Niemiecka Huta Cynku – „Deutsche Zinkhütte”

Spacerując ulicami Bielszowic często zastanawiacie się zapewne, skąd wzięły się ich nazwy. W wielu przypadkach nie jest to trudna łamigłówka. Chyba każdy domyśla się bowiem, dlaczego arterię łączącą Bielszowice z Halembą postanowiono nazwać Halembską, a  ulicę wiodącą z Bielszowic do Pawłowa – Pawłowską. Wielu  z Was słyszało o Edmundzie Kokocie, Józefie Niedzieli, Fryderyku Chopinie czy Karolu Szymanowskim.  Ale jest też kilka nazw ulic brzmiących dość tajemniczo –  do takich zaliczyć trzeba Glinianą i Cynkową.  Aby wyjaśnić ich genezę, musimy przenieść się w czasie do początków XIX wieku.

         Wspomniane uliczki leżą na pograniczu Bielszowic i Czarnego Lasu. Niegdyś były częścią dużego osiedla Redendorf (polska nazwa: Pniaki) – dużej osady, ustępującej liczbą mieszkańców jedynie centrum Bielszowic (w 1871 r. mieszkało tam 200 osób, ale liczba ta systematycznie rosła). Pniaki były typową kolonią robotniczą, złożoną z kilkunastu domów  wzniesionych dla pracowników kopalni „Henriettea” oraz huty cynku „Deutsche Hütte”. Czy pamiętacie jeszcze nasz reportaż o kuźnicy żelaza? Dziś część druga opowieści o bielszowickim przemyśle hutniczym.

huta Silesia
Huta cynku „Silesia” w Lipinach.

        Cynkownia była stosunkowo dużym zakładem pracy. Jej początków nie należy łączyć z istnieniem wspomnianej już kuźnicy, za czym optuje autor pierwszej monografii Bielszowic ks. J.  Knosała. Wspomniany badacz myli się też twierdząc, iż huta rozpoczęła swą działalność w 1805 roku oraz że była zakładem państwowym.  Cynkownia od początku znajdowała się w prywatnych rękach, a koncesję na jej budowę uzyskał w 1816 roku niemiecki urzędnik O. F. Starck, jednak  poza granicami Bielszowic. Zgodę na przeniesienie (czyli tak zwaną translokację) wydano mu dopiero w roku 1822. Co ciekawe, zakład, położony w bezpośrednim sąsiedztwie kopalni Henriettea” (o której pisaliśmy kilka tygodni temu), rozpoczął produkcję rok wcześniej. Wynika z tego, że pan Starck lubił balansować na granicy prawa… Najwyraźniej naszemu bohaterowi uszło to jednak płazem, bowiem w 1822 roku pobrał na rzecz cynkowni z sąsiadującej z nią kopalni „Henriettea” aż 13 635 ton węgla. Przedsiębiorczość i tupet Starcka sprawiły, że zakład szybko zaczął przynosić zyski. W latach 20. XIX wieku cynkownia stale zwiększała produkcję, o czym świadczą pobrane ilości węgla: w roku 1824 było to ponad 30 tys. ton, a rok później – 33,5 tys. ton.  Nie będzie więc przesadnym twierdzenie, iż pruski urzędnik  miał smykałkę do interesu.

Zink-Reduktionsofen Zinkhütte Münsterbusch
Niemiecka huta cynku.

         Pierwszy szczegółowy opis przedsiębiorstwa pochodzi dopiero z roku 1853 i wynika z niego, że na jego obszarze działały dwie odrębne cynkownie. Starsza część, powstała prawdopodobnie jeszcze w roku 1821, składała się z hali z muflarnią i magazynem, pieców ceglanych z przybudową, zgniatacza i szopy na glinkę. Pierwsze lata istnienia huty przypadły na czas największej światowej koniunktury na cynk, wkrótce jednak przemysł cynkowy dotknął kryzys. Jako że bielszowicka cynkownia nie posiadała własnych rezerw galmanu i węgla, w 1829 roku czasowo zawieszono jej działalność. W kolejnych latach zakład często zmieniał właścicieli. W 1836 r. był w rękach niemieckiego kapitalisty Wilhelma Schneidera, od 1840 r. hutą zarządzał inny potentat finansowy, Wilhelm Fausack.

godula
Karol Godula (1781-1848). „Król cynku” interesował się obszarem Bielszowic, ale jego spadkobiercy porzucili myśl o rozbudowie tutejszej huty cynku.

W tym czasie cynkownia wznowiła już produkcję, która w latach 1836-1845 mieściła się w przedziale od 5 do 7 tys. cetnarów (załoga liczyła 24 – 38 osób). Przełomowym okazał się rok 1847, kiedy hutę wykupił szlachcic Albert von Sallawa. Jego staraniem cynkownię powiększono o 8 pojedynczych pieców. W tym też czasie dobudowano wspomnianą drugą cynkownię złożoną z hali z magazynem, muflarni z kuźnią, ceglanej szopy, kotłowni i wagi, jak również dwóch domów mieszkalnych z chlewem i stodołą. Każda z hal składała się z 15 podwójnych pieców, zaś obszar cynkowni obejmował 9,7560 ha. Wydawało się, że to początek wielkiej hossy Bielszowic, bowiem ich obszarem zaczął interesować się „król cynku” – Karol Godula (słynny przedsiębiorca i magnat finansowy wykupił udziały w jednej z bielszowickich kopalń – „Regenbogen”). W 1850 roku spadkobiercy zmarłego dwa lata wcześniej potentata wydzierżawili nawet bielszowicką cynkownię z zamiarem wzniesienia na jej obszarze nowego zakładu, jednak plany te nie zostały zrealizowane, bowiem w pobliskiej Goduli oddano wtedy do użytku dużą i nowoczesną cynkownię „Godullahütte”. W rezultacie bielszowicki zakład dostał się w 1857 roku w ręce znanego wrocławskiego przedsiębiorcy Gustawa von Kramsty. Zdołał on unowocześnić cynkownię i podnieść produkcję do 10 200 cetnarów w roku 1859 i 12 820 cetnarów w roku 1862.  Liczba osób zatrudnionych w zakładzie wzrosła wówczas do 114. Dość szybko nastąpił jednak spadek produkcji spowodowany wyczerpywaniem się pokładów glinki. W 1882 roku działalność cynkowni praktycznie ustała, a dwa lata później określa się ją w źródłach mianem trwale unieruchomionej. O istnieniu „Deutsche Zinkhütte” wspomina jeszcze Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego z 1880 roku. Nie zmienia to faktu, że dzięki cynkowni Bielszowice po raz pierwszy w swych dziejach zaistniały na mapie przemysłowej Górnego Śląska. Kilkanaście lat po upadku huty Prusacy stworzą zakład, który na kolejne sto kilkadziesiąt lat stanie się wizytówką i motorem napędowym rozwoju naszej miejscowości – kopalnię „Bielszowice” . O jej początkach opowiemy już niebawem.

Zanim powstała kopalnia „Bielszowice”

Nasza miejscowość jest kojarzona z przemysłem węglowym, którego symbolem od przeszło 120 lat pozostaje  kopalnia „Bielszowice”. Przedtem na tym obszarze funkcjonowało kilka mniejszych zakładów wydobywczych  – dziś niemal zupełnie zapomnianych. Czy ktoś z Was słyszał o „Dorocie”, „Henrietcie”, „Życzeniu Amalii” czy „Tęczy”?  Za tymi pięknymi, romantycznymi nazwami kryła się zawsze ciężka, niebezpieczna praca miejscowych górników (zwanych dawniej gwarkami). Dziś prześledzimy początki górnictwa w Bielszowicach.

biedaszyb
Biedaszyb z początku XX w.

            Trudno precyzyjnie ustalić, kiedy odkryto na naszym terenie złoża węgla kamiennego.  Autor pierwszej monografii Bielszowic, ks. Józef Knosała optuje za rokiem 1766, z którego miała pochodzić informacja na temat „kopaczy węgla”. Ten skądinąd znakomity historyk miał jednak tendencję do powoływania się na niepotwierdzone źródła (tak samo  uczynił odnośnie początków parafii, o czym piszemy w  innym z artykułów).  Ks. Knosała ma tu być może na myśli pierwsze tzw. biedaszyby, które dały początek bielszowickim kopalniom odkrywkowym. Znajdowały się one na północnym krańcu Bielszowic, na terenie tak zwanych Pniaków (chodzi o obszar dzisiejszego Czarnego  Lasu leżący pomiędzy kościołem a  hipermarketem firmy „Tesco”).  Rozwój przemysłu zdynamizowało przejęcie bielszowickiego majątku przez barona Macieja Wilczka. W 1787 roku z jego inicjatywy powstała pierwsza bielszowicka kopalnia – „Dorothea”, której  roczne wydobycie oscylowało jednak na poziomie tylko 100 ton węgla. Była to w dużej mierze wina właścicieli, którzy nie rozwijali kopalni, bowiem posiadali kilka większych zakładów przemysłowych będących dla nich głównym źródłem dochodu (1794 roku Wilczkowie utracili nawet koncesję na prowadzenie „Dorothei”).  O wiele lepiej funkcjonowała natomiast druga bielszowicka kopalnia, „Henriettea”, powstała w 1794 roku z inicjatywy Pawła Wilhelma Wilczka (syna Macieja).  Jej pole, rozciągające się na północno-zachodnim  skraju Bielszowic na pograniczu z Rudą-Wygodą, wynosiło początkowo 1,4 hektara. Eksploatowano dwa pokłady – górny i dolny. Były one prawdopodobnie pozostałością po nieistniejącej już wówczas „Dorothei”.

            „Henriettea” nie należała do kopalń nowoczesnych. Przykładowo: do 1835 r. cały urobek transportowano pod szybik bez użycia wózków (do tego celu używano beczek wyciągowych przetaczanych na walcach). Chodniki były wąskie i długie zaledwie na 10-30 łatrów (1 łatr = 2,016 m). Węgiel wybierano systemem chodnikowym i filarowym. „Henriettea” była więc typową kopalnią odkrywkową; posiadała kilka niewielkich szybików, którymi wyciągano urobek kołowrotem  z głębokości 6-9 łatrów (12 – 18 metrów). Zakład odwadniano przy pomocy sztolni. W celu dostarczenia niezbędnego pod ziemią powietrza zbudowano ponadto niewielki szyb powietrzny, który jednak okazał się mało wydajny. Drewno potrzebne do eksploatacji czerpano z okolicznych lasów. W kopalni pracował początkowo tylko jeden sztygar i szesnastu robotników (w tym jeden kowal). Jako ciekawostkę należy podać, iż pracownikom przydzielano premię w postaci specjalnego deputatu piwa.

            Przełomem w dziejach „Henrietty” było uruchomienie w jej pobliżu huty cynku „Deutsche Hütte” w 1822 roku. Kopalnia stała się wówczas wyłącznym dostarczycielem węgla dla nowo powstałego zakładu.  W 1840 roku „Henriettea” została zaopatrzona w parową nawadniarkę, w 1846 roku zaś – w wyciągarkę. Zmechanizowanie zakładu umożliwiło sięganie do głębszych pokładów węgla. Pociągnęło to za sobą zwiększenie pola nadania z 28 do 697 miar; liczba pracowników wzrosła wtedy do 93.  Co ciekawe, już wówczas działalność kopalni powodowała  szkody górnicze. Wydobycie kopalni jednak rosło z każdym rokiem: podczas gdy w 1822 wydobyto 18 782 tony węgla, w 1859 liczba ta wzrosła do 60 620 ton (załoga „Henrietty” składała się  wówczas z 80 osób). Były to już jednak ostatnie lata funkcjonowania zakładu; po raz ostatni wspomina się o kopalni w roku 1864.

konny kierat1
Rysunek przedstawiający wydobywanie węgla w kopalni odkrywkowej przy pomocy konnego kieratu

            W pierwszej połowie XIX wieku powstały w Bielszowicach jeszcze dwie inne kopalnie:  „Amalienwunsch” („Życzenie Amalii”) w 1832 r. oraz „Regenbogen” („Tęcza”) w 1837 r. Miało to związek z chwilowym spadkiem produkcji „Henrietty”, który nastąpił po awarii maszyny wyciągowej i zatopieniu kopalni, co skutkowało jej czasowym unieruchomieniem. W 1832 roku „Amalienwunsch” zdołała wyprodukować zaledwie 2862 tony węgla, pięć lat później liczba ta wzrosła do około 8000 ton. Nadzór nad kopalnią sprawował sztygar kopalni „Henriette”. Niemal całość urobku pobierała bielszowicka cynkownia.

wyrobiska podziemne1
Wyrobisko podziemne w dawnej kopalni

            Z kolei „Regenbogen” przez pewien czas znajdowała się w ręku słynnego górnośląskiego przemysłowca Karola Goduli, który wiązał z nią wielkie nadzieje (pytany o perspektywy dla kopalni miał powiedzieć: „Oczekuję z niej [„Regenbogen”] wielkiego zbytu węgla”). „Król cynku” był jednak w tym czasie bardzo pochłonięty rozwojem sąsiedniej kopalni „Lithandra” („Wanda”). Mimo to planował elektryfikację „Tęczy”. Warto dodać, że otrzymała ona jego staraniem własny dom zborny – tzw. cechownię, w której  w 1871 r. otwarto szkołę. Po śmierci Goduli (zmarł w 1848 r.) jego spadkobiercy postanowili unieruchomić kopalnię. Nastąpiło to w 1858 r. – mimo że wydobycie oscylowało jeszcze wówczas na poziomie przeszło 30 tys. ton rocznie, a załoga liczyła 36 osób.

            Nowy etap rozwoju górnictwa w Bielszowicach nastąpił w ostatnich latach XIX wieku. Początkom kopalni „Bielszowice” poświęcony będzie jeden z naszych kolejnych artykułów.