O śląskich rabczykach z Bielszowicami w tle

W II połowie XIX wieku na Górnym Śląsku sławę zyskała zbójnicka banda kierowana przez Karlika Pistulkę. Ten określany niekiedy mianem „śląskiego Robin Hooda” przestępca, który wraz z kompanem Eliaszem wprawiał w popłoch miejscowych bogaczy, cieszył się podobno sympatią samego cesarza, który „kibicował” mu w zmaganiach z nieudolnymi pruskimi żandarmami. Jak się okazuje, banita często odwiedzał  Bielszowice.

Eliasz figura
Drewniana figura przedstawiająca Wincentego Eliasza przed pszczyńską Zagrodą Żubrów

            Co wiemy o Pistulce? W odróżnieniu od „Robina w kapturze”, był postacią historyczną, urodził się w 1849 roku w Strzeleczkach pod Opolem. Jego życiorys owiany jest tajemnicą, jednak wydaje się, że od najmłodszych lat Karlik przejawiał mało chęci do pracy (czyli, jak się zwykło  na Śląsku mówić, mioł piosek w rynkowach). Pistulka był czeladnikiem ślusarskim, co niebawem miał umiejętnie wykorzystać w nowej profesji.  Dość wcześnie popadł w konflikt z prawem. Zapewne pozostałby jednym z wielu pospolitych przestępców, jakich w połowie XIX wieku na Śląsku były dziesiątki, gdyby nie spotkał na swej życiowej drodze innego rabczyka, starszego o trzy lata Wincentego Eliasza (który z kolei miał na koncie m. in. kradzieże sklepów w Bytomiu i Gliwicach).  Eliasz i Pistulka – obaj ścigani przez żandarmerię od około 1870 roku, postanowili założyć zbójecką bandę. Ich krótka, czteroletnia „współpraca” obfitowała w niesamowite, wręcz brawurowe akcje. Tak na Śląsku, jak też w całym państwie gazety rozpisywały się o ich wyczynach. Prasa wprost wytykała przy tym pruskiej żandarmerii, że para rozbójników wodzi ją za nos, a wręcz ośmiesza. Była to zresztą szczera prawda. Wściekli przedstawiciele prawa robili więc wszystko, aby złapać tych bezczelnych zbójów. Przez długi czas bezskutecznie, gdyż Eliasz i Pistulka ciągle wymykali się z rąk żandarmów, obnażając przy okazji ich bezradność. Należy w tym miejscu koniecznie dodać, że zbójnicy postępowali zawsze w myśl honorowego kodeksu: nigdy nie okradali słabszych od siebie, a sporą część łupów rozdawali ubogim. Wizerunek Pistulki, Eliasza i trzeciego w hierarchii bandy Szydły jako groźnych, ale tak naprawdę przyjaznych ludowi rzezimieszków utrwalił jeszcze przed wojną Florian Śpiewak w  „Opowiadaniu o Eljaszu raciborskim rozbójniku”. Pełno w nim naciąganych informacji i pomyłek (ciekawe, że autor za herszta bandy uznaje nie Pistulkę, ale jego starszego kamrata), mimo to w jakimś stopniu odzwierciedla ono romantyczny wizerunek śląskich opryszków, w którym łamanie prawa schodzi na dalszy plan ustępując pola dobrotliwości czy wręcz swego rodzaju altruizmowi. Autor pisze: Elijosz to nie był taki rozbójnik, jak te dzisiejsze chachary, kiere człowiekowi łostatni grosz weznom, abo łostatnie kury do miecha wsadzom. Elijosz, tyn był dobry zbójnik, tyn biydnego człowieka nigdy niy ukrzywdziył, a jeszcze w potrzebie poratowoł. On yno bogatym zabiyroł, a biydnym dowoł. Słowem, górnośląski Janosik! Taką postawą, zapewne nieświadomie,   Eliasz z Pistulką dbali o własny image i pozytywny PR. Trudno więc się dziwić, że jeszcze wiele lat po śmierci naszych bohaterów, na Śląsku opowiadano sobie na ich temat przeróżne dowcipy. Ten z 1922 roku, zamieszczony w satyrycznym czasopiśmie „Kocynder”, dowodzi, jak trwała była to pamięć :

Nauczyciel: „Bomba! Jakich znasz proroków?”

Uczeń Bomba: „Eljasza!”

Nauczyciel: „Dobrze! Teraz ty Pluta,  zmianuj też  jednego!”

Uczeń Pluta: „Pistulka!”

Nauczyciel: „Co? Pistulka? A cóż  to za  prorok?”

Uczeń Pluta: „No, skoro Eljasz jest prorokiem, to Pistulka tyż musi być, bo łoba przeca kradli!”

Żarty jednak na bok, duet złoczyńców miał bowiem na koncie wiele mniej chwalebnych czynów, m. in. 25 lipca  1874 r. w Mikołowie przy  ulicy Żorskiej Eliasz i Pistulka obrabowali mieszkanie wdowy po radcy prawnym Flasharze, zabijając strażnika Freuhaufa (śmiertelny strzał został oddany przez uciekających z łupem rabusiów około 2 w nocy).

Carl-Andreas-Pistulka-
Informacja o chrzcie Karola Andrzeja Pistulki w księdze metrykalnej

            Szybko zaczęto rozpowiadać przeróżne opowieści na temat rzekomych bogactw zgromadzonych przez szajkę. Ogromny skarb zakopano podobno pod fundamentami jednego z kościołów, którego proboszcz udzielił ongiś zbójnikom schronienia (według innych przekazów pieniądze ukryto m. in.  w Pszczynie, Opolu, Mikołowie, Siemianowicach i Chorzowie; część rzekomo po czasie odnaleziono). Trudno dziś ocenić, ile w tych klechdach jest prawdy. Wiadomo natomiast, że kres „kariery” Wincentego i Karlika nastąpił w 1874 r., kiedy żandarmeria wpadła na trop hultajów.  Jak na ironię stało się to wkrótce po tym, jak Eliasz z Pistulką dokonali „skoku życia”, rabując  kasę katowickiego koncernu należącego do arystokratycznego rodu Tiele – Wincklerów. Proces kryminalistów toczył się  przed sądem w Bytomiu, a jego przebieg relacjonowano w prasie na bieżąco. W trakcie przesłuchania Pistulka zachowywał się butnie i nie przyznał do winy,  został więc skazany na śmierć przez ścięcie. Rabczyk zmarł w więziennej celi w 1876 roku (rozpowiadano, że zatruł się tytoniem; wcześniej cesarz Wilhelm I skorzystał z prawa łaski i złagodził karę na dożywocie).  Eliasz natomiast przyznał się do zarzucanych mu czynów; także w jego przypadku karę śmierci zamieniono na dożywocie. Wyrok odsiadywał w raciborskim więzieniu. Podobno w nagrodę za dobre sprawowanie, po 44 latach zamierzano wypuścić go na wolność, jednak dobrowolnie pozostał w  więzieniu, gdzie cieszył się ogromnym poważaniem (zmarł w 1918 r.; według innej wersji opuścił jednak areszt i umarł w nędzy).  zakopują

            Czy  dwaj najsłynniejsi śląscy rabczykowie (w tamtym czasie zasługujący też na miano pary najpopularniejszych rozbójników Europy) mieli jakieś związki z Bielszowicami? Okazuje się, że tak! Nie ulega wątpliwości, że ze względu na „specyfikę” uprawianego „zawodu” potrzebowali licznych kryjówek. Główna „siedziba” bandy znajdowała się podobno w lesie pod Katowicami, ale mniejszych „dziupli” Karlik i Wincenty mieli  bez liku. Jak w 1928 r. pisał  ks. J. Knosała, ogólnie na obszarze Górnego Śląska znani bandyci Elias-Pistulka, dla przyłapania których władze także wyznaczyły wysokie wynagrodzenia, mieli również w okolicy Bielszowic swoje kryjówki. Pewien dom położony między Kończycami i Pawłowem, a należący do Bielszowic, służył zbrodniarzom tym za schronisko. Stąd urządzali wiele wypraw bandyckich w całej okolicy; często zasiadywali w zabrskich oberżach przy jednym stole z żandarmami, niepoznającymi zbrodniarzy. Dom, w którym w Bielszowicach przebywali, został w 1921 r. podczas 3-go powstania spalony. Znajduje to potwierdzenie we wspomnieniach mojego prapradziadka, który uwielbiał opowiadać, jak to wraz z rówieśnikami nosił Pistulce i Eliaszowi piwo z pawłowskiej karczmy. Chłopcy robili to chętnie, gdyż zawsze mogli liczyć na zapłatę, a przy okazji przysłuchiwali się barwnym opowieściom rabczyków.

            Pod koniec I wojny światowej  niemal równie dużą grozę siała w Bielszowicach inna zbójecka banda, kierowana przez niejakiego Górkę. W 1922 roku policja aresztowała herszta, a potem sukcesywnie „wyłapywała” jego kompanów. Czasopismo „Katolik” donosiło:    Szeregi bandy Górki przerzedzają się z dnia na dzień. Onegdaj aresztowano w Bielszowicach dwóch robotników, Izydora Bronię i Jana Ogórka, podejrzanych o przynależność do bandy. Trzej inni członkowie bandy Górki zwiali aż do Oławy na Średnim Śląsku. Tam zamierzali urządzić napad rabunkowy na pewnego posiedziciela fabryki. Policja tamtejsza dowiedziawszy się o zbrodniczych  zamiarach, aresztowała ich przed gmachem fabrycznym. Dwaj z nich przyznali się do morderstwa pewnej Żydówki, dalej do licznych napadów rabunkowych i kradzieży. […] W czwartek aresztowano jeszcze jednego członka bandy Górki, niejakiego Józefa Kozonia. Aresztowanego odstawiono do więzienia sądowego.

            Jeszcze przed wyczynami obu band wątpliwą sławę zyskał w naszej miejscowości Jan Femder, który w 1853 roku został skazany na 14 lat więzienia, jednak zdołał zbiec z aresztu w Tarnowskich Górach, po czym połączył się on z 5 jeszcze zbrodniarzami i niepokoił okolice Bielszowic. Władze wyznaczyły nagrodę w wysokości 30 talarów dla tego, któryby mógł ująć i wydać władzom zbrodniarza. W tym czasie wielu bielszowiczan wstępowało na drogę przestępczą. Jak podaje ks. Knosała,  w marcu 1851 r. przeprowadzono u różnych podejrzanych mieszkańców Bielszowic rewizje, przy których znaleziono wielką ilość rzeczy pochodzących najprawdopodobniej z kradzieży. Rzeczy te zostały przez władze zajęte, właścicieli tych rzeczy poszukiwano. Zresztą dokonano w tym roku w całej okolicy Zabrza licznych i wielkich kradzieży z włamaniem.