomnienie.

800px-Wroclaw_Ossolineum_skrzydlo_poludniowe
Budynek dawnego gimnazjum św. Macieja we Wrocławiu, do którego w latach 1906-1908 uczęszczał ks. Niedziela. Obecnie siedziba Zakładu Narodowego im. Ossolińskich.

Michał Przywara urodził się w 1867 roku w Polskiej Nowej Wsi w powiecie opolskim. W wieku czternastu lat trafił do gimnazjum w Opolu, gdzie dał się poznać z wielkiej pilności i sumienności. Dzięki tym cechom udało mu się uzyskać stypendium i obniżenie czesnego, co zważywszy na trudną sytuację materialną jego rodziny miało niemałe znaczenie. W wieku 23 lat, w 1890 roku zdał egzamin maturalny i rozpoczął studia teologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim. Znalazł się wśród  założycieli Wissenschaftlicher Verein Oberschlesischer Studenten, czyli Towarzystwa Naukowego Akademików Górnoślązaków. W 1894 roku  ks. Przywara przyjął święcenia kapłańskie. Wkrótce poważnie zaniemógł i już do końca życia zmagał się z ciężką chorobą serca. Nie zaniechał jednak dalszych poszukiwań. Odtąd każdą wolną chwilę poświęcał badaniu śląskiej mowy, czyniąc to w nieszablonowy sposób. Zwyczajem ks. Michała stały się wielogodzinne wędrówki po Śląsku i przysłuchiwanie się miejscowym opowiadaniom, pieśniom i klechdom. Zebrał w ten sposób imponującą ilość materiału, który, niestety, uległ w dużej mierze rozproszeniu podczas II wojny światowej. Jeszcze w czasie trwania studiów opracował słownik śląski składający się z kilkunastu tysięcy haseł, gromadził pieśni ludowe, bajki i przysłowia. W roku 1897 ks. Przywara otrzymał nominację na stanowisko proboszcza w parafii w Nowej Wsi Książęcej w powiecie sycowskim. Pracował tam aż do swej śmierci w roku 1906. Często wówczas podróżował (także tę pasję odziedziczył po stryju ks. Niedziela), między innymi w roku 1900 zwiedził Włochy, rok później zaś Ziemię Świętą, Egipt, Grecję i Turcję. Swoje wrażenia zawarł w pracach Moja podróż do Rzymu oraz Moja podróż na Wschód. Nadal prowadził prace terenowe i badawcze nad dialektami śląskimi. Za jeden z głównych celów uznał wykazanie germanizatorom, iż mowa Górnoślązaków jest rdzennie polska. Walczył też o prawo do prowadzenia zajęć religii w języku polskim.

przywara
Mistrz ks. Niedzieli, ks. Michał Przywara (1867-1906)

Śmierć ks. Przywary w październiku 1906 roku była dla Józefa Niedzieli trudnym doświadczeniem. Przejmujące wrażenie wywarła zapewne na nim  ceremonia pogrzebowa, w której wzięło udział 33 duchownych. Już jako kapłan, w 1917 roku w jednodniówce „Ze Śląska Polskiego” ks. Józef zamieści pełne egzaltacji wspomnienie pośmiertne stryja, dziękując mu za wkład w wychowanie. Napisze wówczas: Chłopak wiejski, zanim się nauczy języka niemieckiego tak dobrze, żeby mógł zostać przyjęty do gimnazjum, musi przejść niemal całą szkołę elementarną. Jest z tego powodu zwykle za stary dla najniższej szkoły gimnazjalnej, przyjmującej z reguły chłopców od lat 9 – 12. W przeciągu roku udawało się ks. Przywarze przygotować chłopaków 13 lub 14 – letnich do trzeciej, czwartej, często nawet do piątej klasy gimnazjalnej. Dawał tę naukę zupełnie darmo, a nawet chłopców podczas studiów pieniędzmi wspierał. W ten sposób umożliwił wielkiej liczbie chłopców studya. Spodziewał się, że jego uczniowie później odwdzięczą się za to w ten sposób, iż będą przykład jego naśladować i każdy przynajmniej jednemu chłopcu utoruje drogę do wyższego wykształcenia. Warto dodać, że Józef dotrzymał słowa danego umierającemu stryjowi i mistrzowi. Pomagał  młodszym braciom – Janowi, Marcinowi i  Wincentemu, przygotować się do nauki gimnazjalnej. Jego zaangażowanie w działalność narodowościową mobilizowało młodsze rodzeństwo do podobnej aktywności (wszyscy synowie Antoniego Niedzieli brali czynny udział w powstaniach śląskich; Marcin został ciężko pobity przez niemieckie bojówki i do końca życia chorował).

Gonies-800x445
Winieta „Gońca Śląskiego”, którego udziałowcem był ks. Niedziela. Proboszcz zasiadał też w radzie nadzorczej pisma.

            Od początku swej duszpasterskiej posługi ks. Niedziela propagował wśród wiernych – zwłaszcza młodzieży – czytelnictwo. Należał do grona współzałożycieli oraz działaczy „Towarzystwa Oświaty na Śląsku im. św. Jacka”, „Koła Pisarzy Katolickich na Śląsku” i  „Śląskiego Związku Akademickiego”. Kierował krótko Księgarnią i Drukarnią Katolicką w Katowicach, zaś w latach 20. był nawet udziałowcem  czasopisma „Goniec Śląski”. Opublikował wiele ciekawych artykułów, w których poruszał zarówno kwestie religijne, jak i polityczne czy społeczne (jego teksty ukazywały się m. in. w „Głosach znad Odry”, „Polskim Czerwonym Krzyżu”, „Gwiazdce Cieszyńskiej” i „Katoliku”). Zaledwie kilka miesięcy po objęciu bielszowickiego probostwa,  jesienią 1929 roku, doprowadził do otwarcia w Bielszowicach nowej siedziby „Towarzystwa Czytelni Ludowych” (istniejącego od 1919 roku). Jako proboszcz wspomagał materialnie organizację, doradzał np.  przy zakupie książek. Jego staraniem każde bractwo parafialne (było ich przed wojną blisko dwadzieścia!) posiadało własną biblioteczkę, a niekiedy –  pracownię introligatorską. Najwspanialsza była jednak prywatna biblioteka ks. Józefa.

otwarcie TCL z Niedzielą

TCL budynek
Budynek Towarzystwa Czytelni Ludowych (TCL) w Bielszowicach poświęcony przez proboszcza Niedzielę 6 października 1929 roku.

           Trudno oszacować liczebność prywatnego księgozbioru proboszcza Niedzieli. Istnieją na ten temat różne przekazy, w których często górę bierze fantazja osób mających ongiś okazję podziwiać go na własne oczy. Podobne biblioteki nie były wówczas rzadkością. Pamiętajmy, że ówcześni śląscy duchowni – w większości absolwenci renomowanego Wydziału Teologii Uniwersytetu Wrocławskiego – należeli do ścisłej elity intelektualnej regionu. Niektórzy, jak np. bliski znajomy bielszowickiego proboszcza  ks. Emil Szramek, posiadali imponujący dorobek pisarski i naukowy. Tego pokroju erudytą był też ks. Józef. Biblioteka była dla niego mistyczną samotnią. Eremem, w którym się modlił, odpoczywał, pracował, kontemplował. Miejscem, gdzie poza zasięgiem ciekawskich oczu mógł się do woli delektować wirtuozerią piór, maestrią pędzli i dłut. Może owe antyki – dziś rozproszone po wielu prywatnych kolekcjach – powiedziałyby coś więcej na temat tego niepospolitego kapłana, naprowadziły na jakiś trop, pomogły zajrzeć w jego wnętrze – bo tam, a nie na zewnątrz, jest prawdziwa przygoda?

szramek
Błogosławiony ks. Emil Szramek (1887-1942)

           Dysponujemy jedynie szacunkowymi danymi na temat wielkości prywatnych bibliotek będących własnością śląskich księży. Księgozbiór ks. Szramka  liczył  10 tysięcy pozycji, liczne zbiory posiadali również: biskup katowicki Arkadiusz Lisiecki, a także księża Jan Kudera (który na początku XX wieku duszpasterzował w Bielszowicach, skąd został usunięty za wygłaszanie polskich haseł), Józef Londzin, Władysław Robota, Aleksander Skowroński i Jan Osiewacz. Ile książek znajdowało się w bibliotece ks. Niedzieli? Tu też skazani jesteśmy na domysły, z całą pewnością jednak mówimy o kilku tysiącach książek i rękopisów. Zwyczajem innych proboszczów ks. Niedziela okazjonalnie udostępniał swe zbiory parafianom. Jak zapamiętał były parafialny organista Ludwik Kowalczyk, Ks. Niedziela posiadał dużą bibliotekę z książkami wszelkiego rodzaju. Jego najlepszym czasem był czas czytania książek lub oglądania antyków, obrazów, których bardzo wiele posiadał. Z kolei ks. Lucjan Moroń, autor niezwykle cennego szkicu biograficznego ks. Niedzieli opartego niemal wyłącznie na wspomnieniach osób z nim współpracujących, odnotowuje, iż na bielszowickiej plebanii gościli nawet antykwariusze z Warszawy. Ten sam autor odpiera jednocześnie zarzuty – jak to określa: do dziś niezamilkłych konfratrów, jakoby ks. Niedziela poprzez nadmiar innych zadań zaniedbywał w Bielszowicach swe duszpasterskie obowiązki. Wynika z tego, że bibliofilska pasja ks. Niedzieli nie wszystkim się podobała; w okresie wielkiego kryzysu ekonomicznego lat 30. tego typu „ekstrawagancje” mogły być uważane za przejaw zbytku. Krytycy proboszcza najwyraźniej zapominali jednak o licznych inicjatywach ks. Józefa na polu dobroczynności, takich jak założenie Towarzystwa do Walki z Gruźlicą, otwarcie kilku sierocińców oraz noclegowni dla bezdomnych, wreszcie – sanatorium dla dzieci gruźliczych i skrofulicznych  w Rabce.

274754
Bielszowicka plebania, na której do początku lat 50. znajdował się księgozbiór ks. Niedzieli.

          Po II wojnie światowej biblioteka ks. Niedzieli  (oraz  imponująca kolekcja rzeźb, obrazów i antyków) uległa rozproszeniu. W 1951 roku została sprzedana przez ówczesnego proboszcza, ks. Walentego Piaskowskiego, który działał w porozumieniu z rodziną ks. Niedzieli. W Archiwum Archidiecezjalnym w Katowicach zachowała się notatka stwierdzająca, iż Ksiądz Piaskowski i p. Niedziela z Bielszowic […] oferują kupno biblioteki po śp. ks. Niedzieli.  Chodziło zapewne o jedynego żyjącego wówczas brata proboszcza, Wincentego, który  powrócił w tym czasie z Wielkiej Brytanii do Polski. Kuria sugerowała sfinalizowanie transakcji we współpracy z Księgarnią św. Jacka. Niewykluczone, że ówczesny proboszcz uzyskał zgodę rodziny swego poprzednika, by część zysków przeznaczyć na rzecz planowanej wówczas budowy nowego bielszowickiego kościoła (do której jednak nie doszło). Brak źródeł uniemożliwia ustalenie finału sprawy. Nie ulega jednak wątpliwości, że część księgozbioru została sprzedana. W  antykwariatach do dziś trafiają się bowiem pojedyncze egzemplarze opatrzone stemplem: Księgozbiór Ks. Józefa Niedzieli  (posiadaczką jednego z nich, Moliera Tadeusza Boya-Żeleńskiego, jest Pani Mirella Siedlaczek-Mikoda).

rzeka
Rękopis „Wiernej rzeki” Żeromskiego należący kiedyś do ks. Niedzieli. W 2013 roku został sprzedany za 240 tys. złotych.

           W tym miejscu powracamy do najbardziej spektakularnego bibliofilskiego odkrycia  związanego z ks. Niedzielą. W grudniu 2013 roku na aukcji zorganizowanej przez warszawski Antykwariat Lamus wystawiono na sprzedaż – uważany dotąd za nieistniejący bądź zaginiony – kompletny rękopis „Wiernej rzeki” Stefana Żeromskiego z 1912 roku. Oprawiony w półskórek z epoki, na wyklejce posiadał pieczęć własnościową stwierdzającą, iż znajdował się w księgozbiorze ks. Józefa Niedzieli, działacza śląskiego, zamordowanego przez Niemców w Dachau w 1942 roku. O wydarzeniu informowały szeroko polskie media, a najdalej w interpretacjach posunęła się „Gazeta Wyborcza” sugerując, że W okresie międzywojennym Żeromski mógł przekazać „Wierną rzekę” księdzu Józefowi Niedzieli, znanemu zbieraczowi rękopisów, a jednocześnie działaczowi śląskiemu i społecznikowi.  Są to jednak tylko spekulacje. Ciekawszym wydaje się pytanie, ile podobnych  „białych kruków” było ongiś własnością współtwórcy śląskiego Czerwonego Krzyża?  Tego być może nie dowiemy się już nigdy.

niedziela ksiązka
Jedna z książek należących do ks. Józefa Niedzieli.

            Książka była obecna w życiu ks. Józefa niemal do ostatnich chwil życia. Podczas pobytu w Dachau proboszcz nie rozstawał się z brewiarzem, który służył mu też za notatnik. Jeden ze współwięźniów wspominał:  Ks. proboszcz bielszowicki, jakkolwiek w sile wieku – liczył bowiem 52 lata – z ogromnym wysiłkiem woli i hartu ducha znosił ciężkie warunki obozowego życia. Dość częste stany fatalnej depresji wewnętrznej, o której w cichości serca zwierzał się tylko najlepszym [przyjaciołom], pogarszały z każdym miesiącem, z każdym niemal dniem jego zdrowie, powodowały powolne otępienie woli, przekreślając tym samym nadzieję na przetrwanie. „Nieraz się wstydzę sam przed sobą – zapisał ołówkiem w brewiarzu – że jeszcze tyle we mnie zewnętrznego świata i że mi nieraz z trudem przychodzi odejść od niego, by złączyć się jak najsilniej tylko z Bogiem.”

            Ks. Józef złączył się z Bogiem 18 maja 1942 roku.  Pół roku wcześniej, również w Dachau, zakończył swą niezwykłą ziemską wędrówkę jego przyjaciel, inny  wielki bibliofil ks. Emil Szramek.

Ks. Józef Niedziela – nasz patron

collageprintspah~1507838943747-36581240-ba82-4b9c-a7da-9124614aeb79_L

Ks. Józef Niedziela był niezwykłym człowiekiem i duszpasterzem. Jego życiorys jest tak bogaty, że nie sposób streścić go w kilku zdaniach. Poniżej przedstawiamy najważniejsze fakty dotyczące  patrona naszego koła.

Dzieciństwo Józefa Niedzieli

Niedzielowie byli skromną, śląską rodziną. Wywodzili się z Chróściny, niewielkiej osady położonej kilka kilometrów od Opola. Ojciec ks. Józefa, Antoni (1858 – 1934), był małorolnym chłopem, a także lokalnym działaczem narodowościowym. Matka przyszłego włodarza parafii bielszowickiej, Franciszka z Baronów (1860 – 1937), wywodziła się z sąsiednich Wrzosek. Antoni i Franciszka mieli liczne potomstwo – oprócz Józefa na świat przyszli jeszcze trzej synowie oraz cztery córki.

niedziela
Ks. Józef Niedziela (1888-1942)

Po ukończeniu szkoły ludowej w Chróścinie, na Wielkanoc roku 1902 Józef Niedziela został przyjęty do czwartej klasy gimnazjum w Opolu. W 1906 roku przeniósł się do prestiżowego wrocławskiego gimnazjum św. Macieja. Postanowił wówczas wstąpić do tajnego stowarzyszenia „Zet” krzewiącego polskość.

Studia i początki działalności duszpasterskiej

Józef Niedziela zdał maturę 27 marca 1908 roku, a następnie wstąpił na Wydział Teologiczny Uniwersytetu we Wrocławiu. Nadal udzielał się w strukturach „Zet-u”, działał też w grupie teologicznej „Swoi” i pełnił funkcję śląskiego komisarza gimnazjalnego. Z ramienia „Zetu” Józef Niedziela uczestniczył wiosną 1909 roku w wielkim zlocie młodzieży w Cieszynie, gdzie wygłosił kilka referatów. Na przełomie 1908 i 1909 roku był też delegatem – komisarzem kółek Towarzystwa Tomasza Zana w gimnazjach górnośląskich.

Mimo licznych obowiązków związanych z pełnieniem kierowniczych funkcji w kółkach studenckich, nie zaniedbywał nauki. Uczestniczył m. in. w wykładach z literatury polskiej oraz rosyjskiej.

rodzice niedzieli
Rodzice ks. Niedzieli: Antoni i Franciszka

Pod koniec studiów działalność konspiracyjna Józefa Niedzieli wyszła na jaw i władze uczelni zamierzały usunąć go z grona studentów. Ostatecznie odstąpiono od tego zamiaru, co umożliwiło mu dokończenie studiów oraz zaliczenie alumnatu. 22 czerwca 1912 roku Józef Niedziela przyjął święcenia kapłańskie z rąk wrocławskiego biskupa – sufragana Karla Augustina. Jako wikary ks. Józef pracował kolejno w Brandenburgu nad Hawelą, Berlinie, Sycowie, Lubecku, Ujeździe i Bieruniu Starym. Nadal angażował się w działalność patriotyczną, za co groził mu nawet proces o zdradę stanu.

grób matki
Grób matki ks. Niedzieli znajdujący się na bielszowickim cmentarzu parafialnym

Działalność narodowa i oświatowa

Ks. Niedziela należał do współzałożycieli zasłużonego dla polskości Śląska Towarzystwa Oświaty im. św. Jacka.  Od lutego 1920 roku był też działaczem Polskiego Komisariatu Plebiscytowego w Bytomiu (przewodniczył ponadto Komisariatowi Plebiscytowemu w Bieruniu Starym). Wstąpił również do Sekcji Teologicznej Śląskiego Związku Akademickiego. Był też cenionym publicystą.

Na czele śląskiego biura Polskiego Czerwonego Krzyża

Po przejęciu części Górnego Śląska przez władze polskie w 1922 roku ks. Niedziela postanowił skupić się na działalności charytatywnej. W latach 1922 – 1932 stał  na czele Zarządu Śląskiego Oddziału Polskiego Czerwonego Krzyża oraz pełnił funkcję Dyrektora Biura Śląskiego Okręgu PCK w Katowicach. Do największych osiągnięć ks. Niedzieli z tego okresu należy zaliczyć m. in.  zakup kamienicy pod siedzibę biura PCK w Katowicach, powołanie pierwszych w Polsce kolumn sanitarnych, założenie dwuletniej Szkoły Pielęgniarstwa i Opieki Społecznej przy PCK w Katowicach, utworzenie Towarzystwa Walki z Gruźlicą oraz otwarcie sanatorium dla dzieci gruźliczych i skrofulicznych w Rabce.

rabka
Sanatorium dla dzieci chorych na gruźlicę w Rabce założone przez ks. Niedzielę. Zdjęcie z okresu międzywojennego.

 Proboszcz w Bielszowicach

Na początku 1929 roku władze duchowne pozbawiły godności proboszczowskiej ks. Franciszka Buschmanna. Nowym włodarzem bielszowickiej parafii mianowano ks. Niedzielę. Prawdziwym „oczkiem w głowie” nowego proboszcza były organizacje młodzieżowe. Ks. Józef wspierał również działalność parafialnego chóru. Jego wielką pasją był sport, którego ducha starał się zaszczepić wśród bielszowickiej młodzieży.

zakład józefa
Zakład św. Józefa w Bielszowicach otwarty z inicjatywy ks. Niedzieli w 1937 r.

Ks. Niedziela promował wśród parafian czytelnictwo, wspierał  też miejscowe biblioteki, zwłaszcza Towarzystwo Czytelni Ludowych. Prywatna biblioteka proboszcza liczyła kilka tysięcy pozycji; znajdowały się w niej tak unikatowe pozycje, jak rękopis „Wiernej rzeki” Stefana Żeromskiego, który w 2013 roku sprzedano na aukcji w Warszawie za sumę 240 tysięcy złotych.

rzeka
Rękopis „Wiernej rzeki” Żeromskiego, który był kiedyś własnością ks. Niedzieli

Ks. Niedziela wkładał mnóstwo energii w walkę z ubóstwem. W 1934 roku powołał do istnienia Towarzystwo Świętego Wincentego á Paulo. Zadaniem członków organizacji było niesienie pomocy chorym i potrzebującym na terenie parafii. W 1937 roku, staraniem ks. Niedzieli, wzniesiono w Bielszowicach dom opieki dla starców i kalek.

festyn niedzielas
Festyn parafialny z udziałem ks. Niedzieli (proboszcz siedzi w pierwszym rzędzie w kapeluszu)

Ks. Józef okazał się też bardzo dobrym gospodarzem. Z jego inicjatywy przeprowadzono dwa remonty bielszowickiego kościoła; proboszcz dbał też o rolę proboszczowską. Cenną pamiątka po ks. Niedzieli są dwie grupy figur kamiennych przedstawiające św. Józefa z Jezusem oraz św. Annę z Najświętszą Marią Panną (proboszcz zakupił je w firmie Schäfer z Piekar). Początkowo stały one na postumentach w bramie prowadzącej na plac kościelny, obecnie znajdują się w niszach po bokach głównego wejścia do kościoła.

figura maria anna
Figura św. Anny z Najświętszą Marią Panną zakupiona przez ks. Niedzielę w 1933 r. w Piekarach

Męczeństwo i śmierć

1 września 1939 roku wybuchła II wojna światowa, a na teren Górnego Śląska wkroczyły oddziały Wehrmachtu. 3 września oddziały niemieckie zajęły Bielszowice, w tym też dniu powstawać zaczęła niemiecka administracja. Na liście proskrypcyjnej sporządzonej przez bielszowicką placówkę NSDAP, obejmującej około 900 osób, znalazło się także nazwisko proboszcza Niedzieli.

dachau
Brama obozu w Dachau

Na wieść o rozpoczęciu wojny w Bielszowicach, leżących kilka kilometrów od granicy polsko – niemieckiej, wybuchła niespotykana panika. Masy uchodźców kierowały się na wschód w obawie przed wojskami wroga. Wśród uciekających znalazł się także proboszcz Niedziela, który dotarł aż do Lublina, gdzie spalił wszystkie dokumenty służbowe. Ks. Józef wrócił do Bielszowic 26 września. W miejscowym urzędzie gminnym poinformowano go, że będzie odtąd znajdował się pod ścisłym nadzorem władz okupacyjnych. Ks. Niedziela otrzymał zakaz głoszenia kazań i spowiadania; mógł jedynie rozdzielać komunię świętą. 11 października 1939 roku proboszcz został aresztowany i przewieziony do katowickiego więzienia. Zaniepokojeni bielszowiczanie wystosowali prośbę o jego zwolnienie.  Niemcy zgodzili się, jako warunek stawiając opuszczenie przez proboszcza  parafii. W rezultacie 4 listopada ks. Niedziela wyszedł na wolność, ale jeszcze pod koniec 1939 roku przeniesiono go do Mysłowic. Nadal jednak wzbudzał podejrzenia władz okupacyjnych.  30 kwietnia 1940 roku został ponownie aresztowany, a 5 maja -przewieziony do obozu w Dachau.  26 czerwca 1940 roku ks. Józef znalazł się w grupie 1002 Polaków skierowanych do Gusen. Według współwięźnia, Tadeusza Konopki, ks. Niedziela wespół z innymi księżmi i grupą Polaków w nieludzkich warunkach pracował w kamieniołomie. Ks. Niedziela przebywał w Gusen do 8 grudnia 1940 roku, po czym przeniesiono go wraz z grupą 152 polskich duchownych z powrotem do obozu w Dachau.

kamieniołomy
Kamieniołom Kastenhofen w Gusen, w którym od czerwca do grudnia 1940 r. pracował ks. Niedziela

 

Szczególnie wyniszczający dla wielu kapłanów przebywających w obozie okazał się przełom 1941 i 1942 roku, kiedy to w Dachau spadły ogromne śniegi. W 1942 roku racje żywności ograniczono do minimum. Doprowadziło to do sytuacji, w której przeciętna waga więźniów nie przekraczała 40 kilogramów.

 

hartheim
Zamek Hartheim (Schloss Hartheim) w Alkoven koło Linzu – miejsce śmierci ks. Niedzieli.

Według wspomnień współwięźniów, proboszcz Niedziela zachowywał się w obozie z godnością. Podczas gdy wielu księży fałszowało swe dane i taiło zawód, on z dumą przyznawał się do bycia kapłanem. Gdy natomiast chciano zmienić pisownię jego nazwiska – na „Niedziella”, stanowczo zaoponował. Moje nazwisko jest polskie i pisze się z jednym „l” – zakomunikował.  Ks. Józef nie zapominał o innych więźniach, których nieustannie podtrzymywał na duchu.

Ks. Niedziela pełnił przez pewien czas funkcję tzw. „kotłowego”. Doprowadziło to do pogłębienia u niego, nabytej w Gusen, przepukliny. Na początku 1942 r. stan zdrowia ks. Józefa znacznie się pogorszył; proboszcz cierpiał z powodu krwawej biegunki, którą starał się leczyć stosując dietę. W efekcie trafił do obozowego szpitala.

Władze obozu stopniowo przygotowywały się do akcji eksterminacji najbardziej schorowanych, niezdolnych do pracy więźniów. 18 maja 1942 roku ks. Józef znalazł się w tak zwanym transporcie inwalidzkim z Dachau do zamku Hartheim w Alkoven koło Linzu. Zginął najprawdopodobniej w dniu wyjazdu – 18 lub 1942 roku. W lipcu 1942 roku zawiadomienie o śmierci brata otrzymała najstarsza siostra ks. Niedzieli, Jadwiga. Jako przyczynę zgonu podano zwyrodnienie mięśnia sercowego.

tablica katedra
Katedra Chrystusa Króla w Katowicach. Tablica upamiętniająca księży diecezji katowickiej zamordowanych podczas II wojny światowej.

W 1992 roku imię ks. Niedzieli nadano jednej z głównych ulic Bielszowic – dawnej Dąbrowszczaków.

 

KS. FRANCISZEK BUSCHMANN – ROLNIK W SUTANNIE

Przed kilkoma tygodniami ukazała się biografia jednego z najbardziej zasłużonych przedwojennych bielszowickich duszpasterzy, ks. Franciszka Buschmanna. Ten wywodzący się z Jemielnicy koło Strzelec Opolskich duchowny zarządzał naszą parafią w latach 1911-1929, a następnie był proboszczem w Gościęcinie, skąd w 1947 r., wskutek nacisku władz komunistycznych,  został wysiedlony do Niemiec. To kolejna, po wydanej w 2015 r. biografii ks. Józefa Niedzieli publikacja, poświęcona bielszowickiemu duchowieństwu przełomu XIX i XX w.

        Przez bielszowiczan ks. Franciszek został zapamiętany jako doskonały gospodarz i animator życia parafialnego (założył kilkanaście towarzystw kościelnych i zorganizował pierwsze Misje Święte), a także budowniczy (jego staraniem powiększono kościół, dobudowując m. in. klatkę schodową wiodąca na chór oraz kaplicę MB Częstochowskiej). W 1929 r. ks. Buschmann został zmuszony do opuszczenia Bielszowic, bowiem domagały się tego władze i  grupa parafian, którym nie podobała się obecność niemieckiego duchownego. Większość bielszowiczan była jednak z tego faktu niezadowolona, ks. Franciszek cieszył się bowiem wielkim autorytetem i opinią doskonałego oraz charyzmatycznego duszpasterza.

buszek okładka

        O okolicznościach opuszczenia przez proboszcza parafii, a także jego dzieciństwie i powojennej tułaczce, opowiada książka „Rolnik w sutannie. Ks. Franciszek Buschmann (1876-1954). Proboszcz w Bielszowicach” autorstwa p. Rafała Wawrzynka.  Można w niej znaleźć odpowiedzi na szereg pytań dotyczących proboszcza, m. in.:

  • Skąd wywodziła się rodzina Buschmannów,
  • Jak wyglądało dzieciństwo ks. Franciszka,
  • Kiedy i w jakich okolicznościach podjął on naukę w gimnazjum,
  • Jakim był uczniem i studentem,
  • Do czego służyły ks. Buschmannowi szczudła,
  • Gdzie i kiedy przyjął święcenia kapłańskie,
  • Gdzie duszpasterzował przed objęciem bielszowickiej parafii,
  • Jak wyglądały Bielszowice przed jego przybyciem,
  • Czy bielszowicki proboszcz miał ambicje polityczne,
  • Dlaczego polscy działacze krytykowali jego działalność,
  • Co uczynił dla naszej parafii na polu materialnym i duchowym,
  • Jak za jego czasów wyglądało obejście kościoła, rola proboszczowska i ogród parafialny,
  • Do jakich celów służyły ks. Buschmannowi psy,
  • Które zwierzęta kochał najbardziej,
  • Kiedy po raz pierwszy zorganizował w Bielszowicach dożynki,
  • Co ks. Franciszek miał wspólnego z bankiem Raiffeisena,
  • Co doprowadziło do pozbawienia ks. Buschmanna bielszowickiego probostwa,
  • Jak wyglądało jego życie po opuszczeniu Bielszowic,
  • Czy po wojnie ks. Franciszkowi groziła wywózka na Syberię,
  • W ilu sowieckich więzieniach przebywał proboszcz,
  • W jaki sposób przedostał się na teren Republiki Federalnej Niemiec,
  • Gdzie ks. Buschmann spędził ostatnie lata życia.

Gorąco zachęcamy do zapoznania się z książką, której  publikacja wpisuje się w obchody 135-lecia istnienia naszego parafialnego kościoła.

Poetyckie popisy ks. Tohaka

W jednym z poprzednich artykułów pisaliśmy na temat budowy obecnego kościoła parafialnego, który powstał w 1883 roku z inicjatywy ks. Jana Hrubego. Budowla zastąpiła świątynię pw. Wszystkich Świętych, która została wzniesiona w 1613 roku, przez kolejnych 270 lat przechodząc  szereg modernizacji. W połowie XIX wieku podjęto ostatnią próbę uratowania zabytku. O fundusze potrzebne na remont w niezwykle oryginalny sposób zabiegał ówczesny administrator naszej parafii ks. Walenty Tohak.

gosciec9
Wnętrze drewnianego kościółka (Gościęcin k. Koźla)

Ks. Walenty Tohak  administrował bielszowicką parafią w latach 1849 – 1852. Urodził się 13 lutego 1787 roku w Niewieszu, święcenia kapłańskie przyjął 10 lipca 1814 roku. We wrześniu 1829 roku uzyskał nominację na funkcję proboszcza w Chełmie Śląskim, gdzie spędził blisko dekadę. Był czwartym z kolei duszpasterzem opiekującym się parafią bielszowicką, który w 1838 roku kandydował na urząd proboszcza  parafii radzionkowskiej. Także i jemu z niewiadomych powodów nie udało się uzyskać nominacji. Po śmierci mysłowickiego proboszcza ks. Mateusza Nygi, poprosił wikariat generalny we Wrocławiu o administrację Mysłowic, ponieważ z powodu swoich kazań w Mysłowicach, jest znanym w Mysłowicach, a prebendarz ks. Kudlik jest umysłowo chorym. W kolejnych latach ks. Tohak sprawował pieczę nad parafią boguszowicką, był też wikarym powiatowym w Gliwicach oraz administratorem w Zabrzu. Mimo krótkiego pobytu w Bielszowicach dał się poznać jako duchowny żyjący sprawami parafii i przejęty jej losem. Z wielką energią zabiegał   o wzniesienia nowego bielszowickiego kościoła; w 1849 roku zdecydował się nawet zamieścić w bytomskim orędowniku powiatowym  Beuthener Kreisblatt wiersz o charakterze apelu, w którym obrazowo przyrównał bielszowicką świątynię do Szlachetnej oblubienicy bez sukni weselnej (Die hohe Braut ohne Hochzeitkleid). Mimo że literackie popisy bielszowickiego administratora trudno uznać za twórczość wysokich lotów (autor pierwszej monografii Bielszowic ks. Józef Knosała określa ks. Tohaka mianem poety niezbyt udolnego), warto wspomniany utwór przytoczyć, zawiera bowiem wiele ciekawych spostrzeżeń na temat sytuacji panującej w bielszowickiej parafii, która w połowie XIX wieku bardzo podupadła:

W bytomskim powiecie jest panna młoda

Prawdziwie – tak mawiają –  króla godna,

Która zawsze, gdy zajrzysz w annały,

Największemu z Cesarzy przydawała chwały. 

 

Biedna jest wszelako, ciężka jej dola;

Sukni nie ma nawet, widać Boża wola;

Choć nie chce muślinowej ani purpurowej

Nie śni o jedwabnej, ani batystowej. 

 

Miast z pereł z zimna strój jej utkany,

Na piasku stoi, fundament to słaby;

Murarz i malarz, wespół tu pracują,

Ładnie,   bez zbytku, Bogu usługują. 

 

Cieśla się uwija, ciężko pracuje

Pięknie stawia stroik, przy nim majstruje;

Tylko jeden krawiec musi wypoczywać:

I do końca bez pracy się utrzymywać. 

 

Rzecz to dziwna wszelako,

Bo czyż może suknię taką

Nosić oblubienica? Dacie temu wiarę?

Byłby to smutek, przykrość ponad miarę.

 

 To tylko wiersz, choć tak mi się zdaje,

Że niczym żart ponury prawdę oddaje.

Atoli serce me skradła ta oblubienica

Świątynia uboga w Bielszowicach. 

 

Brak jej sił, bo utraciła mienie,

Precjozów i funduszy masz tu niewiele;

Chłód przenika strop i wątłe ściany,

Szaty to jeszcze, czy już łachmany? 

 

Brak tu ornatów, znikły paramenty;

Gdzie nie popatrzysz – nieład, odmęty

Widok to smutny, jak pogorzelisko

Oto panna młoda, co  straciła wszystko.

 

 Stała osierocona na przestrzeni dziejów,

Bez pieczy duchowej, bez kaznodziejów

Upadek niechybny, trwoga w sercu rośnie,

Panna zaś czeka i  woła żałośnie. 

 

Pomocy woła; jakże ciężko wzdycha,

Głos jej ochrypły z oddali ledwie słychać:

Kantor bez pracy,  organy bezużyteczne,

Źle się tu dzieje – to fakty bezsprzeczne. 

 

I żaden patron opieki nie roztoczy

Od wielu lat historia tak się tu toczy;

Choć wierni gorliwi   zapałem tryskają,

Na nic to jednak, bo puste trzosy mają. 

 

U mnie też długi i niewesoło,

Talary do sakwy wpadają  niesporo:

O sukurs i modlitwę do Boga proszę już teraz

By szczęście sprzyjało przy budowie tego dzieła.

 

Więc wspomóż ten, kto wesprzeć może

A pannie suknię sprawimy w imię Boże!

Bóg tedy sam pewnie ulgę odczuje;

Uczyń mu radość, gdyż nas miłuje!

 

 Datek najmniejszy będzie odnotowany

W siedzibie Redakcji  zaksięgowany;

Przez tę gazetę podziękowanie kwituję

Szczęść Boże! Ładniej radości wyrazić nie umiem.

stary kosciół rys12
„Szlachetna oblubienica bez sukni weselnej” – kościół w Bielszowicach około połowy XIX w.

Powyższy opis, mimo że ubrany w szaty poezji, ukazuje szarą prozę życia bielszowickiej parafii około połowy XIX stulecia. Zwróćmy uwagę na stale powtarzającą się frazę: uboga oblubienica (w oryginale: Die arme Braut, Die arme Kirchenbraut) oraz na liczne odniesienia do fatalnego stanu i wyposażenia świątyni. Ks. Tohak, który, co ciekawe, podpisał się pod wierszem jako proboszcz (Tohak, Pfarrer), nie oszczędza też swych poprzedników, ze zrozumieniem odnosi się natomiast do postawy ubogich parafian. Ciekawe, że ks. administrator ani słowem nie wspomina o dziedzicu wioski (choć aluzje wobec jego bierności można dostrzec w wielu fragmentach cytowanej rymowanki). W interesującym nas czasie właścicielem Bielszowic był Herman Robert de Brase, który nie troszczył się o kościół i często popadał w konflikty z duchownymi. Do lokalnej legendy przeszły wydarzenia z roku 1847, kiedy to dziedzic, znany z krewkości i surowości w stosunku do bielszowickich chłopów, toczył zaciekły spór z ks. Soblem. Jedną z przyczyn waśni były strzeleckie ekscesy mające miejsce na dziedzińcu ówczesnej siedziby dziedziców wioski, które nie tylko wprawiały w popłoch służbę, ale groziły, zdaniem plebana, wystąpieniem pożaru. Dziedzic poradził wówczas księdzu, aby ten wyciął rosnące obok plebanii lipy, bowiem to one, w przypadku wystąpienia pożaru, stanowiły dla osady realne zagrożenie.

         Poetycki opis parafii autorstwa ks. Tohaka wiernie odzwierciedlał realia, co potwierdza lektura protokołu wizytacyjnego z 11 kwietnia 1850 roku. Dowiadujemy się z niego, iż organy nie są wprawdzie całkowicie rozstrojone, ale wymagają gruntownej renowacji, kościelna wieża grozi zawaleniem. Podobnie rzecz się miała z pozostałymi parafialnymi budynkami mieszkalnymi i stodołą. Jeszcze gorzej – co w tym kontekście brzmi zgoła kuriozalnie – przedstawiał się stan zagrody i płotów okalających farski ogród, które zdążyły już runąć.  Na niedomiar złego w fatalnym stanie znajdowało sie też parafialne archiwum, składające się z pojedynczych dokumentów. Nakazano więc ks. Tohakowi pilnie je uporządkować, doceniono natomiast jego starania zmierzające do poprawy wyglądu świątyni (w protokole czytamy: Z inicjatywy proboszcza zebrano pojedyncze datki na rzecz upiększenia tutejszego kościoła), ze zrozumieniem odniesiono się też do zmagań kapłana z głuchymi na apele urzędnikami (Parafialne budynki grożą zawaleniem. Proboszcz zgłosił to  w urzędzie, jednak jego inicjatywa jak dotąd pozostaje bez odpowiedzi).

  Odzew na apel ks. Tohaka zamieszczony w Beuthener Kreisblatt okazał się niestety stosunkowo słaby, i w efekcie cała akcja skończyła się tylko kolejną renowacją  starej świątyni. Rzutki administrator remont przeprowadził częściowo z własnych pieniędzy, reszta funduszy pochodziła z ofiar parafian oraz obcych ofiarodawców. W jednym z pism do siedziby wrocławskiej kurii ks. Walenty wymienia nazwiska możnych darczyńców: niejakiego Probsta z Chorzowa, który przeznaczył na rzecz bielszowickiego kościoła 22 talary, a także pawłowskiego kolonistę Mikołaja Copika (ten ostatni przekazał 40 talarów, z czego na odnowienie świątyni przypadły 22 talary i 10 groszy, pozostałe 17 talarów i 20 groszy zasiliło fundusz  utworzony celem zakupu nowych dzwonów). Ks. Tohak mógł też liczyć na wsparcie ze strony bielszowiczan –  suma zebranych ofiar wyniosła wszak zaledwie 3 talary, 4 grosze i 11 fenigów. Trudno więc dziwić się daleko posuniętej frustracji kapłana, gdy pisze: Moje własne zbiórki oraz żebraniny dały sumę 31 talarów i 16 groszy, z czego 15 talarów i 28 groszy przekazano już na zakup przenośnych obrazów, które zamówił w Krakowie ks. Pressfreund. Suma wszystkich składek na rzecz planowanej budowy wyniosła zaledwie 101 talarów, 21 groszy i 11 fenigów. Dysponując tak skromnymi środkami, ks. Tohak został zmuszony ograniczyć swe ambitne plany do minimum. Należy w tym miejscu dodać, że ówczesna bielszowicka świątynia była konstrukcją zrębową i została w całości pokryta gontem. Miała trzyczęściowy chór,  ściętą ukośnie wieżę zwieńczoną czworoboczną dzwonnicą nakrytą namiotowym dachem. Odeskowana dzwonnica stanowiła najbardziej charakterystyczny element budowli. Ponadto na kalenicy dachu znajdowała się barokowa sygnaturka mieszcząca dzwonek pochodzący z końca XVIII wieku. Bardzo podobne kościoły stały w tym czasie m.in. w Gierałtowicach, Komprachcicach pod Opolem, Jedłowniku oraz w Knurowie.

         Po odejściu z Bielszowic ks. Tohak przeniósł się na teren archidiecezji poznańskiej. Od 1856 roku duszpasterzował w parafii pw. św. Apostołów Piotra i Pawła we Wróblewie koło Sieradza. Po przejściu na emeryturę zamieszkał w Pogorzeli koło Krotoszyna. Tam oddawał się swojej największej pasji – poezji, m.in. w 1862 roku stworzył kilkustronicowy utwór pt. Garibaldiada czyli Garibaldego wyprawa rzymska: poemat tragiczny. Ks. Tohak zmarł w 1864 roku.