160 lat Kaplicy Przybylskich

Jednym z najciekawszych zabytków Bielszowic jest murowana kapliczka domkowa znajdująca się przy ulicy Na Piaski 26 na prywatnej posesji należącej do rodziny Weiss. Powszechnie znana pod nazwą kaplicy Przybylskich, powstała w roku 1858 z inicjatywy Antoniego Przybylskiego i ówczesnego proboszcza bielszowickiej parafii ks. Jana Hrubego.

pismo hruby przybylski
Pismo ks. Hrubego do siedziby kurii we Wrocławiu w sprawie budowy kapliczki

Ks. Hruby to bez wątpienia jeden z najwybitniejszych bielszowickich duszpasterzy. Budowniczy obecnego kościoła parafialnego, dziekan dekanatu bytomskiego, znakomity kaznodzieja, spowiednik i znawca prawa,  rozpoczął posługę w Bielszowicach w czerwcu 1858 r. Mimo trudnych początków (parafia była zaniedbana i posiadała długi), bardzo szybko zadomowił się w nowym otoczeniu i nawiązał serdeczne relacje z wiernymi. Jednym z jego pierwszych posunięć jako włodarza bielszowickiej fary było uzyskanie zgody na budowę trzech kapliczek: w Bielszowicach, Kończycach i Pawłowie. Ich fundatorami zostali zamożni parafianie, którzy zobowiązali się nie tylko pokryć koszty budowy, ale także dbać o dobry stan budowli w przyszłości. Ks. Hruby kierował się w tym przypadku względami praktycznymi; na terenie rozległej parafii miało przybyć kilka nowych miejsc kultu, co dawało wiernym z odległych przysiółków możliwość codziennego uczestniczenia w nabożeństwach (mieszkańcom Kończyc i Dolnego Pawłowa droga do centrum Bielszowic zabierała wówczas blisko godzinę). W styczniu 1859 roku ks. Jan wystosował do wrocławskiej kurii prośbę następującej treści: Miejscowy rzeźnik p. Antoni Przybylski postanowił, że na jego polu powstanie murowana, na około 6 – 7 stóp szeroka i tyleż samo długa, zadaszona kapliczka ku czci św. Jadwigi.

kaplica przybylskich2
Kaplica Przybylskich ufundowana w 1858 r.

Ponieważ w granicach Bielszowic znajduje się tylko jeden krzyż przydrożny, dlatego proszę łaskawie o wydanie pozwolenia na budowę p. Przybylskiemu.  W kolejnym liście do kurii proboszcz podał więcej szczegółów na temat planowanej inwestycji: Kapliczka wzniesiona przez p. Przybylskiego ma zastąpić przydrożny krzyż. Jeśli fundator nie będzie miał z tego tytułu dalszych kłopotów, życzy sobie, tak jak ja, aby w tej kaplicy mogły być odprawiane nabożeństwa. Kaplica będzie masywna, kryta cynkiem, zamykana żelazną kratownicą, tak więc przez najbliższe 20 – 30 lat żaden remont nie będzie potrzebny. Niezależnie od tego fundator gotów jest wydać 10 talarów na ewentualny remont, ofiarę tę wpłacając do kasy kościelnej. Ponadto zobowiązuje się pisemnie do wykonania przez siebie oraz swych potomnych wszelkich napraw na własny koszt. Wynika stąd, że utrzymanie kaplicy jest pewne i obejdzie się bez udziału kościelnej kasy, dlatego ponawiam moją wcześniejszą prośbę  o zgodę na jej poświęcenie przez niżej podpisanego. Ks. Hruby otrzymał zgodę na poświęcenie obiektu w zastępstwie ówczesnego dziekana dekanatu bytomskiego ks. Ludwika Markiefki. Kaplica Przybylskich  cieszyła się odtąd dużą popularnością wśród bielszowiczan. W uroczystość św. Marka oraz w dni krzyżowe zmierzały do niej uroczyste procesje. W jej wnętrzu mieściło się kilka cennych malowideł: obraz Serca Pana Jezusa (któremu w 1930 roku poświęcono kaplicę), dwa obrazy Matki Boskiej Piekarskiej, obraz Matki Bożej Szkaplerznej, oraz obrazy przedstawiające Świętą Rodzinę, Ukoronowanie Matki Bożej, Świętego Antoniego i Świętego Kazimierza.

wyp przyb
Przedmioty znajdujące się wewnątrz kaplicy

Zapomniana górnicza tragedia

Powoli zbliża się okres barbórkowy, a jak głosi przesąd, to właśnie wtedy patronka górników, św. Barbara,  najczęściej „wzywa” ich do siebie. Trudno ocenić, ile w tym prawdy, jednak kalendarium katastrof kopalnianych nie pozostawia złudzeń (wystarczy wspomnieć o wydarzeniach, jakie rozegrały się w Halembie przed 11 laty, gdy życie straciło 23 górników). Dziś opowiemy o tragedii sprzed 130 lat, która rozegrała się w kopalni „Guido” i bardzo dotknęła społeczność Bielszowic. Przypomina o niej jeden z krzyży na naszym cmentarzu.

            Załoga kopalni „Guido” (nazwano ją tak na cześć pierwszego właściciela, słynnego magnata przemysłowego Guido Henckel von Donnersmarcka), której budowę rozpoczęto w roku 1855, składała się w większości z mieszkańców Bielszowic, Makoszowów, Kończyc i Pawłowa.  Warto dodać, że w kolejnych latach jej kierownictwo  nadzorowało budowę sąsiedniej kopalni „Bielszowice”. W 1887 r. Donnersmarck sprzedał zakład pruskiemu skarbowi państwa. Działo się to w tragicznym dla kopalni roku. Oddajmy w tym miejscu głos czasopismu „Katolik”, które w 1902 roku relacjonowało: W nocy z 4 na 5 października roku 1897 zginęło na kopalni „Guido” skutkiem wtargnięcia kurzawki pięciu górników.  Nazwiska nieszczęśliwych, których ciała do dzisiaj spoczywają w kopalni są: Jan Kucz, Jan Kowalczyk, Jan Zogala, Jakob Kałuża i Józef Cichorowski. Jak słychać, fikus dla nieszczęśliwych ofiar wystawić ma pomnik na cmentarzu w Bielszowicach. Czym jest kurzawka? To niezwykle zdradliwe dla górników zjawisko oznacza luźne lub spoiste grunty, które przy odpowiednich warunkach zachowują  się w całej swojej masie jak ciecz. Kurzawka nie tylko utrudniała zakładanie kopalń (spowolniła budowę kopalni „Bielszowice”), ale była przyczyną wielu katastrof. Przykładowo: we wrześniu 1880 r. jej wtargnięcie spowodowało śmierć co najmniej szesnastu górników w kopalni „Renard” w Sosnowcu. Piszemy o niej w artykule poświęconym pierwszym bielszowickim kopalniom.

krzyż guido
Krzyż upamiętniający ofiary katastrofy górniczej z 1887 r. pochodzący z 1902 r.

            Informacje podane w „Katoliku” są jednak nieścisłe, katastrofa miała bowiem miejsce nie w 1897, a w 1887 roku.  Jak ustalił Kustosz Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu dr Zenon Szmidtke, do nieszczęścia doszło w nocy z 5 na 6 października 1887 r. Z podziemi kopalni wydobyto ciała czterech górników: Antoniego Bednorza, Pawła Biskupka, Jana Dyrnowskiego, Józefa Minoła, a także rannego Józefa Niemczyka (który jednak po kilku dniach zmarł). Nie udało się wydobyć ciał pięciu górników: Józefa Cichorowskiego, Jakuba Kałuży, Jana Kowalczyka, Jana Kuca i Jana Żogały. Jan Dyrnowski spoczął na bielszowickim cmentarzu. Ceremonia pogrzebowa miała niezwykle podniosły przebieg; uroczystości przewodniczył proboszcz Jan Hruby. Oddajmy raz jeszcze głos „Katolikowi”, który w 1887 r. korzystał z usług lepiej zorientowanego korespondenta niż piętnaście lat później: Bielszowice. W niedzielę 9-go [października 1887 r.] odbył się tutaj pogrzeb jednego z owych nieszczęśliwych górników, którzy życie swoje utracili w tak nagły sposób na kopalni „Guido” przy Zabrzu. Zwłoki nieboszczyka przywieziono przy odgłosie żałobnej muzyki i licznym współudziale parafian, współpracowników i kilku przełożonych przez wieś, gdzie trumnę złożono na mary i w asystencyi ks. dziekana Hrubego odprowadzono do kościoła, stąd po odprawieniu zwykłych modlitw na cmentarz. Nad grobem ks. dziekan przemówił tak rzewnie do obecnych, że bodaj czy jedno oko z obecnych pozostało suche, a głośny płacz i łkanie nieomal zagłuszył głos czcigodnego mówcy. Uzyskujemy w ten sposób kolejne potwierdzenie kaznodziejskich talentów ks. Hrubego (temat ten omawiamy w jednym z innych artykułów).

kapliczka-slaskie-ruda-slaska-014-0189
Krzyż cmentarny pochodzący z 1894 r.

         O ufundowanie cmentarnego krzyża postarały się władze państwowe, a jego uroczystego poświęcenia dokonał jesienią w 1902 r. następca ks. Hrubego, ks. proboszcz Franciszek Netter. Nazwiska poległych wyryto na płytach  umieszczonych w niszach na podstawie krzyża. Tablice uległy zniszczeniu w latach powojennych, dlatego z czasem zatarła się pamięć o tragicznie zmarłych górnikach. Obecnie krzyż (podobnie jak dwa inne ustawione w tylnej części cmentarza, pochodzące z końca XIX wieku) wykorzystywany jest przez wiernych do zapalania zniczy za zmarłych, którzy nie posiadają już własnego grobu lub są pochowani w innych miejscowościach.

„Nepomucek” – obieżyświat

Gdyby sporządzić listę najpopularniejszych górnośląskich świętych, św. Jan Nepomucen okupowałby zapewne jedno z czołowych miejsc. Kult tego czternastowiecznego czeskiego męczennika, który według  legendy został pobity i utopiony w Wełtawie na rozkaz króla Wacława IV za to, że nie chciał ujawnić tajemnicy spowiedzi, szybko rozpowszechnił się w Europie Środkowej. Przydrożne figury z wizerunkiem świętego,  zwane „nepomukami”, są rozsiane przy polnych drogach i mostach, a także w miejscach przepraw. Z zachowanych przekazów wynika, że w dawnych wiekach Potok Bielszowicki był rzeczką stosunkowo groźną, a jego wylewy podtapiały okoliczne pola. Tłumaczy to, dlaczego  figura przedstawiająca „Jana od wody” w połowie XVIII stulecia zawitała do Bielszowic. Naszego „Nepomucka”, obok sędziwego wieku,  wyróżnia też skłonność do… wędrówek. Miejsce, w którym figura się dziś znajduje jest już bowiem czwartym z kolei.

kopiec11
Figura św. Jana Nepomucena w okresie międzywojennym

         Czeski kapłan jest również opiekunem życia rodzinnego, chroni przed obmową i zniesławieniem. Jan Nepomucen został kanonizowany w 1729 roku. Kult świętego szybko rozpowszechnił się w Czechach (które wraz z Śląskiem znalazły się w XVI wieku pod panowaniem Habsburgów), a jego największe natężenie przypadło na lata reformacji i kontrreformacji. W tym też zapewne czasie stał się popularny w Bielszowicach. Fundatorem figury świętego był ówczesny proboszcz  ks. Tomasz Mokrski. Z zachowanej dokumentacji wynika, że rzeźba powstała w 1744 roku. Oddajmy w tym miejscu głos autorom protokołu wizytacyjnego z roku 1756, którzy opisując wygląd kościelnego obejścia stwierdzili:  Cmentarz jest otoczony parkanem, posiada trzy bramy, które można zamykać i są pokryte gontami. Przed cmentarzem ku wsi znajduje się figura św. Jana Nepomucena; stoi ona w małej, gontami pokrytej i tynkowanej kapliczce, która jest otoczona małym drewnianym płotkiem. Na drugiej stronie kościoła stoi drewniany, farbą malowany krzyż z wizerunkiem ukrzyżowanego. Postawiono go tam również jak figurę św. Jana w 1744 r.

nepo1
Bielszowicki „Nepomucek” w latach 80. XX w. – już na placu kościelnym

         W cytowanym protokole wspomina się też o miejscowym rzeźbiarzu (kamieniarzu?) Michale Marku. Jest bardzo prawdopodobne, że to właśnie on by autorem figury. Warto dodać, że na terenie Rudy Śląskiej znajdują się jeszcze trzy inne figury świętego Jana Nepomucena (w Halembie, w Goduli i w Rudzie), jednak bielszowicki „Nepomucek” jest z nich zdecydowanie najstarszy.  Ta barokowa rzeźba, niegdyś malowana, stoi na postumencie i posiada formę graniastosłupa (wywyższenie ma dodatkowo „gloryfikować” postać męczennika). Święty stoi w statycznej pozie, w lekkim kontrapoście, a w dłoniach trzyma krucyfiks. Jego ubiór stanowi strój kanonika: sutanna, rokieta, czyli komża o wąskich rękawach i tzw. mantolet, tj. płaszcz w formie peleryny z otworami do wysuwania rąk zwieńczony kołnierzem; na głowie ma biret. Rzeźba wpisuje się w nurt tzw. sztuki ludowej. Mimo że nie posiada wielkich walorów artystycznych, jej wartość historyczna jest ogromna. Po „kapliczce szwedzkiej” „Nepomuckowi” przysługuje też zaszczytne miano „drugiego najstarszego zabytku Bielszowic”.

nepowsp1
Figura po renowacji przeprowadzonej na początku XXI w.

         Kilka słów wypada poświęcić poprzednim „miejscom pobytu” naszego bohatera. Pierwotnie „Nepomucek” stał w kapliczce przed dawnym cmentarzem, która uległa zniszczenia najprawdopodobniej jeszcze w XIX wieku. Następnie rzeźbę przeniesiono na obszar tzw. bielszowickich plantów, gdzie znajdowała się do lat 50. XX wieku, kiedy to ówczesny proboszcz ks. Walenty Piaskowski zdecydował się umieścić zabytek na placu kościelnym. Z upływem lat stan figury stale się pogarszał, do czego przyczyniły się zarówno kwaśne deszcze, jak i niezbyt profesjonalnie wykonane renowacje. Dopiero staraniem poprzedniego proboszcza ks. Henryka Jonczyka bielszowicki „Nepomucek” odzyskał dawny blask (choć, co należy w tym miejscu podkreślić,  nie zdołano odtworzyć jego oryginalnego wyglądu) i…ponownie zmienił miejsce pobytu. Dziś spogląda na wiernych wchodzących na teren kościelnego placu niemalże z ukrycia  – spomiędzy iglaków założonego na początku lat 90. XX wieku zieleńca. Ciekawe, czy w przyszłości zdecyduje się na jeszcze jedną przeprowadzkę?

Tajemnica „szwedzkiej kapliczki”

kapliczka szwedzka
Tzw. „kapliczka szwedzka” z I połowy XVII w.

     Bielszowice posiadają długą i ciekawą historię. Powstały pomiędzy XIII a XV wiekiem, jednak z tamtych czasów nie zachowały się żadne przekazy źródłowe.  Wiele materiałów uległo zniszczeniu, do czego przyczyniły się najazdy obcych wojsk i pożary, które nawiedzały osadę. Najstarszym zabytkiem naszej miejscowości jest obecnie niewielka budowla znajdująca się przy ulicy Kokota, którą dawni mieszkańcy Bielszowic określili mianem „kapliczki szwedzkiej”.  Czy oznacza to, że rzeczywiście wybudowali ją Szwedzi? Niewykluczone, nie ma na to jednak „twardych” dowodów. Aby sprawę wyjaśnić, musimy się najpierw cofnąć do I połowy XVII wieku, kiedy to w Europie trwała tzw. wojna trzydziestoletnia.  Z zachowanych materiałów wynika, że szwedzkie wojska przebywały wtedy na Śląsku, możliwe więc, że na terenie Bielszowic doszło do niewielkiego starcia z ich udziałem. Miejscowa tradycja podaje, że pod kapliczką pochowano ciała poległych żołnierzy. Nie jest to, wbrew pozorom, teoria pozbawiona logiki, Szwedzi byli bowiem luteranami, dlatego nie mogli zostać pochowani na tutejszym katolickim cmentarzu. Amatorom przygód odradzamy jednak prowadzenie prac archeologicznych na własną rękę. Po pierwsze, kapliczka jest zabytkiem i  podlega prawnej ochronie. Po drugie, została wiele lat temu przeniesiona na nowe miejsce w związku z pracami drogowymi. Gdzie stała pierwotnie, nie sposób ustalić.

         Kapliczka wygląda obecnie inaczej niż w chwili powstania. Dawniej w jej wnętrzu mieściła się figurka Matki Boskiej Bolesnej oraz rzeźba Chrystusa upadającego pod krzyżem. Kaplicę wzniesiono z  piaskowca. Wieńczy ją rotundowy, blaszany daszek. Zabytek ma formę dwukondygnacyjnego wielobocznego słupa. W drugiej kondygnacji znajdują się płytkie czworoboczne wnęki, a w jednej z nich widnieje żelazny krucyfiks.

kapliczka bujaków
Kapliczka w Bujakowie z 1627 r.

         Na koniec warto dodać, że w pobliskim Bujakowie istnieje niemalże identyczna kapliczka, która powstała na miejscu pochówku około 200 żołnierzy poległych w czasie bitwy między protestanckimi oddziałami szwedzko – duńskimi a katolickimi wojskami habsburskimi w 1627 roku. Skoro kilka kilometrów stąd doszło do krwawej potyczki, niewykluczone, że podobna rozegrała się również w Bielszowicach.  Może więc warto dać wiarę klechdom dawnych bielszowiczan, którzy opowiadali, że podczas przenoszenia kapliczki robotnicy natrafili na resztki broni i fragmenty zbroi?

Natalia Bernat, Karolina Hewlik, Paulina Kalemba