Ks. Jan Hruby – budowniczy kościoła parafialnego

Poczet bielszowickich proboszczów to fascynująca galeria osobowości. Znajdziemy tu postaci wybitne, także na skalę wykraczającą poza ramy lokalnej parafii, jak i duchownych pomniejszego formatu. Charyzmatyków i ludzi drugiego planu, choleryków i stoików, erudytów i osoby ujmujące prostolinijnością, księży zaangażowanych w politykę, jak i od niej stroniących, polskich patriotów i zdeklarowanych Niemców. Na miano jednego z najwybitniejszych rodzimych duszpasterzy zasługuje z pewnością ks. Jan Hruby – budowniczy naszego kościoła parafialnego.

Hruby1
Ks. Jan Hruby (1829-1890)

         Kapłan ten urodził się 29 czerwca 1829 roku w Hulczynie na Śląsku Opawskim w rodzinie Vincenza Sebastiana Hrubego i Anny Margarity z d. Klinkowski. Święcenia kapłańskie przyjął 9 lipca 1853 roku. Jako wikary duszpasterzował kolejno w Rybniku w parafii pw. MB Bolesnej, w Mikulczycach i w Michałkowicach. 26 czerwca 1858 roku ks. Hruby został ustanowiony proboszczem w Bielszowicach.

kamień
Kamień narożny z datą rozpoczęcia budowy bielszowickiego kościoła i nazwiskiem proboszcza Hrubego

         Lista zasług ks. Hrubego dla bielszowickiej parafii jest tak długa, że nie sposób przytoczyć jej w całości w jednym krótkim artykule. Skupimy się więc na najważniejszych dokonaniach tego wybitnego duszpasterza. Do takowych zaliczyć trzeba założenie obecnego cmentarza i wybudowanie na jego terenie kaplicy cmentarnej, budowę domu parafialnego (późniejszego domu katechetycznego, który przetrwał do roku 1993) i wzniesienie obecnego kościoła pw. św. Marii Magdaleny. Ale błędem byłoby określanie  ks. Jana wyłącznie  mianem znakomitego budowniczego, był bowiem szanowany za działalność na wielu polach. Słynął, przykładowo, z rozległej wiedzy prawniczej, był wspaniałym kaznodzieją i mówcą (o jego homiliach krążyły w okolicach prawdziwe legendy) oraz doskonałym spowiednikiem. Wielki górnośląski poeta i przyjaciel ks. Hrubego, ks. Norbert Bonczyk uwiecznił postać bielszowickiego proboszcza we fragmencie „Góry Chełmskiej” – oto najbardziej interesujący nas fragment:

Przez księdza Stehra, po nim nastąpi wikary

Gańczarski, Hertel, Korus, nareszcie nasz stary

Dobrodziej ksiądz Hofrichter i ksiądz dziekan Hruby

Obyśmy mieli wszyscy stąd powód do chluby

Warto w tym miejscu wspomnieć, że od 1871 roku ks. Hruby pełnił prestiżową funkcję dziekana dekanatu bytomskiego (jako pierwszy bielszowicki proboszcz).  Stał się wówczas jednym z najbardziej znanych duszpasterzy ziemi bytomskiej, ale był to zaledwie „dodatek” do jego najważniejszej misji, jaką było zarządzanie bielszowicką farą.

kościół widok pierwotny
Kościół pw. św. Marii Magdaleny na początku XX w.

         W kolejnych latach ks. Hruby założył w parafii kilka bractw religijnych.  Promował modlitwę różańcową i ruch abstynencki. Cieszył się także wielkim szacunkiem wśród bielszowickiej młodzieży, którą zachęcał do wstępowania w szeregi bractwa wstrzemięźliwości (uczestnicząca w nim młodzież dobrowolnie rezygnowała z udziału w tańcach i zabawach; do związku zapisało się ponad 500 osób). Proboszcz krzewił ruch pielgrzymkowy na Górę św. Anny, gdzie słynął z wygłaszania pięknych kazań (biegle posługiwał się zarówno językiem polskim, jak i niemieckim).  Z równie wielką troską dbał o proboszczowskie gospodarstwo.  Przez bielszowiczan został jednak głównie zapamiętany jako budowniczy parafialnej świątyni, którą oddano do użytku jesienią 1883 roku.

         Z dzisiejszej perspektywy łatwo przejść nad tym wydarzeniem bez należytej refleksji.  Od tamtych chwil upłynęły 134 lata. Bezpowrotnie przeminęły czasy germanizacji i kulturkampfu, Bielszowice leżą dziś w granicach Polski, w której co roku powstają dziesiątki nowych świątyń. Czy jednak potrafimy należycie  okazać wdzięczność ich budowniczym i fundatorom? Weźmy przykład z naszych przodków, którzy uczynili to w sposób prosty, za to piękny – oto wiersz, który zamieścili na cześć ks. Hrubego na łamach czasopisma „Katolik” w końcu 1883 roku:

   Panie Dziekanie czcigodny szafarzu,

Domu Bożego skarbów gospodarzu,

Niech ci cześć będzie od nas Bielszowianów,

Z całych serc naszych, twych parafianów.

Za twoje prace, trudy i przykrości,

Niech ci Bóg odda po śmierci w wieczności,

Nagrody wielkie niebieskiej radości,

Abyś mógł zażywać wiecznej szczęśliwości.

Błagaj też za nas w tym kościele nowym

Pana Jezusa, by nam był gotowym

W godzinie śmierci z miłosierdziem swojem,

By nas umieścił wszystkich w gronie swoim.

                   Bielszowiczanie mieli Panu Dziekanowi za co dziękować. Biedna parafia (określana w dokumentach z XVIII i XIX wieku mianem najuboższej w dekanacie bytomskim) nie mogła liczyć na wsparcie ówczesnych właścicieli wioski, gdyż byli oni  innowiercami. Władze powiatu bytomskiego również nie kwapiły się z pomocą.  Ks. Hruby podjął jednak wyzwanie: w 1879 roku po raz pierwszy poinformował przełożonych o konieczności budowy nowego kościoła, gdyż liczba wiernych przekroczyła wówczas 5000. Biskupi podzielili zdanie kapłana, jednak o znalezienie fundatorów ks. Jan musiał zatroszczyć się osobiście. Z pozoru było to zadanie niewykonalne, swego rodzaju „mission impossible”.  Ale ks. Hruby dopiął swego. Można powiedzieć, że wbrew logice, bowiem przystępując do budowy, w kasie parafialnej miał zaledwie 975 marek, podczas gdy  całość budowy, według wyliczeń architektów Traufelda i Philippa,  miała pochłonąć około 60 tysięcy marek. W ciągu kilku miesięcy, pomiędzy czerwcem a początkiem listopada 1883 roku, kościół był gotowy w stanie surowym, a pierwsze nabożeństwo odprawiono w nim 11 listopada. Ludzie przecierali oczy ze zdumienia – takiego tempa budowy nikt bowiem nie potrafił racjonalnie wytłumaczyć. Dziś już wiemy, że znaczną część wydatków  – prawie 8000 marek – ks. Jan pokrył z własnej kieszeni. Mimo że nie obnosił się swą hojnością, bielszowiczanie wiedzieli, komu zawdzięczają powstanie nowego Domu Bożego – ponownie oddajmy głos „Katolikowi”: Ks. dziekan Hruby zasłużył sobie na wielką wdzięczność za te trudy, które miał przy budowie kościoła, bo gdyby się on nie był o to starał, to byśmy nie byli nic mieli. Niech też Pan Bóg wynagrodzi naszemu ks. dziekanowi i wszystkim, co na budowę tego kościoła jałmużnę dawali i jeszcze dawają. Co w tym miejscu należy podkreślić, do ukończenia budowy przyczynili się niemal wszyscy parafianie –  nie tylko z Bielszowic, ale także z sąsiednich Kończyc i Pawłowa, których obszar należał jeszcze wówczas do parafii bielszowickiej. Budowa nowej świątyni była więc przykładem niesłychanej determinacji i mobilizacji wspólnoty parafialnej, a bielszowiczanie zdali wtedy test z solidaryzmu społecznego.

         A był to zaledwie początek, kościół przez kolejne lata wymagał bowiem prac wykończeniowych. Pomiędzy 1883 a 1890 rokiem zakupiono więc nową Drogę Krzyżową (o jej autorze, Franzu Krombachu, piszemy w innym artykule), organy (stare, w pięknym geście,  sprezentowano nowo powstałej parafii w Halembie), dzwony, zegary wieżowe  i trzy ołtarze. I właśnie wtedy wydarzyła się tragedia.

         Jeszcze w końcu września 1890 r. ks. Jan przewodniczył uroczystości konsekracji kościoła w Halembie. Niestety, kilka dni później, 4 października, zmarł nagle na bielszowickiej plebanii w wieku 61 lat. Działo się to w chwili, gdy inicjował budowę nowego probostwa. Wiadomość o śmierci proboszcza była dla parafian szokiem. Nie jest to bynajmniej zwrot retoryczny, żałoba w parafii trwała bowiem przez wiele tygodni; okresowo zawieszono zabawy w miejscowych karczmach. Relacja z uroczystości pogrzebowych ks. dziekana  także dziś robi dojmujące wrażenie: Dziś odbył się pogrzeb Przewielebnego  ks. Dziekana Hrubego. Najprzód odśpiewało liczne grono księży wigilie żałobne. Następnie przemówił w kościele Przewielebny ks. prob. Bączek z Bytomia w pięknych słowach, które lud do płaczu poruszyły. Potem odprawił mszę św. Przewielebny ks. komisarz Marx z Miechowic w asyście Przewielebnego ks. Nadkapelana  Włoczki i Przewielebnego ks. kapelana Tunkla z Bytomia. Po odprawionym następnie kondukcie, wyprowadzono ciało na cmentarz i złożono w grobowcu. Tam odśpiewali Księża „Salve Regina” po łacinie, a zaś przemówił w wzruszający sposób Przew. ks. prob. Schirmeisen po niemiecku. Udział w pogrzebie był bardzo wielki, księży było około 40, ludu zeszło się na tysiące. Nieboszczyk wybudował sobie już za życia trwały pomnik, bo jego staraniem stanął piękny kościół w Bielszowicach. On też pierwszy z proboszczów bielszowickich umarł i spoczywa na cmentarzu w Bielszowicach.

         Ks. Jan spoczął najprawdopodobniej w kaplicy cmentarnej, wewnątrz której mieści się tablica nagrobna z jego  zdjęciem. Przez lata postać „prawnika w sutannie” była niemal zapomniana, dlatego bardzo ucieszyła nas informacja, że wkrótce jedna z bielszowickich ulic otrzyma imię ks. Jana Hrubego.

Kościół pw. Wszystkich Świętych – pierwsza bielszowicka świątynia

Rodowód bielszowickiej parafii sięga prawdopodobnie późnego średniowiecza, być może nawet przełomu XIV i XV wieku. Skąpa baza źródłowa utrudnia jednak precyzyjne odtworzenie początków działalności duszpasterskiej na tym terenie. Według przypuszczeń autora pierwszej monografii Bielszowic, ks. Józefa Knosały, tutejszy kościół był jednym z najstarszych na Górnym Śląsku. Jego sędziwość, zdaniem badacza, potwierdzało istnienie tzw. roli beneficjalnej przynależnej bielszowickiemu probostwu. Mimo że data powstania pierwszej świątyni jest nieznana, w literaturze przyjmuje się, że kościół wzniesiono około 1440 roku. Czy przypuszczenie to jest słuszne?

kościół
Kościół pw. Wszystkich Świętych z lat 1613-1883

         Od razu należy wyjaśnić ważną kwestię: żadne istniejące źródło historyczne nie podaje, że w 1440 roku stał w Bielszowicach kościół. Skąd zatem biorą się wspomniane wyżej twierdzenia? „Winowajcą” jest w tym przypadku wspomniany ks. Knosała. Ów ceniony historyk i filozof w dziele pt. „Bielszowice, Kończyce, Pawłów. Historyczny zarys” wspomniał bowiem  o istnieniu bliżej niesprecyzowanej „notatki” z 1440 roku, w której mowa jest o bielszowickim kościele. Badacz poszedł w swych rozważaniach jeszcze dalej wysuwając hipotezę, iż była to już zapewne druga z kolei świątynia we wsi. Jego wywód brzmi logicznie, problem jednak w tym, że w oficjalnych spisach parafii z obszaru dekanatu bytomskiego (do którego aż do początku XX wieku należał nasz kościół) z XIV wieku ani słowem nie wspomina się o Bielszowicach. Pierwsza informacja na temat świątyni w naszej miejscowości pochodzi zaś dopiero z roku… 1598! Czyżby więc ks. Knosała dokonał przekłamania? Niekoniecznie, wysnuł bowiem logiczną hipotezę zakładając, że trwające w I połowie XV stulecia najazdy husyckie objęły swym zasięgiem również Bielszowice. Husyci (husytyzm to ruch polityczny zapoczątkowany wystąpieniem Jana Husa; po spaleniu na stosie tego religijnego reformatora jego zwolennicy zorganizowali oddziały wojskowe, które zwalczały katolicyzm) spalili lub splądrowali na Górnym Śląsku wiele kościołów i parafialnych archiwów; dotarli m. in. do sąsiednich Chudowa i Bujakowa. Ich „rajd” objął więc zapewne również Bielszowice, jednak bezspornych dowodów na spalenie naszego kościoła nie posiadamy.

stary kosciół rys12
Ilustracja przedstawiająca obejście kościoła w połowie XIX w.

         Przyjmijmy jednak, że około 1440 roku pierwsza bielszowicka świątynia rzeczywiście podupadła. Wzniesiono więc kolejną, jednak także na jej temat wiemy bardzo niewiele. Pewnym jest, że w 1598 roku jej stan chcieli sprawdzić wizytatorzy, lecz nie zostali wpuszczeni do wnętrza przez protestanckich właścicieli wsi. W 1600 roku kościółek został doszczętnie strawiony przez pożar wywołany uderzeniem pioruna. Odbudowano go w roku 1613, i jeszcze przez kolejnych kilkanaście bądź nawet kilkadziesiąt lat (tego źródła niestety nie precyzują) pełnił funkcję luterańskiego zboru. Wierni z obszaru Bielszowic uczęszczali więc na nabożeństwa do Kochłowic, tam też chrzcili swe dzieci.  Dopiero w 1665 roku przeprowadzono kolejną  wizytację kanoniczną bielszowickiej parafii. Kościół był już wtedy wprawdzie w ręku katolików, ale chylił się ku upadkowi. Dopiero w 1675 roku parafię objął pierwszy od czasów reformacji katolicki duszpasterz, ks. Błażej Jaguszowski.

          Około 1756 roku kościołek zmodernizowano, zaś w roku 1796 lub 1797 (źródła nie są w tym miejscu zgodne) ówczesny proboszcz ks. Franciszek Kulanek (o którym opowiemy szerzej w innym artykule) przeprowadził ponowną renowację, której ramy były tak szerokie, że kościół musiał być ponownie konsekrowany. Kolejny remont miał miejsce w latach 1849 – 1850; pracami kierował tym razem ks. Walenty Tohak. W 1883 kościółek, który do połowy XIX stulecia posiadał wezwanie Wszystkich Świętych, został rozebrany i zastąpiony obecną świątynią. Stało się tak, bowiem liczba wiernych wzrosła do kilku tysięcy. Według relacji naocznych świadków, w trakcie rozbiórki natrafiono na kryptę zawierającą kilka trumien. W jednej z nich znajdowało się ciało kilkuletniej dziewczynki, które po otwarciu wieka rozpadło się. Przez pół roku bielszowiczanie uczęszczali na nabożeństwa do cmentarnej kaplicy (stary kościół rozebrano w czerwcu, a nowy oddano do użytku w połowie listopada 1883 r.).

stara chrzcielnica
Chrzcielnica z roku 1792 pochodząca z dawnego kościoła pw. Wszystkich Świętych

         Dysponujemy kilkoma opisami byłego bielszowickiego Domu Bożego – w tym miejscu prezentujemy fragmenty protokołu z roku 1720: We wsi jest kościół parafialny drewniany, wewnątrz prosto odmalowany, kryty gontem, pod wezwaniem Wszystkich Świętych, który znajduje się pod patronatem dziedzica tejże wioski. Data konsekracji nie jest znana, nie poświadczona napisem na ścianie, jednak dzień konsekracji jest obchodzony w pierwszą niedzielę po uroczystości św. Bartłomieja. W tutejszej świątyni jest cyborium mieszczące się w dużym ołtarzu, drewniane, malowane, dobrze przechowywane, a Najświętszy Sakrament mieści się w srebrnej puszce pod korporałem. Chrzcielnica nowa, a w niej balia z brązu dla przechowywania wody święconej, na niej drewniana pokrywa z wiszącym zamkiem. Baptysterium znajduje się z przodu. Oleje święte przechowywane w trzech połączonych naczyniach cynowych, które znajdują się w kufrze dobrze zabezpieczonym, przytwierdzonym do ściany. Ołtarze trzy: główny, drewniany, zawiera obraz przedstawiający Wszystkich Świętych oraz stół kamienny z ołtarzykiem przenośnym. Dwa ołtarze boczne są drewniane, malowane, ze stołami drewnianymi, bez ołtarzy przenośnych, ale gdy odbywa się msza święta, wtedy kładzie się na nich portatile. Zakrystia drewniana, drzwi dobrze działają i są zamykane na zamek. W szafie o prostej formie przechowuje się księgi liturgiczne. Ambona drewniana, przytwierdzona do ściany kościoła, wisząca, skromnie malowana. Jeden konfesjonał drewniany. Chór dla kantora drewniany, a na nim organy małe przenośne zwane też pozytywem. Podłoga z desek ułożona, piętro na drewnianych słupach. Tutejszy kościół jest dobrze zabezpieczony i zamykany na zamek. Dzwonnica drewniana, kryta gontem, w której są dwa dzwony, jeden większy, drugi mały, oba zostały poświęcone przez biskupa sufragana wrocławskiego w roku 1719. Trzeci dzwonek jest na dachu kościoła wewnątrz wieżyczki. Płot wokół cmentarza drewniany, cmentarz dostępny przez bramę, która jest zamykana. Kaplica cmentarna drewniana, kryta gontem.

stary kosciół rys22
Rysunek przedstawiający bielszowicki kościół pw. Wszystkich Świętych

         Kościół był budowlą drewnianą, konstrukcji zrębowej. Nawa miała plan zbliżony do kwadratu, a do niej przylegało węższe prezbiterium, zamknięte trójbocznie, natomiast po przeciwległej stronie do nawy dostawiona była wieża na planie kwadratu, konstrukcji słupowej, o zwężających się ku górze ścianach. Wieża zakończona była izbicą, nakrytą namiotowym dachem. Dach na kościele był dwuspadowy, o jednej kalenicy nad nawą i prezbiterium. Zarówno dach, jak i ściany kościoła pobite były gontem. Na kalenicy dachu znajdowała sie sześcioboczna wieżyczka na sygnaturkę (mieściła dzwonek ufundowany przez ks. Kulanka, który jest dziś jedną z niewielu pamiątek po dawnym kościele), o podwójnym, baniastym hełmie, z prześwitem pośrodku, kryta gontem. Okna kościoła były prostokątne. Oprócz wspomnianej sygnaturki w obecnym kościele znajduje się jeszcze jedna pamiątka po dawnej świątyni – jest nią kamienna kropielnica z 1792 roku.

Franza Krombacha związki z Bielszowicami

Jednym z najcenniejszych zabytków naszego kościoła parafialnego jest cykl obrazów przedstawiających Mękę Pańską. Bielszowicka Droga Krzyżowa powstała na zamówienie proboszcza ks. Jana Hrubego (budowniczego obecnej świątyni) w 1887 roku. Przez wiele lat uważano, że jest to dzieło anonimowego malarza. Dziś już wiemy, że obrazy wyszły z pracowni cenionego monachijskiego artysty Franza Krombacha (1853 – 1908). Co wiadomo na jego temat?

800px-Krombach_Altar_Loeffelsterz
Malowidło ołtarzowe Franza Krombacha w Loeffelsterz

            Krombach był nietuzinkową postacią, a jego barwny życiorys mógłby posłużyć za gotowy scenariusz do sensacyjnego filmu. Nasz bohater należał bowiem do „niespokojnych duchów”, temperamentem przypominając swego wielkiego idola, mistrza realizmu i światłocienia Michelangela  Merisiego  (Caravaggia), którego prace zresztą z lubością kopiował (co widoczne jest także we fragmentach bielszowickiej drogi krzyżowej). Rodzicami artysty byli  Jerzy i  Krescencja Krombachowie. O dzieciństwie malarza niewiele wiadomo, możemy jedynie przypuszczać, iż ukończył renomowaną monachijską Akademię Sztuk Pięknych. W wieku 25 lat Franz został wcielony do armii, lecz  na skutek niewykonania rozkazu dowódcy, w 1872 roku sąd wojskowy skazał go na półtora roku więzienia. Po wyjściu na wolność poślubił córkę monachijskiego murarza Marię Margaretę Hofrichter, jednak dopiero w 1890 roku uzyskał prawa obywatelskie Monachium.

krombach po liftingu
Stacja VI Drogi Krzyżowej autorstwa Krombacha znajdującej się w kościele parafialnym w Neheim

Przedtem w ciągu dziewięciu lat aż jedenaście razy zmieniał miejsce zamieszkania, do czego przyczyniła się zarówno niestabilna sytuacja finansowa Krombachów, jak i krewki charakter ojca rodziny. Krombach tworzył w Niemczech, na terenie Danii, Belgii, Szwajcarii oraz Chorwacji. Specjalizował się w malowaniu dróg krzyżowych oraz obrazów ołtarzowych. Wzorował się na takich mistrzach, jak Matthias Grünewald, Albrecht Dürer, Anton van Dyck czy Peter Paul Rubens, największą inspiracją były jednak dla niego dzieła austriackiego malarza Johanna Kleina. Sygnatura Krombacha widnieje w prawym dolnym rogu XIV stacji drogi krzyżowej w bielszowickiej świątyni.

     Z zachowanej dokumentacji wynika, że ks. Hruby zakupił obrazy za sumę 982 marek, a Krombach  udzielił parafii niewielkiego rabatu. Co ciekawe, aż 1120 marek kosztowały piękne, neogotyckie ramy zamówione w warsztacie mistrza stolarskiego  Haerzechela we Wrocławiu (uległy zniszczeniu po II wojnie światowej). W 1936 roku ówczesny proboszcz ks. Józef Niedziela – wytrawny znawca sztuki sakralnej wycenił cykl na 2000 zł. Dzieła Franza Krombacha znajdują się obecnie w kilkudziesięciu kościołach i kaplicach na terenie Niemiec, Szwajcarii, Austrii, Czech, Francji, Belgii i Polski.