O czym mówią najstarsze protokoły wizytacyjne bielszowickiej parafii?

Nasza parafia powstała w średniowieczu, jednak niewiele wiadomo na temat życia religijnego ówczesnych  bielszowiczan.  Nie zachowały się pierwotne księgi metrykalne (najstarsze istniejące pochodzą dopiero z końca XVIII w.).  Pierwsze protokoły wizytacyjne datowane są natomiast na przełom XVI i XVII wieku. Spisano je w  czasach reformacji, która panowała w Bielszowicach od końca XVI do II połowy XVII stulecia. Czego można się dowiedzieć z lektury tych cennych źródeł historycznych?

 

protokół
Protokół wizytacyjny z początku XIX w.

Najstarszy tego typu dokument pochodzi z roku 1598, kiedy to z polecenia ówczesnego biskupa krakowskiego kardynała Jerzego Radziwiłła, przeprowadzono  inspekcję dekanatu bytomskiego. W dokumencie czytamy: Kościół parafialny drewniany pod wezwaniem [kilkucentymetrowa przerwa w tekście, wizytatorom zapewne nie udało się ustalić, pod czyim wezwaniem znajdowała się świątynia], pod patronatem dziedziców wsi Bielczowskiego i Rajskiego, administrowany niezgodnie z liturgią katolicką przez byłego cystersa Jana. Wynika stąd, że osobami odpowiedzialnymi za zmianę wyznania w Bielszowicach byli Jerzy Rajski i Jerzy Bielczowski. Motywem ich decyzji były prawdopodobnie względy materialne. Po przywłaszczeniu majątku kościelnego sprowadzili oni do Bielszowic wspomnianego pastora Jana. Ponownie oddajmy głos autorowi cytowanego już protokołu: Kościół w Bielszowicach jest zarządzany przez Jana, apostatę, uchodźcę z klasztoru w Jędrzejowie, który udziela sakramentów w obrządku niekatolickim. Otrzymuje stałe uposażenie od właścicieli wsi. Treść dokumentu każe przypuszczać, że pastor Jan pełnił w Bielszowicach funkcję usuwalnego administratora (amovibilem administratorem). W innym źródle powstałym w trakcie omawianej wizytacji, opatrzonym tytułem Visitatio interna T. XVI, na karcie 192 czytamy: Wieś Bielczowice. Rektorem jest heretyk Jan, były cysters z opactwa w Mogile. Udziela sakramentów, lecz nie w obrządku katolickim, na pewno spowiedzi powszechnej słucha, do spowiedzi generalnej penitentów przyjmuje, pod dwiema postaciami komunii świętej udziela. Ma żonę i troje dzieci – dwoje chłopców i dziewczynkę. Omawiany tekst jest częścią protokołu wizytacji wewnętrznej parafii bielszowickiej. W interesującym nas czasie ze względu na przedmiot wizytacji dzielono je na dwa rodzaje: ogólną o charakterze rzeczowym (visitatio exterior) oraz bardziej szczegółową wewnętrzną (visitatio interna), w której notowano występki poszczególnych duchownych, wykroczenia przeciwko moralności i inne przewinienia. Stąd też dopiero w tej części sprawozdania wizytacyjnego dowiadujemy się o niekonwencjonalnym zachowaniu bielszowickiego pastora.

protokół 1802
Protokół wizytacji parafii bielszowickiej z 18 listopada 1802 r.

W czasie gdy parafią bielszowicką opiekował się wspomniany duszpasterz, obrządki były jeszcze dalekie od reguł protestanckich, a byłego cystersa bardziej od obowiązków duszpasterskich zajmowały żona i dzieci. Pod rokiem 1601 zanotowano, że pastor wagaruje i kościół pozostaje nieobsadzony. Stwierdzono tak na zjeździe proboszczów i patronów parafii, zwołanym do Oświęcimia i Olkusza przez  biskupa krakowskiego Bernarda Maciejowskiego celem dokonania oceny stopnia realizacji zaleceń wizytacyjnych z 1598 roku (na spotkaniu zabrakło przedstawiciela Bielszowic). Wydany wówczas Dekret egzekucyjny do protokołu wizytacji biskupiej z 1598 roku (Decreta executiva visitationis) w odniesieniu do parafii bielszowickiej zawierał krótką notatkę następującej treści: Bielczowice. W tej wiosce kościół jest nieobsadzony, administrowany przez niewiadomego duchownego stale z parafii wyjeżdżającego, którego nigdzie nie można znaleźć.

Kolejna wizytacja dekanatu bytomskiego, przeprowadzona w  1611 roku, prawdopodobnie nie objęła parafii bielszowickiej, gdyż nie wspomina się o niej w zachowanych protokołach. Stało się tak jednak nie z winy dziedziców wsi, ale na skutek opieszałości przeprowadzającego inspekcję ks. Piotra Skrodzińskiego, który, jak podaje ks. Franciszek Maroń,  wizytował niedbale i omijał parafie opanowane przez innowierców. Być może jednak wizytatorzy nie dotarli do Bielszowic z innego powodu – w wiosce nie było bowiem wówczas czynnego kościoła (źródła podają, że pierwotna świątynia spłonęła w 1600 roku i  została odbudowana dopiero w roku 1613).

Następna wizytacja dekanatu odbyła się w 1619 roku i tym razem objęła już  Bielszowice. Nasz kościół wciąż znajdował się jeszcze w ręku protestantów, a pieczę duchową nad bielszowiczanami sprawował pastor Sebastian. W protokole wizytacyjnym stwierdzono:    Kościół parafialny drewniany, prawem spoza Królestwa [Polski] na Śląsku przyjętym zarządzany, gdzie szlachta zyskała prawo zmiany duchownych podług własnych upodobań. Szlachcice nie pozwolili wizytatorowi odwiedzić kościoła. Duchownym jest tam apostata Sebastian, były zakonnik z klasztoru Bożego Ciała na Kazimierzu.

         Pierwsza poreformacyjna wizytacja kanoniczna, z której protokół przechowywany jest  dziś w Archiwum Kurii Metropolitarnej w Krakowie, odbyła się w Bielszowicach w 1665 roku. Jest to najstarszy dokument omawiający całokształt tutejszego życia parafialnego, choć w wielu kwestiach jego autorzy wypowiadają się zdawkowo lub też pomijają część zagadnień. Protokół spisano po łacinie, a Bielszowice występują w nim pod nazwą Bielkowice (wizytacje wszystkich parafii ówczesnego dekanatu bytomskiego przeprowadzono z polecenia krakowskiego biskupa –  ordynariusza Andrzeja Trzebickiego, a wizytatorem był delegat biskupa krakowskiego, ks. Aleksander Maciej Rudzki).  Co ciekawe, nie była to pierwsza tego typu duszpasterska inspekcja od czasów reformacji; już w 1657 roku przedstawiciele krakowskiej kurii dotarli na teren dekanatu bytomskiego, jednak z nieznanych powodów odwiedzili jedynie część tutejszych parafii: Tarnowskie Góry, Stare Tarnowice, Repty, Mikulczyce, Biskupice, Bytom, Czeladź, Grodziec, Radzionków, Piekary, Kamień i Miechowice. Nie wizytowali natomiast Bielszowic. Poniżej prezentujemy najważniejsze fragmenty protokołu wizytacji parafii bielszowickiej z 1665 roku:

Wieś Bielkowice

Kościół drewniany pod wezwaniem Wszystkich Świętych. Rocznica konsekracji obchodzona jest po uroczystości św. Bartłomieja Apostoła. Ołtarze nie są poświęcone. Ołtarzyk przenośny jest wykorzystywany do odprawiania nabożeństw. Ogrodzenia cmentarza z jednej strony brak. Psałterza, graduału, antyforium brak; wszystkich ksiąg tego typu potrzeba. Jest jeden kielich srebrny posrebrzany. Srebrne malowidła wymagają odnowienia. […] Obecnie zarządza kościołem ks. Paweł Królik, proboszcz z Miechowic. Do parafii przynależą pola złożone z trzech części długości pięciu stadiów; jedno 16 bruzd szerokie, drugie znajdujące się między polami rolnymi mieszkańców, trzecie zaś długości pięciu stadiów […], które zwie się Niwa. Proboszcz ma jedną łąkę i sad przy plebanii. Pobiera również dziesięcinę oraz czerpie zyski z łąki leżącej naprzeciw gospody, lecz oprócz pszenicy i owsa. Całego zasiewu zatem nie posiada.  Dziesięcina, z której zyski idą na meliorację, przez dziedziców Jerzego Rajskiego i Jerzego Bielczowskiego jest pobierana i darowana kościołowi. Również dodatkowo od całej wsi, z pół dwudziestu, od każdego kmiecia dawane są po dwie miary pszenicy i owsa. Świętopietrze pobierane jest od każdego mieszkańca. Jerzy Rajski zapisuje kościołowi i jego rektorowi 200 swoich florenów i 40 florenów polskich, które założył Wiktoryn Będowski, z których wpływa 12 florenów polskich do rąk proboszcza […]oraz jeden floren i 6 groszy dla rektora szkoły. […] Każdy kmieć w ciągu roku na dostarcza rzecz kościoła jeden wóz drewna. Proboszcz ma zatem prawo do wycinania drzew w bielszowickim lesie.  […] Proboszcz ma też jedną krowę, należącą do gospodarstwa kościelnego. Plebania jest drewniana, dobrze jednak kryta.

         Choć dokument nie zawiera wielu szczegółowych danych,  pozwala wniknąć w sytuację parafii w połowie XVII wieku. Zwróćmy uwagę na fakt, iż opiekujący się parafią ks. Królik nie znał daty konsekracji świątyni, mimo że nowy kościół stał w Bielszowicach od stosunkowo niedawna, bo od 1613 roku.  Wspomniany duchowny, jako proboszcz miechowicki, pełnił funkcję tymczasowego administratora, czyli komendariusza (był to urząd sprawowany w parafiach, w których posada proboszcza wakowała), co tłumaczy jego stosunkowo niewielką wiedzę na temat Bielszowic. Dokument unaocznia też skalę zaniedbania parafii, będącą pokłosiem czasów reformacji – zwróćmy uwagę na brak ksiąg liturgicznych, niekonsekrowane ołtarze i ogólne zaniedbanie terenu kościelnego. Beneficjum nie zaliczało się z pewnością do zamożnych; podane wpływy z dziesięciny oraz dostarczanego przez chłopów drewna były niewielkie, choć sytuację poprawiało wsparcie finansowe ze strony dziedziców wioski. Protokół zawiera ponadto najstarsze wzmianki dotyczące bielszowickiej szkoły oraz roli proboszczowskiej.

 

Ks. Józef Knosała – pierwszy historyk Bielszowic

W poprzednich artykułach często powoływaliśmy się na ustalenia badaczy zajmujących się dziejami Śląska.  Dziś chcemy przypomnieć sylwetkę autora pierwszej monografii Bielszowic, ks. Józefa Knosały. W tym roku mija 140. rocznica urodzin tego nietuzinkowego duszpasterza, doktora teologii i filozofii, a także – historyka.

225px-Józef_Knosała
Ks. Józef Knosała (1878-1951)

         Józef Knosała urodził się 19 marca 1878 we wsi Żelazna pod Opolem. Był synem rolnika Szymona i Marii z d. Pawletta. Po ukończeniu szkoły elementarnej uczęszczał do gimnazjum w Opolu, gdzie w 1900 roku otrzymał świadectwo dojrzałości. Po maturze podjął studia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Wrocławskiego. Święcenia kapłańskie otrzymał 21 czerwca 1904 we Wrocławiu. Wkrótce potem trafił do parafii pw. św. Wojciecha w Radzionkowie, gdzie rozpoczął pracę duszpasterską i społeczną. Działał czynnie w towarzystwach robotniczych i młodzieżowych (również poza granicami swojej parafii), prowadząc tzw. kursy socjalne. W wolnym czasie studiował literaturę. Był ponadto prezesem rady nadzorczej Banku Raiffeisena. W 1912 roku ks. Knosała został skierowany do parafii pw. św. Barbary w Królewskiej Hucie, ale duszpasterzował tam krótko, i jeszcze w tym samym roku ustanowiono go kuratusem (czyli rektorem, tzn. duchownym opiekującym się kościołem katolickim niebędącym świątynią parafialną) w Mokrem i Kończycach. Ujawnił wówczas swój nieprzeciętny zmysł organizacyjny i bezkompromisowość w dążeniu do celu. Jego początki w Kończycach nie należały jednak do łatwych. Po latach wspominał, że  niczego nie zastał: nie było ani kościoła, ani kaplicy: nie było również paramentów, przyrządów kościelnych, cmentarza i mieszkania. W związku z tym ks. Knosała Przez 2 tygodnie mieszkał jako gość u kierownika szkoły Schabiga. Przez 14 dni odprawiał Mszę Świętą w pawilonie muzycznym restauracji ogrodowej Meyera, potem wynajął od Meyera mały domek mieszkalny, który urządził jako kościółek prowizoryczny i wyposażył w najniezbędniejsze przyrządy kościelne. 30 września 1912 r. odbyły się pierwsze wybory do zarządu kościelnego, do którego wybrani zostali: Kierownik szkoły Konstanty Schabig, właściciel cegielni Emanuel Blida, kupiec Paweł Kirschniok, właściciel oberży Alfons Meyer, właściciel domu górnik Piotr Mikuś, górnik Tomasz Salonek i właściciel domu Krystjan Thiel. Tej ilości członków zarządu kościelnego odpowiadała ilość 24 zastępców gminy parafjalnej. Te kościelne korporacje i ich przewodniczący, kuratus parafji, miały do spełnienia ciężkie i wielkie zadanie, co się jednak z czasem udało. Wybrano kolejno aż pięć miejsc pod przyszły cmentarz, lecz wszystkie pertraktacje w tym kierunku nie doprowadziły do skutku, dopiero w jesieni 1913 r. urządzono cmentarz na obecnem miejscu, który w dzień zaduszny 1913 r. został poświęcony. Miejsce to jest wynajęte od fiskusa górniczego na 30 lat dla grzebania zwłok. Ks. Józef, jak widać, nie należał do osób łatwo poddających się i ulegających presji. Potwierdził to w trakcie kolejnych lat zarządzania kuracją w Kończycach (musimy w tym miejscu wyjaśnić, że aż do początku XX wieku miejscowość ta, powstała pod koniec XVIII stulecia, leżała w granicach parafii bielszowickiej).

Knosala_Radzionkow
Ks. Knosała jako proboszcz radzionkowski

         Bielszowicki proboszcz, zmarły w marcu 1911 r. ks. Franciszek Netter, wyraził w testamencie pragnienie odłączenia od parafii dwóch byłych bielszowickich przysiółków – wówczas od dawna już niezależnych gmin: Kończyc i Pawłowa. Procedurę rozdzielenia Bielszowic od Kończyc rozpoczął wiosną 1911 roku, ku niezadowoleniu parafian, tymczasowy administrator parafii ks. Karol Rudzki. W dniu 13 lipca 1911 roku Zarząd Kościelny podjął kroki zmierzające do odłączenia Kończyc pod względem kościelnym, jednakże, jak wspominał ks. Knosała,  dalsze pertraktacje w tej sprawie prowadzono inaczej niż wymagał tego duch pokoju i zgody. Bielszowiczanie odebrali postępowanie administratora jako swoisty zamach na jedność parafii. Kres niesnaskom położyła decyzja kardynała Koppa, który 8 listopada 1911 roku wyznaczył dla Kończyc kuratusa (został nim, jak już wiemy, ks. Knosała).

knosała ksiązka
Monografia „Bielszowice, Kończyce, Pawłów” z 1928 r.

         Wskutek braku pozwolenia władz na dzierżawę terenu pod przyszłą świątynię prace budowlane wstrzymano na trzy lata. Gdy wreszcie w kwietniu 1914 roku zawarto porozumienie i udzielono dzierżawy placu budowlanego na okres 99 lat, termin rozpoczęcia prac przeniesiono niefortunnie na jesień. W ten sposób inwestycję przerwała I wojna światowa. Ks. Knosała zdołał tylko wykupić teren pod przyszły kościół, klasztor i plebanię, wykonać ogrodzenie oraz założyć ogród proboszczowski. W czasie trwania wojny udało się mu urządzić prowizoryczny kościółek, lecz we wrześniu 1918 roku naczelnik gminy Kretschmer nakazał go zamknąć. Uparty kuratus zawarł wtedy umowę z właścicielem restauracji Meyerem, dzięki czemu wierni mogli się tam zbierać na nabożeństwa. Gdy wreszcie Niemcy ogarnął zamęt rewolucyjny, ks. Knosała bez niczyjej zgody przystąpił w kwietniu 1919 roku do budowy świątyni. Ostatecznie poświęcono ją 19 czerwca, w uroczystość Bożego Ciała. Kościółek, który na pamiątkę dnia poświęcenia otrzymał wezwanie Bożego Ciała, powstał bez pozwolenia władz, ale ks. Knosała znalazł dla siebie wytłumaczenie, twierdząc, że: była przecież rewolucja i przytem zupełna swoboda działania dla każdego. Nie pierwszy to już dowód stanowczości ks. Józefa.

            W październiku 1922 roku nasz bohater powrócił do parafii świętego Wojciecha w Radzionkowie, którą jako proboszcz kierował przez kolejne 24 lata. W dekanacie piekarskim przez kilka lat pełnił też funkcję wicedziekana. W okresie międzywojennym zajmował się historią Śląska, czego wynikiem było wiele artykułów (pisanych pod pseudonimem J. Żelejski) i publikacji książkowych, m.in. „Parafia Radzionkowska. Jej dawniejsze i dzisiejsze stosunki”, „Bielszowice, Kończyce, Pawłów. Historyczny zarys”, „Geschichte der Stadt Hindenburg OS.”, „Das Dekanat Beuthen OS. in seinen schlesischen Teil”. Na potrzeby badań sprowadzał z Niemiec literaturę, posądzano go więc o gromadzenie na probostwie w Radzionkowie antypolskich materiałów. Był to początek kłopotów duszpasterza, którego-bezpodstawnie – oskarżano o proniemieckie sympatie.

            Ks. Knosała stanowczo bronił się przed tego typu zarzutami. W 1935 roku wytoczył nawet proces  kierownikom i  nauczycielom szkół powszechnych w Radzionkowie i Tarnowskich Górach. Proboszcz radzionkowski zarzucił im zniewagę, jakiej doznał z ich strony przez posądzenie go o branie udziału w wycieczkach szkół mniejszościowych, utrzymywanie kontaktów z kierownictwem organizacji niemieckich i zwiększenie liczby mszy św. sprawowanych w języku niemieckim. Sąd jednakże nie podzielił stanowiska ks. Józefa i uniewinnił nauczycieli. Proces był szeroko komentowany przez ówczesną prasę. Powyższe fakty i związane z nimi pomówienia miały z pewnością wpływ na losy duchownego  po 1945 roku.

         W trakcie II wojny światowej ks. Knosała znalazł się na niemieckiej liście narodowościowej, Volksliście, (III grupy, co oznaczało, że był dla hitlerowców tzw. autochtonem, czyli, używając ówczesnej terminologii, spolonizowanym Niemcem). Po zakończeniu okupacji hitlerowskiej umożliwiło mu to złożenie deklaracji wierności wobec państwa polskiego. Mimo to państwowy Urząd Repatriacyjny w Tarnowskich Górach 11 stycznia 1946 zwrócił się do kurii w Katowicach z wnioskiem o usunięcie ks. Knosały z probostwa w Radzionkowie. Ksiądz Józef opuścił parafię 18 stycznia 1946. Mieszkańcy Radzionkowa żałowali jego odejścia, jednak ich petycje nie odniosły skutku. Podobny los spotkał byłego bielszowickego proboszcza i znajomego ks. Józefa,  ks. Franciszka Buschmanna, który został wysiedlony z Polski rok później.

         Ks. Knosała zmarł 8 stycznia 1951 w Altenie w Nadrenii Północnej – Westfalii  i tam został pochowany. Jego prace z zakresu historii Górnego Śląska nadal posiadają dużą wartość naukową, czego dowodem jest publikacja „Bielszowice, Kończyce, Pawłów. Historyczny zarys” z 1928 r. – pierwsza monografia naszej miejscowości. We wstępie autor zawarł następujące przemyślenia: Zawsze i wszędzie narzucające się porównanie tego, co było, z tem, co jest, nakłoniło mnie do przestudiowania historii tej okolicy, tem więcej, że byłem w niej zawodowo czynny przez przeszło 10 lat. A ponieważ wola ówczesnego biskupa diecezjalnego ks. kardynała Bertrama i jego delegata na Górnym Śląsku ks. prałata Kapicy mnie z tej okolicy odwołała, chciałbym moim tamtejszym znajomym pozostawić małą pamiątkę. Pamiątka ta, choć nie pozbawiona drobnych potknięć i błędów faktograficznych (o czym już parokrotnie wspominaliśmy), pozostaje prawdziwą kopalnią wiedzy o Bielszowicach.

 

Co 100 lat temu pisał o Bielszowicach „Katolik”?

W II połowie XIX wieku bardzo wzrosło znaczenie prasy codziennej. Na Górnym Śląsku pojawiło się wówczas wiele nowych tytułów, które w mniej lub bardziej radykalny sposób przeciwstawiały się germanizacji i trwającemu kulturkampfowi. Przez wiele lat najpopularniejszym tego typu czasopismem był redagowany przez Karola Miarkę „Katolik”.  Gazeta  ta ukazywała się w latach 1868 – 1931, a jej nakład osiągał  w XIX wieku nawet 10 tys. egzemplarzy.  Przez długi czas „Katolik” cieszył się bardzo dużą poczytnością w Bielszowicach.  

            „Katolik” mógłby posłużyć za wzorzec kroniki towarzyskiej i kryminalnej Bielszowic. Informował o topielcach, wisielcach, pożarach, kradzieżach, morderstwach czy sporach o przysłowiową miedzę. Poziom poszczególnych relacji był bardzo zróżnicowany. Część artykułów irytowała epatowaniem tanią sensacją, wiele „Katolikowych” tekstów stanowi jednak kapitalne (i często jedyne) źródło informacji o naszej miejscowości w tamtym okresie. W końcu 1882 roku bielszowicki korespondent pisma przykładowo alarmował: Bielszowice pod Wirkiem. W nocy z 10go na 11go bm. [listopada] włamali się złodzieje do tutejszego kościoła katolickiego i dopuścili się ciężkiej kradzieży. Rozbili ciężką skrzynię dębową, zamknięta na trzy kłódki (zamki) i zabrali z niej 3 funty i 29 łut, ciężką monstrancyę srebrną, po części pozłacaną, na której mieści się napis: „Reiski de Reiski 1725”. I skarbonkę rabusie rozbili – lecz tu prawdopodobnie mało się obłowili.  Wzrost przestępczości był jednak tylko chwilowy, niebawem w wiosce porządek zaprowadził bowiem bezkompromisowy stróż prawa, Galda. W 1885 r. „Katolik” opublikował w związku z tym następujący artykuł: Nasz nowy amtowy p. Galda dzisiaj odebrał koncesyę do szynku niejakiej wdowie Burczykowej […]. Dziękujemy p. amtowemu za te dobre czyny, bo te knajpy nic dobrego nie przynoszą, niejednego gospodarza o majątek przywodzą, a niejedną familię do nieszczęścia. Kieby tyle knajpów albo szynków nie było, to też ani tyle pijaków i złodzieji by nie było. Jak słyszymy, to p. Galda jeszcze chce kilka takich knajpów w obwodzie amtowym skasować, bo ma od zwierzchności wielką podporę, i jest z rejencyi w Opolu tu na to posłany. Niech mu Pan Bóg na to dopomoże. Żandarma wyróżniała nie tylko skrupulatność w egzekwowaniu przepisów, ale także bogobojność – oto dalszy ciąg relacji zamieszczonej w  „Katoliku”: Jak już człowiek teraz do amtu albo do kancelaryi wstąpi, to widzi każdy, iże z Bogiem wszystko amtowy robi, bo najprzód kupił krzyż i świeczniki żelazne, i świece,  czego pierwej nie było. Bardzo pikantna jest też relacja z roku 1889:  Pan Bóg nakazał 6 dni pracować, a 7-my święcić. Ci jednak nie święcą niedzieli, którzy po karczmach hulają – przeciwnie, może w tym dniu więcej sił utracą, aniżeli przez 6 dni pracy, a z pewnością więcej grzechów popełnią.  Od dawna nie mieliśmy tu żadnych balów. Aż oto w niedzielę 11-go bm. urządzono zabawę w karczmie, należącej do innowiercy, bo w naszej wsi katolicy szynkowni nie mają. Więc bawiono się tam późno w noc, a gdy tanecznicy i tanecznice rozchodzili się do domu, bardzo między nimi były sprośne rozmowy i żarty. Hałas, który wyprawiali, zbudził mnie ze snu i stąd wiem, co tam gadali. Ojcowie i matki, strzeżcie wasze dzieci przed takiemi nocnemi zabawami. Uczęszczanie do karczmy jest dla każdego złem. Artykuł wieńczy barwna opowieść o tym, jak to pewnego razu w Bielszowicach diabeł tłumaczył wędrowcowi, dlaczego miast w karczmie  woli siedzieć na jej progu wabiąc przechodniów. Zdziwionemu rozmówcy wyjaśnił: O tych, którzy tam hulają, nie mam już strachu, już moi. Chodzi mi o zwabienie innych do karczmy! Ta typowa „Katolikowa” opowiastka wpisywała się w prowadzoną wówczas na Śląsku akcją abstynencką. Bardzo ciekawy jest też jeden z artykułów z 1883 roku na temat rozbiórki dawnego kościoła: W poniedziałek 18go rano [czerwca 1883 r.] zaraz się kościół rozbierało.  Drzewo grube było na 18 cali a zdrowe, iże jeszcze 100 lat mogło wytrwać. Kiedy posadzkę odkrywano, znajdli grób a w nim było 5 trumien, 3 wielkie i 2 małe. W jednej małej trumnie był trup małego dziecka za zasłoną na twarzy i w jedwabnych szatkach, ale całkiem czarne było wszystko i się rozleciało. Co to za zmarli, nie było nigdzie napisane, tak wszystko pozostało jak było, bo nowy kościół naokoło starego będzie budowany. W 1888 roku poinformowano z kolei o powstaniu w Bielszowicach Kasy Raiffeisena: W niedzielę 26. lutego [1888 roku] po nieszporach odbyło się tu w lokalu p. Buczyka zgromadzenie parafian bielszowickich, na które i kilku obywateli z sąsiednich parafii przybyło, aby się zapoznać z celem zgromadzenia. Po zagajeniu posiedzenia przemówił p. Zborek z Rozbarku w żywych i przekonywujących słowach o znaczeniu śląskiego Związku włościańskiego i o Spółce pożyczkowej Raiffeisena, zachęcając obecnych do licznego przystępowania do tak użytecznych stowarzyszeń. Widać, że słowa mówcy padły na żyzną rolę, bo się przeszło 40 parafian dało zapisać do Związku Włościańskiego, a ponad 50 przystąpiło do Spółki pożyczkowej i oszczędności. […] Daj Boże, żeby dzieło to, któreśmy po zwalczeniu wielu trudności nareszcie do skutku doprowadzili, posłużyło nam i potomkom naszym do polepszenia doli naszej. Lecz potrzeba wytrwałości.  W styczniu 1892 roku „Katolik” donosił natomiast o zawiązaniu się specjalnego komitetu, którego celem było odnowienie dawnego przydrożnego krzyża: W parafii tutejszej, istniejącej już od stu lat, znajdował się przez długie lata przy drodze w pięknem miejscu krzyż z wizerunkiem Pana Jezusa. Z czasem skutkiem wpływu powietrza drzewo zbutwiało i obaliło się, tak że po niem teraz nie ma znaku, zostało tylko miejsce, gdzie przedtem stał. Ponieważ jest powinnością każdego katolika o tego rodzaju widocznych oznakach wiary świętej pamiętać, przeto utworzył się komitet, który postanowił w tem samem miejscu postawić nowy krzyż marmurowy, i w tym celu prosi o łaskawe datki. Imię każdego, kto złoży ofiarę na ten cel, będzie w książeczce zapisane i pomiędzy kościelnemi pismami zachowane. Składki te zbierać będzie p. August Hoffmann z Bielszowic.

Katolik_11
Winieta „Katolika” z 1887 r.

            Szczyt popularności „Katolika” przypadł na lata powstań śląskich i plebiscytu (nakład pisma wyniósł wówczas rekordowe 22 tys. egzemplarzy).  Pismo wspierało stronę polską i informowało na bieżąco o niezgodnych z prawem poczynaniach Niemców. W 1921 roku, na krótko przed plebiscytem, zamieszczono taką oto relację: Co by się działo z nami w razie nieszczęścia przyłączenia Górnego Śląska do Niemiec, możemy wiedzieć, chociażby z takiego faktu. Oto w naszej wiosce kupiec p. Pieczka otrzymał następujący list bezimienny: „Du polnischer Hund, nach der Abstimmung kannst Du und Dein Gesindel die Knochen von Euch auf der Strasse zussamen klauben.; Du Polnischer Agitator, der Du hier Menschenleben auf der Gewissen hast. Korfanty kann zusehen, wo er dann unterkommt. Deutsch bleibt Oberchlesien!”. I oto taki list piszą do Bogu ducha winnego p. Pieczki, który jest tylko kupcem, spokojnie się trudni swoim handlem i nigdzie nie występuje publicznie.

katolik pleb
„Katolik”  z marca  1921 r. zawierający wyniki plebiscytu

            Jak już zaznaczono, „Katolik” bywał też pismem skupionym na bardziej przyziemnych sprawach.  Wdowa Marya Janoszowa zapalała w piecu ogień przy pomocy nafty. Płomień zajął także naczynia z naftą, wskutek czego nastąpiła eksplozja i Janoszową śmiertelnie oparzyło. Wśród strasznych męczarni i bólów zmarła nieszczęśliwa w szpitalu górniczym – można było przeczytać w relacji z roku 1882. Pożary były w tamtym okresie prawdziwą zmorą Bielszowic, o czym zaświadcza kolejny tekst – tym razem z roku 1884: Bielszowice. O godzinie 10. wieczorem wypaliła się chałupa należąca dwom gospodarzom, którzy nie byli ubezpieczeni. Chociaż ogień daleko było widać, żadna sikawka nie przybyła, osobliwie dziwujemy się, że z Wirku, chociaż blisko i dobra droga bita, nie było nikogo tylko jeden od ognia. Zaborze blisko, ale nie ma drogi, boby musieli milę objechać, i chociaż ogień widzieli, nie mogli na pomoc jechać ani bronić. Ani z Paulsdorfu [Pawłowa] nie mają drogi, a jednak zdążyli do ognia. Przyczyny ognia nie wiemy. Zgorzało wszystko […] i też dużo sprzętu. Tego typu nieszczęścia przyczyniły się do założenia w Bielszowicach Ochotniczej Straży Pożarnej w 1886 roku.

            Pod koniec lat 20. popularność „Katolika” zaczęła maleć. Jego sukcesorem został wydawany od 1923 r. w efektownej szacie graficznej „Gość Niedzielny”, który w latach 30. miał w Bielszowicach blisko pół tysiąca stałych abonentów.