Na początku był Turnverein

Kilka miesięcy temu zamieściliśmy artykuł poświęcony Towarzystwu Gimnastycznemu „Sokół” – jednej z najbardziej zasłużonych bielszowickich organizacji sportowych i narodowych. Wbrew powszechnej opinii, nie było ono jednak pierwszym stowarzyszeniem promującym w naszej miejscowości kulturę fizyczną. Początki bielszowickiego sportu sięgają bowiem przełomu XIX i XX wieku.

            Duże zasługi w promocji kultury fizycznej położyła kopalnia „Bielszowice”, pod auspicjami której działało Towarzystwo Gimnastyczne  (Turnverein), a także Klub Kręglarski (Kegelklub) i Klub Sportowy (Spielverein). Z zachowanych informacji wynika, że wymienione bractwa dysponowały profesjonalnym zapleczem sportowym. Ze względu jednak na ewidentnie  niemiecki charakter, cieszyły się umiarkowaną sympatią mieszkańców. Mimo to nie mogły narzekać na brak uczestników, bowiem ich filie działały w miejscowych szkołach, gdzie nad rekrutacją młodzieży czuwali niemieccy nauczyciele.

turnverein
Nie zachowały się fotografie bielszowickiego Turnvereinu. Na zdjęciu podobne zrzeszenie działające na początku XX wieku we Wrocławiu.

            Za właściwy początek zorganizowanej działalności sportowej  w Bielszowicach można uznać wydarzenie z marca 1905 roku, kiedy to w restauracji Grünpetrea w Busmarckhütte (późniejszym Chorzowie Batorym) odbyło się I walne zgromadzenie uczestników akcji Volks und Jugendspiele (czyli Gier ludowych i młodzieżowych) okręgu biscmarckhuckiego, na którym obecny był także przedstawiciel Bielszowic. W lipcu 1909 roku, podczas X Niemieckiego Kongresu Volks und Jugendspiele w Gliwicach, odnotowano obecność bielszowickiego Spielvereinu oraz reprezentacji Szkół I, II i III. Zawody zorganizowano z niebywałym jak na tamte czasy rozmachem (na starcie stanęło 230 ekip). W ciągu pięciu dni rywalizacji rozegrano biegi z przeszkodami, zawody pływackie, rzut piłką na sznurku (Schleuderball), zawody gimnastyczne, turniej palanta, meczy piłki nożnej i wiele innych. Członkowie Towarzystwa Sportowego przystąpili do zmagań w fistballu (pięstówka, niem. Faustball) i  tamburello (niem. Tamburinball), jednak nie zanotowali sukcesów. Lepiej wypadła młodzież szkolna startująca w tamburello, fistballu i rozgrywkach palantowych, uzyskując wyróżnienia.

29b99483-3a42-4b61-98ed-08264cf949e8
Zawody w Gliwicach w 1909 roku z udziałem bielszowickich sportowców.

            Niemieckie organizacje funkcjonowały do chwili podziału Górnego Śląska, a przedtem, jak np. Turnverein,  aktywnie wspierały stronę niemiecką w trakcie kampanii plebiscytowej. Schyłek I wojny światowej dał Polakom okazję do rozwinięcia podobnej aktywności, czego rezultatem było utworzenie w Bielszowicach gniazda „Sokoła” w lutym 1919 roku. Rok później towarzystwo liczyło już 60 członków – 45 mężczyzn i 15 kobiet. Koncepcja koła, opracowana przez jego założycieli Franciszka Jarczyka i Ryszarda Grzesioka zakładała, że do chwili rozstrzygnięcia kwestii przynależności Górnego Śląska aktywność sportowa pozostanie na drugim planie, tworząc swego rodzaju parawan dla działalności narodowej. „Sokół” nie był jednak polityczną atrapą, a jego dzieje zasługują na szersze omówienie.  Można je podzielić na dwa etapy. W pierwszym, trwającym od 1919 do 1922 roku, organizacja stanowiła przede wszystkim bazę POW, a większość jej członków brała czynny udział w walkach powstańczych. Oczywiście druhowie uczestniczyli też regularnie w zajęciach sportowych i zawodach (ćwiczenia – za zgodą kierownictwa kopalni – odbywały się  w cechowni i parku kopalnianym; jak już wspomniano, korzystano ze sprzętu niemieckiego Turnvereinu).  Organizacja odgrywała także istotną rolę na polu kulturalnym propagując teatr amatorski.

sokoły1
Członkowie bielszowickiego gniazda sokolego w latach 30. XX w.

            Po niepowodzeniu pierwszego powstania śląskiego, pod wpływem  narastającego terroru niemieckich bojówek podjęto decyzję o czasowym zawieszeniu aktywności gniazda (odrodziło się w listopadzie 1919 roku). W trakcie drugiego powstania członkowie „Sokoła” zajmowali się m. in. pieczętowaniem przepustek wydawanych osobom udającym się w podróż. W okresie poprzedzającym plebiscyt miejscowi „Sokoli” pomagali w organizacji wieców, zabezpieczali też polskie imprezy na terenie Bielszowic i okolicy. Prenumerowano czasopismo „Orędzie Sokole”.

            Pod względem administracyjnym bielszowickie gniazdo należało początkowo do V Okręgu (Zabrskiego), potem do Okręgu XII, a po reorganizacji struktur wojewódzkich w 1927 roku do Okręgu XIII z siedzibą w Rudzie.  Następnie w latach 30. przeniesiono je w obręb Okręgu I (Nowobytomskiego). Druhowie regularnie uczestniczyli też w sokolich zlotach. Przykładowo: w zawodach zorganizowanych 17 października 1920 roku w Zabrzu 16 reprezentantów bielszowickiego gniazda wzięło udział w ćwiczeniach wspólnych,  6 w ćwiczeniach z lancą,  10 druhen przystąpiło do ćwiczeń z obręczą, nie było natomiast chętnych do ćwiczeń z ciupagą.  

sokoły5
Gimnastycy bielszowickiego „Sokoła” podczas ćwiczeń.

            Po 1922 roku aktywność bractwa wyraźnie zmalała.           Renesans bielszowickiego gniazda nastąpił po 1928 roku. Na jego czele stanął wówczas naczelnik gminy Antoni Olszowski. W czerwcu 1928 roku odrodzony „Sokół” uczestniczył w Zlocie i Zawodach Sokolstwa Dzielnicy Śląskiej zorganizowanych w Królewskiej Hucie. Dwudniowa impreza, z udziałem około 500 sportowców reprezentujących dziewięć śląskich okręgów, rozpoczęła się nabożeństwem odprawionym przez pochodzącego z Bielszowic prezesa Towarzystwa Czytelni Ludowych ks. Stefana Szwajnocha. „Sokoli” wzięli następnie udział we wspólnych ćwiczeniach młodzieży żeńskiej w trzech obrazach w takt muzyki, zabawach i igrzyskach w zastępach i   ćwiczeniach wolnych młodzieży męskiej.

            W latach 30. kolejnymi prezesami koła byli Stanisław Machnik i Herbert Weszka, funkcję naczelnika pełnił Jerzy Potyka. Według stanu z 31 grudnia 1932 roku „Sokół” liczył 52 członków, trzy lata później zaś – 120. Przy organizacji nadal działała sekcja żeńska. Uprawiano lekkoatletykę, gimnastykę systemową, strzelectwo i koszykówkę. W sierpniu 1935 roku odbyła się uroczystość nadania bielszowickiemu gniazdu sztandaru.  W ramach koła działał w tym czasie jedyny w skali Okręgu I zespół mandolinistów. Członkowie gniazda byli natomiast krytykowani za nieprenumerowanie „Sokoła na Śląsku”.  W 1938 roku odnotowano, że gniazdo, złożone z 24 druhów, 8 druhen, 24 młodzieżowców i 13 członków młodocianych (tzw. dorostu),  prowadziło dodatkową sekcję strzelecką. Treningi gimnastyczne odbywały się w kopalnianej cechowni.

            Towarzystwo zostało rozwiązane jesienią 1939 roku. Wielu byłych działaczy „Sokoła” wzięło udział w kampanii wrześniowej, a następnie było represjonowanych przez władze hitlerowskie.

            Sukcesy sportowe odnotowywały także inne bielszowickie organizacje młodzieżowe. Bardzo dobre wyniki w strzelectwie uzyskiwali reprezentanci Oddziału Młodzieży Powstańczej, dysponujący znakomitym zapleczem i własną strzelnicą. Klub bielszowickiej OMP powstał 8 lutego 1932 roku. Działały w nim sekcje: kolarstwa, lekkoatletyki, koszykówki, szachów, strzelecka i tenisa stołowego. Bardzo szybko rosła liczba uczestników towarzystwa – ze 36 do 147 w samym tylko roku 1933. W zawodach o mistrzostwo Komendy Głównej Związku Powstańców Śląskich w 1939 roku drużynowo uplasowali się na drugim miejscu. Indywidualnie drugi by Robert Błaszczyk, a trzeci Paweł Kozok. Reprezentanci sekcji lekkoatletycznej bielszowickiego OMP przystępowali do zawodów i meczów lekkoatletycznych. W 1936 roku, przykładowo, ulegli OMP Chorzów  43:57. W tym samym roku sekcja szachowa wywalczyła złoty medal w Mistrzostwach Oddziałów Młodzieży Powstańczej na Śląsku. W 1937 roku medale indywidualnie zdobyli: Szyma (skok wzwyż), Weszka (skok o tyczce) i Góralczyk (szachy). W 1938 roku w skoku wzwyż bezkonkurencyjny okazał się inny reprezentant bielszowickiego OMP, Urbanek.

            Na początku 1920 roku zadecydowano o utworzeniu kolejnego towarzystwa sportowego pod nazwą „Jastrząb”, któremu politycznego wsparcia udzielił bytomski Komisariat Plebiscytowy. Trudno dziś ustalić, kto był inicjatorem powstania klubu, jednak wiele wskazuje na ówczesnych działaczy POW i „Sokoła”: Mikołaja Pośpiecha, Izydora Botora, Franciszka Jarczyka, Edmunda Kuszkę, Ryszarda Grzesioka i Piotra Szygułę. Pierwszy mecz piłkarski z udziałem „Jastrzębia” odbył się w Makoszowach 29 czerwca 1920 roku. W składzie znaleźli się: Paweł Cop, Jerzy Depta, Teofil Ficek, Konrad Gniazdowski, Edmund Kuszka, Herman Kurek, Emanuel Mucha, Franciszek Mucha, Alojzy Otrząsek, Franciszek Przybyła i Jan Suchan.

7caade69-bac1-4ac8-bfdd-5d1357fdee0a
Najstarsze pieczęcie „Zgody” z początku lat 20. XX w.

            W związku z dużą liczbą nowo powstałych klubów sportowych na Górnym Śląsku, 8 sierpnia 1920 roku zwołano do Bytomia Zjazd Okręgowy Górnośląskiego Związku Piłki Nożnej. Okręgi podzielono na 12 obwodów. W składzie 12. obwodu (zabrskiego) figuruje m. in. „Jastrząb” Bielszowice. Prezes Związku, Edmund Grabianowski, został niebawem głównym zawiadowcą kopalni „Bielszowice”, co stanowiło dla bielszowickich sportowców nie lada atut. Przełomowy z punktu widzenia rozwoju zrzeszenia okazał się rok 1922, kiedy to na mocy fuzji „Sokoła” i „Jastrzębia” powstało Towarzystwo Kulturalno – Oświatowe, Teatralno – Muzyczne i Sportowe „Zgoda” Bielszowice. Jego przedwojenne dzieje omówimy w jednym z kolejnych artykułów.

Burzliwe losy biblioteki księdza Niedzieli

Pięć lat temu  kilka czołowych polskich dzienników i czasopism  (m. in. „Gazeta Wyborcza” i tygodnik „Newsweek”) poinformowało o spektakularnym wyniku aukcji antykwarycznej zorganizowanej w Warszawie. Biblioteka Narodowa nabyła wówczas jedyny istniejący rękopis „Wiernej rzeki” Stefana Żeromskiego. Wartość dzieła oszacowano na, bagatela, 240 tysięcy złotych. W okresie międzywojennym posiadaczem owego „białego kruka” był bielszowicki proboszcz i patron naszego Koła, ks. Józef Niedziela. Co wiemy o jego księgozbiorze?

            Na początek kilka słów wyjaśnienia. Ks. Niedziela był nie tylko charyzmatycznym kapłanem, rzutkim społecznikiem i działaczem narodowym,   ale również miłośnikiem sztuki, pasjonatem hinduskiej (!) filozofii i cenionym bibliofilem. Z pewnością zasługuje na miano największego bielszowickiego intelektualisty okresu międzywojennego. Dziś poszukamy odpowiedzi na pytanie, kto zaszczepił w nim literacką  pasję. Trop prowadzi do dwóch osób.

CHRÓŚCINA_z-lotu-ptaka
Rodzinna miejscowość ks. Niedzieli, Chróścina, z lotu ptaka.

            Ks. Józef wywodził się z prostej, chłopskiej rodziny.  Cechowała ją ogromna religijność, a także patriotyzm, który starał się zaszczepić swym dzieciom Antoni Niedziela. Ojciec naszego bohatera był postacią nieprzeciętną. W rodzinnej Chróścinie cieszył się wielkim poważaniem. Przewodniczył (jako kantor, czyli śpiewak) parafialnym pielgrzymkom do polskich sanktuariów, skąd sprowadzał gazety, czasopisma, modlitewniki i książki, które potem rozprowadzał  po okolicy.    Ks. Józef pomagał ojcu w tej ryzykownej  działalności (pamiętajmy o szalejącej wówczas  germanizacji i surowych karach nakładanych przez władze na polskich działaczy). Antoni Niedziela nawiązał bardzo szeroką sieć kontaktów, między innymi z kręgiem krakowskich akademików (ks. Józef wykorzysta je później prowadząc własną działalność konspiracyjną). Wraz z żoną, Franciszką, dbał o podtrzymanie w domu ducha polskości – służyć temu miały codzienne wspólne modlitwy oraz czytanie dzieł narodowej klasyki (z zachowanych przekazów wynika, iż późniejszy bielszowicki proboszcz żywił największy szacunek do twórczości Stanisława Wyspiańskiego; w jednym ze swych pierwszych artykułów sparafrazował słowa wieszcza: „Polska to wielka rzecz-podłość odrzuć precz!, pochodzące z „Wesela”).

rodzice niedzieli
Rodzice ks. Niedzieli: Antoni i Franciszka

            Z pewnością więc zamiłowanie do literatury wyniósł ks. Niedziela z rodzinnego domu. Kto wie jednak, czy nie większe znaczenie miało dlań nawiązanie bliskich relacji ze stryjem ks. Michałem Przywarą, który udzielał Józefowi swego rodzaju korepetycji przed jego wstąpieniem do opolskiego (a po czasie – wrocławskiego) gimnazjum. Czynił to nad wyraz skutecznie, bowiem nasz bohater rozpoczął naukę nie od szóstej, lecz czwartej klasy (w pruskich szkołach najmłodszą była klasa szósta, a ostatnią – klasa pierwsza). Ksiądz Przywara był przy tym kimś więcej niż jedynie „korepetytorem”.  Pełnił rolę mentora, duchowego i życiowego przewodnika dorastającego Józefa.  Jego dziś już nieco zapomniany dorobek zasługuje  na przypomnienie.

800px-Wroclaw_Ossolineum_skrzydlo_poludniowe
Budynek dawnego gimnazjum św. Macieja we Wrocławiu, do którego w latach 1906-1908 uczęszczał ks. Niedziela. Obecnie siedziba Zakładu Narodowego im. Ossolińskich.

Michał Przywara urodził się w 1867 roku w Polskiej Nowej Wsi w powiecie opolskim. W wieku czternastu lat trafił do gimnazjum w Opolu, gdzie dał się poznać z wielkiej pilności i sumienności. Dzięki tym cechom udało mu się uzyskać stypendium i obniżenie czesnego, co zważywszy na trudną sytuację materialną jego rodziny miało niemałe znaczenie. W wieku 23 lat, w 1890 roku zdał egzamin maturalny i rozpoczął studia teologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim. Znalazł się wśród  założycieli Wissenschaftlicher Verein Oberschlesischer Studenten, czyli Towarzystwa Naukowego Akademików Górnoślązaków. W 1894 roku  ks. Przywara przyjął święcenia kapłańskie. Wkrótce poważnie zaniemógł i już do końca życia zmagał się z ciężką chorobą serca. Nie zaniechał jednak dalszych poszukiwań. Odtąd każdą wolną chwilę poświęcał badaniu śląskiej mowy, czyniąc to w nieszablonowy sposób. Zwyczajem ks. Michała stały się wielogodzinne wędrówki po Śląsku i przysłuchiwanie się miejscowym opowiadaniom, pieśniom i klechdom. Zebrał w ten sposób imponującą ilość materiału, który, niestety, uległ w dużej mierze rozproszeniu podczas II wojny światowej. Jeszcze w czasie trwania studiów opracował słownik śląski składający się z kilkunastu tysięcy haseł, gromadził pieśni ludowe, bajki i przysłowia. W roku 1897 ks. Przywara otrzymał nominację na stanowisko proboszcza w parafii w Nowej Wsi Książęcej w powiecie sycowskim. Pracował tam aż do swej śmierci w roku 1906. Często wówczas podróżował (także tę pasję odziedziczył po stryju ks. Niedziela), między innymi w roku 1900 zwiedził Włochy, rok później zaś Ziemię Świętą, Egipt, Grecję i Turcję. Swoje wrażenia zawarł w pracach Moja podróż do Rzymu oraz Moja podróż na Wschód. Nadal prowadził prace terenowe i badawcze nad dialektami śląskimi. Za jeden z głównych celów uznał wykazanie germanizatorom, iż mowa Górnoślązaków jest rdzennie polska. Walczył też o prawo do prowadzenia zajęć religii w języku polskim.

przywara
Mistrz ks. Niedzieli, ks. Michał Przywara (1867-1906)

Śmierć ks. Przywary w październiku 1906 roku była dla Józefa Niedzieli trudnym doświadczeniem. Przejmujące wrażenie wywarła zapewne na nim  ceremonia pogrzebowa, w której wzięło udział 33 duchownych. Już jako kapłan, w 1917 roku w jednodniówce „Ze Śląska Polskiego” ks. Józef zamieści pełne egzaltacji wspomnienie pośmiertne stryja, dziękując mu za wkład w wychowanie. Napisze wówczas: Chłopak wiejski, zanim się nauczy języka niemieckiego tak dobrze, żeby mógł zostać przyjęty do gimnazjum, musi przejść niemal całą szkołę elementarną. Jest z tego powodu zwykle za stary dla najniższej szkoły gimnazjalnej, przyjmującej z reguły chłopców od lat 9 – 12. W przeciągu roku udawało się ks. Przywarze przygotować chłopaków 13 lub 14 – letnich do trzeciej, czwartej, często nawet do piątej klasy gimnazjalnej. Dawał tę naukę zupełnie darmo, a nawet chłopców podczas studiów pieniędzmi wspierał. W ten sposób umożliwił wielkiej liczbie chłopców studya. Spodziewał się, że jego uczniowie później odwdzięczą się za to w ten sposób, iż będą przykład jego naśladować i każdy przynajmniej jednemu chłopcu utoruje drogę do wyższego wykształcenia. Warto dodać, że Józef dotrzymał słowa danego umierającemu stryjowi i mistrzowi. Pomagał  młodszym braciom – Janowi, Marcinowi i  Wincentemu, przygotować się do nauki gimnazjalnej. Jego zaangażowanie w działalność narodowościową mobilizowało młodsze rodzeństwo do podobnej aktywności (wszyscy synowie Antoniego Niedzieli brali czynny udział w powstaniach śląskich; Marcin został ciężko pobity przez niemieckie bojówki i do końca życia chorował).

Gonies-800x445
Winieta „Gońca Śląskiego”, którego udziałowcem był ks. Niedziela. Proboszcz zasiadał też w radzie nadzorczej pisma.

            Od początku swej duszpasterskiej posługi ks. Niedziela propagował wśród wiernych – zwłaszcza młodzieży – czytelnictwo. Należał do grona współzałożycieli oraz działaczy „Towarzystwa Oświaty na Śląsku im. św. Jacka”, „Koła Pisarzy Katolickich na Śląsku” i  „Śląskiego Związku Akademickiego”. Kierował krótko Księgarnią i Drukarnią Katolicką w Katowicach, zaś w latach 20. był nawet udziałowcem  czasopisma „Goniec Śląski”. Opublikował wiele ciekawych artykułów, w których poruszał zarówno kwestie religijne, jak i polityczne czy społeczne (jego teksty ukazywały się m. in. w „Głosach znad Odry”, „Polskim Czerwonym Krzyżu”, „Gwiazdce Cieszyńskiej” i „Katoliku”). Zaledwie kilka miesięcy po objęciu bielszowickiego probostwa,  jesienią 1929 roku, doprowadził do otwarcia w Bielszowicach nowej siedziby „Towarzystwa Czytelni Ludowych” (istniejącego od 1919 roku). Jako proboszcz wspomagał materialnie organizację, doradzał np.  przy zakupie książek. Jego staraniem każde bractwo parafialne (było ich przed wojną blisko dwadzieścia!) posiadało własną biblioteczkę, a niekiedy –  pracownię introligatorską. Najwspanialsza była jednak prywatna biblioteka ks. Józefa.

otwarcie TCL z Niedzielą

TCL budynek
Budynek Towarzystwa Czytelni Ludowych (TCL) w Bielszowicach poświęcony przez proboszcza Niedzielę 6 października 1929 roku.

           Trudno oszacować liczebność prywatnego księgozbioru proboszcza Niedzieli. Istnieją na ten temat różne przekazy, w których często górę bierze fantazja osób mających ongiś okazję podziwiać go na własne oczy. Podobne biblioteki nie były wówczas rzadkością. Pamiętajmy, że ówcześni śląscy duchowni – w większości absolwenci renomowanego Wydziału Teologii Uniwersytetu Wrocławskiego – należeli do ścisłej elity intelektualnej regionu. Niektórzy, jak np. bliski znajomy bielszowickiego proboszcza  ks. Emil Szramek, posiadali imponujący dorobek pisarski i naukowy. Tego pokroju erudytą był też ks. Józef. Biblioteka była dla niego mistyczną samotnią. Eremem, w którym się modlił, odpoczywał, pracował, kontemplował. Miejscem, gdzie poza zasięgiem ciekawskich oczu mógł się do woli delektować wirtuozerią piór, maestrią pędzli i dłut. Może owe antyki – dziś rozproszone po wielu prywatnych kolekcjach – powiedziałyby coś więcej na temat tego niepospolitego kapłana, naprowadziły na jakiś trop, pomogły zajrzeć w jego wnętrze – bo tam, a nie na zewnątrz, jest prawdziwa przygoda?

szramek
Błogosławiony ks. Emil Szramek (1887-1942)

           Dysponujemy jedynie szacunkowymi danymi na temat wielkości prywatnych bibliotek będących własnością śląskich księży. Księgozbiór ks. Szramka  liczył  10 tysięcy pozycji, liczne zbiory posiadali również: biskup katowicki Arkadiusz Lisiecki, a także księża Jan Kudera (który na początku XX wieku duszpasterzował w Bielszowicach, skąd został usunięty za wygłaszanie polskich haseł), Józef Londzin, Władysław Robota, Aleksander Skowroński i Jan Osiewacz. Ile książek znajdowało się w bibliotece ks. Niedzieli? Tu też skazani jesteśmy na domysły, z całą pewnością jednak mówimy o kilku tysiącach książek i rękopisów. Zwyczajem innych proboszczów ks. Niedziela okazjonalnie udostępniał swe zbiory parafianom. Jak zapamiętał były parafialny organista Ludwik Kowalczyk, Ks. Niedziela posiadał dużą bibliotekę z książkami wszelkiego rodzaju. Jego najlepszym czasem był czas czytania książek lub oglądania antyków, obrazów, których bardzo wiele posiadał. Z kolei ks. Lucjan Moroń, autor niezwykle cennego szkicu biograficznego ks. Niedzieli opartego niemal wyłącznie na wspomnieniach osób z nim współpracujących, odnotowuje, iż na bielszowickiej plebanii gościli nawet antykwariusze z Warszawy. Ten sam autor odpiera jednocześnie zarzuty – jak to określa: do dziś niezamilkłych konfratrów, jakoby ks. Niedziela poprzez nadmiar innych zadań zaniedbywał w Bielszowicach swe duszpasterskie obowiązki. Wynika z tego, że bibliofilska pasja ks. Niedzieli nie wszystkim się podobała; w okresie wielkiego kryzysu ekonomicznego lat 30. tego typu „ekstrawagancje” mogły być uważane za przejaw zbytku. Krytycy proboszcza najwyraźniej zapominali jednak o licznych inicjatywach ks. Józefa na polu dobroczynności, takich jak założenie Towarzystwa do Walki z Gruźlicą, otwarcie kilku sierocińców oraz noclegowni dla bezdomnych, wreszcie – sanatorium dla dzieci gruźliczych i skrofulicznych  w Rabce.

274754
Bielszowicka plebania, na której do początku lat 50. znajdował się księgozbiór ks. Niedzieli.

          Po II wojnie światowej biblioteka ks. Niedzieli  (oraz  imponująca kolekcja rzeźb, obrazów i antyków) uległa rozproszeniu. W 1951 roku została sprzedana przez ówczesnego proboszcza, ks. Walentego Piaskowskiego, który działał w porozumieniu z rodziną ks. Niedzieli. W Archiwum Archidiecezjalnym w Katowicach zachowała się notatka stwierdzająca, iż Ksiądz Piaskowski i p. Niedziela z Bielszowic […] oferują kupno biblioteki po śp. ks. Niedzieli.  Chodziło zapewne o jedynego żyjącego wówczas brata proboszcza, Wincentego, który  powrócił w tym czasie z Wielkiej Brytanii do Polski. Kuria sugerowała sfinalizowanie transakcji we współpracy z Księgarnią św. Jacka. Niewykluczone, że ówczesny proboszcz uzyskał zgodę rodziny swego poprzednika, by część zysków przeznaczyć na rzecz planowanej wówczas budowy nowego bielszowickiego kościoła (do której jednak nie doszło). Brak źródeł uniemożliwia ustalenie finału sprawy. Nie ulega jednak wątpliwości, że część księgozbioru została sprzedana. W  antykwariatach do dziś trafiają się bowiem pojedyncze egzemplarze opatrzone stemplem: Księgozbiór Ks. Józefa Niedzieli  (posiadaczką jednego z nich, Moliera Tadeusza Boya-Żeleńskiego, jest Pani Mirella Siedlaczek-Mikoda).

rzeka
Rękopis „Wiernej rzeki” Żeromskiego należący kiedyś do ks. Niedzieli. W 2013 roku został sprzedany za 240 tys. złotych.

           W tym miejscu powracamy do najbardziej spektakularnego bibliofilskiego odkrycia  związanego z ks. Niedzielą. W grudniu 2013 roku na aukcji zorganizowanej przez warszawski Antykwariat Lamus wystawiono na sprzedaż – uważany dotąd za nieistniejący bądź zaginiony – kompletny rękopis „Wiernej rzeki” Stefana Żeromskiego z 1912 roku. Oprawiony w półskórek z epoki, na wyklejce posiadał pieczęć własnościową stwierdzającą, iż znajdował się w księgozbiorze ks. Józefa Niedzieli, działacza śląskiego, zamordowanego przez Niemców w Dachau w 1942 roku. O wydarzeniu informowały szeroko polskie media, a najdalej w interpretacjach posunęła się „Gazeta Wyborcza” sugerując, że W okresie międzywojennym Żeromski mógł przekazać „Wierną rzekę” księdzu Józefowi Niedzieli, znanemu zbieraczowi rękopisów, a jednocześnie działaczowi śląskiemu i społecznikowi.  Są to jednak tylko spekulacje. Ciekawszym wydaje się pytanie, ile podobnych  „białych kruków” było ongiś własnością współtwórcy śląskiego Czerwonego Krzyża?  Tego być może nie dowiemy się już nigdy.

niedziela ksiązka
Jedna z książek należących do ks. Józefa Niedzieli.

            Książka była obecna w życiu ks. Józefa niemal do ostatnich chwil życia. Podczas pobytu w Dachau proboszcz nie rozstawał się z brewiarzem, który służył mu też za notatnik. Jeden ze współwięźniów wspominał:  Ks. proboszcz bielszowicki, jakkolwiek w sile wieku – liczył bowiem 52 lata – z ogromnym wysiłkiem woli i hartu ducha znosił ciężkie warunki obozowego życia. Dość częste stany fatalnej depresji wewnętrznej, o której w cichości serca zwierzał się tylko najlepszym [przyjaciołom], pogarszały z każdym miesiącem, z każdym niemal dniem jego zdrowie, powodowały powolne otępienie woli, przekreślając tym samym nadzieję na przetrwanie. „Nieraz się wstydzę sam przed sobą – zapisał ołówkiem w brewiarzu – że jeszcze tyle we mnie zewnętrznego świata i że mi nieraz z trudem przychodzi odejść od niego, by złączyć się jak najsilniej tylko z Bogiem.”

            Ks. Józef złączył się z Bogiem 18 maja 1942 roku.  Pół roku wcześniej, również w Dachau, zakończył swą niezwykłą ziemską wędrówkę jego przyjaciel, inny  wielki bibliofil ks. Emil Szramek.

Bielszowickie drogi do niepodległości

11 listopada 1918 roku podpisano rozejm kończący I wojnę światową.  Polska wracała na mapę Europy, jednak przyszłość Górnego Śląska miała się dopiero zdecydować. W kolejnych latach wybuchły tu trzy powstania, przeprowadzono też, zakończony porażką Polaków, plebiscyt. Mimo to znaczna część przemysłowego Śląska – w tym Bielszowice – znalazła się w granicach II Rzeczypospolitej. Dziś prześledzimy   przebieg powstań śląskich w naszej miejscowości.

     W listopadzie 1918 roku w Niemczech wybuchła rewolucja, która szybko rozprzestrzeniła się po całym kraju. W wielu górnośląskich miejscowościach, w tym w  Gliwicach, Zabrzu, Bytomiu, Mysłowicach i Królewskiej Hucie zawiązały się rady delegatów robotniczych i żołnierskich. W Bielszowicach uformowała się zbrojna komórka Związku Spartakusa, której zadaniem było doprowadzenie do przewrotu rewolucyjnego.  11 listopada 1918 roku ukonstytuowała się też Rada Robotników i Żołnierzy (na czele organizacji stanął socjalista Galwas).  W tym samym czasie utworzono kolejne stowarzyszenia: Wydział Ludowy (Volks-Ausschuss) oraz Straż Robotniczą (Schutzwache von Arbeitern).

pieczęć gminy
Pieczęć bielszowickiej gminy z okresu I wojny światowej

         Na terenie kopalni zawiązał się Wydział Robotniczy. Za bezsporne osiągnięcia załogi należy uznać doprowadzenie do zwolnienia niektórych niemieckich urzędników oraz zgłoszenie szeregu postulatów socjalnych dotyczących m. in. skrócenia czasu pracy do 6 godzin. W Bielszowicach i okolicy było niespokojnie; mnożyły się akty wandalizmu, za które odpowiedzialna była m. in. tzw. „banda Hajoka”, mająca na koncie liczne rozboje, a także morderstwa. W lipcu 1919 roku coraz bardziej zuchwały bandyta zamordował miejscowego stróża prawa, Schielkego.             Wielkim sukcesem Polaków było przywrócenie w lutym 1919 roku nauki religii w języku ojczystym. Problemem był jednak brak wykwalifikowanej kadry nauczycielskiej; początkowo lekcje prowadziło zaledwie dwoje  nauczycieli – Kulok i Kremser. Niemcy utrzymywali jednak kontrolę nad miejscowością. Wiosną 1919 roku utworzono w Bielszowicach oddział Grenzschutzu, w kwietniu 1919 roku odnotowano obecność zabrzańskiej Volkswehry, a w maju – oddziału Reichswehry, który stacjonował w Szkole III (dzisiejsza SP 14).

sp 14
Budynek dawnej Schule III (obecnie Szkoła Podstawowa nr 14) – siedziba Reichswehry, a następnie policji parytetowej APO.

         Na miano czołowej organizacji szerzącej szeroko rozumiany patriotyzm zasługiwało Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”. Bielszowickie gniazdo powstało 26 lutego 1919 roku (piszemy o nim w jednym z innych artykułów). W omawianym czasie, tj. w latach 1919 – 1920, w Bielszowicach działało kilkanaście innych polskich organizacji, w tym: Zjednoczenie Zawodowe Polskie, Towarzystwo Śpiewu „Wanda”, Centralny Związek Zawodowy Polski, Polska Partia Socjalistyczna, Towarzystwo Czytelni Ludowych, Polski Czerwony Krzyż, Towarzystwo Kobiet, Towarzystwo Śpiewu „Jutrzenka”, Klub Sportowy „Jastrząb”, Towarzystwo Śpiewacze „Wesoły Głos”. Większość z nich stanowiła bazę rekrutacyjną oddziałów powstańczych.

       W dniu 13 stycznia 1919 ogłoszono na Górnym Śląsku stan oblężenia. Wobec aresztowania kilku czołowych przywódców i kurierów POW, w nocy z 16 na 17 sierpnia wydano rozkaz rozpoczęcia walk. W trakcie pierwszego powstania śląskiego (trwało od 16/17 do 24 sierpnia 1919 roku) strajkowała bielszowicka kopalnia, choć w samej miejscowości nastroje były spokojne. Celem strajku, który trwał łącznie 14 dni, było zmuszenie dyrekcji do niezatrudniania byłych ochotników znienawidzonego przez Polaków Grenzschutzu. Na stosunkowo niewielką aktywność oddziałów powstańczych w Bielszowicach miały wypadki w sąsiedniej Halembie, gdzie wskutek niemieckiej prowokacji zabito dwoje, a aresztowano kilkunastu polskich działaczy.

NOTGELD 1
Tzw. bilet zastępczy (Notgeld) wydany przez bielszowicką gminę. W tle widoczny tzw. bielszowicki zameczek, a przed nim oddział powstańczy. W 1921 r. w budynku mieściła się siedziba władz powstańczych Grupy Wschód.

         W lutym 1920 roku rządy na Górnym Śląsku przejęła Komisja Międzysojusznicza. Jej zadaniem było dopilnowanie prawidłowego przebiegu kampanii plebiscytowej i samego głosowania oraz utrzymanie porządku. Polską ludność Śląska reprezentował Polski Komisariat Plebiscytowy z siedzibą w hotelu Lomnitz, kierowany przez komisarza  Wojciecha Korfantego. W poszczególnych miejscowościach zaczęły powstawać lokalne Komitety. W Bielszowicach kierownictwo tego organu powierzono Wiktorowi Nieradzikowi.

       Latem 1920 roku, w związku z toczącą się wojną polsko-bolszewicką, położenie Polaków uległo znacznemu pogorszeniu. Warto w tym miejscu  wspomnieć, że 11 członków bielszowickiego „Sokoła” zgłosiło się wówczas ochotniczo do polskiej armii.  Wieści o rzekomym upadku Warszawy wywołały entuzjazm wśród Niemców i spowodowały ponowne zaostrzenie antypolskiego terroru. Popłoch wśród ludności cywilnej siały oddziały Sipo, złożone najczęściej z osób sprowadzonych z głębi Rzeszy. W miarę możliwości starały się im przeciwdziałać lokalne (miejscowe i obwodowe) komendy POW. Funkcję bielszowickiego   komendanta obwodowego powierzono Mikołajowi  Pośpiechowi, a komendantem miejscowym mianowano Ryszarda Grzesioka. Wobec nieudolności oddziałów wojsk koalicji,  bielszowicka kompania (tak zaczęto określać lokalny oddział POW) przystąpiła do akcji samoobrony. Zbiegło się to w czasie z wybuchem drugiego powstania śląskiego (19/20 sierpnia 1920 r.). Na terenie Bielszowic miało ono znacznie bardziej gwałtowny przebieg niż poprzednie. Rozpoczęło się od strajku w kopalni „Bielszowice”, do którego przystąpiła połowa załogi. Tym razem objęło jednak całą miejscowość.  Niewątpliwym sukcesem protestujących górników było usunięcie niemieckich członków dozoru. Główna baza powstańców (ich oddział liczył około 60 osób) znajdowała się na terenie osiedla Kąty, skąd w nocy z 21 na 22 sierpnia insurgenci przedostali do centrum Bielszowic. Po krótkiej wymianie ognia z Niemcami, udało im się opanować budynek urzędu gminnego, na którym zawieszono polską flagę. Skonfiskowano też kilkanaście karabinów należących do Straży Obywatelskiej.  Następnie licząca około 50 osób kompania, w składzie której dominowali lokalni „Sokoli”, wkroczyła na teren kopalni. Obowiązki komendanta bielszowickiego placu przejął wówczas Ryszard Grzesiok.

NOTGELD
Pieniądz tymczasowy z 29 lipca 1921 r. wydany przez bielszowicką gminę dla upamiętnienia III powstania śląskiego.

        Wieczorem 22 sierpnia do Bielszowic przybył oddział wojska francuskiego.   Podczas wiecu, który odbył się przed urzędem gminy,  postulowano  usunięcie oddziałów Sipo i zastąpienie ich policją parytetową. Równocześnie przeszukano pozostałe gmachy użyteczności publicznej, a na części z nich wywieszono biało-czerwone flagi. 25 sierpnia zakończono działania powstańcze, a 5 października przybył do Bielszowic oddział policji parytetowej (APO), której siedzibę urządzono w Szkole III.

            Kampania poprzedzająca plebiscyt  przebiegała w niezwykle napiętej atmosferze. Obie strony konfliktu, zwłaszcza niemiecka, nie przebierały w środkach. Polacy nie pozostawali dłużni. W wyniku jednej z akcji odwetowych śmierć poniósł mąż zaufania niemieckiego Społecznego Komitetu Plebiscytowego, Augustyn Szymura. Polscy aktywiści wspierali Komitety działające w sąsiednich miejscowościach, a niektórzy, jak Franciszek Hoła,  jako delegaci Komisariatu w Bytomiu udali się na teren Opolszczyzny.   Większość pozostała jednak na miejscu i ochraniała polskie wiece albo brała udział w pracach Komitetu Parytetowego.

POWSTAŃCY 1922
Bielszowiccy powstańcy podczas szkolenia w okolicach Lwowa w 1922 r.

         Plebiscyt w Bielszowicach zakończył się wyraźnym zwycięstwem strony polskiej. Według oficjalnych danych za Niemcami oddano 1874 głosy, za Polską – 4547. Wobec niekorzystnych dla Polski wyników ogólnych plebiscytu (za Niemcami opowiedziało się 59, 6 % głosujących), a także propozycji angielsko -włoskich przyznania Polsce zaledwie ¼ spornego obszaru, zapadła decyzja o wybuchu powstania. Walki rozpoczęły się w nocy z 2 na 3 maja 1921 roku. Oddziały bielszowickich powstańców dzieliły się formalnie na dwie grupy: pierwsza z nich stacjonowała na obszarze Kolonii, druga – Kątów. W porównaniu z poprzednimi, trzecie powstanie śląskie cechował dużo większy profesjonalizm. W samych tylko Kątach insurgenci korzystali z trzech dobrze zaopatrzonych magazynów broni.

POWSTAŃCY 1938
Członkowie bielszowickiego Związku Byłych Powstańców w 1938 r.

            Na wieść o wybuchu powstania, o północy z 2 na 3 maja insurgenci zgromadzili się na Kątach nieopodal młyna. Po wydaniu broni oddziały   ruszyły w stronę Bielszowic.  Zadaniem pierwszej kompanii było opanowanie posterunku policji APO, który (jak już wspomniano) miał swą siedzibę w Szkole III. Placówki broniło 48 policjantów. Dwa plutony podeszły pod szkołę od strony ulicy Głównej, trzeci szturmował od podwórza. Na wezwanie złożenia broni Niemcy odpowiedzieli ogniem, ciężko raniąc jednego z Polaków. Powstańcy podjęli wówczas decyzję o wysadzeniu bramy przy pomocy granatu. Skonfudowani Niemcy niemal natychmiast poddali się. Podczas akcji zarekwirowano 48 karabinów i rewolwer.

      Druga kompania, dowodzona przez Franciszka Hołę, opanowała centrum miejscowości. Po zajęciu budynku urzędu gminy i rozbrojeniu Niemców, skierowano się w stronę Pawłowa i Kończyc, które zajęto bez większych problemów. Pozostałe dwie kompanie (tzw. odwodowe), dowodzone przez Mikołaja Pośpiecha, nie wzięły udziału w walkach, lecz rozlokowały się w budynkach Szkół I, II i III, a także w sali restauracyjnej „Wloka”, gdzie stacjonowała kompania karabinów maszynowych. W trakcie walk obyło się bez ofiar śmiertelnych, a ranni zostali przetransportowani do miejscowego szpitala Spółki Brackiej.

         4 maja odbył się na bielszowickim targowisku wiec z udziałem około  tysiąca mężczyzn. Z ochotników utworzono tzw. baon bielszowicki (zwany również „batalionem Pośpiecha”), złożony z czterech kompanii. Początkowo oddziały liczyły 750 ludzi, do 9 maja zgłosiło się jeszcze kolejnych 250 ochotników.

góra-św.-anny
Walki o Górę św. Anny w 1921 r.

               Szlak bojowy bielszowickiego baonu wiódł trasą:  Zabrze – Sośnicowice -Bojków – Ortowice. Pierwszym militarnym sukcesem było opanowanie Birawy, jednak cel strategiczny stanowiło zajęcie Koźla, Kędzierzyna i Góry św. Anny. Największym sukcesem „baonu Pośpiecha” pozostało opanowanie Starego Koźla, do czego doszło w dramatycznych okolicznościach. 7 maja bielszowiczanie otrzymali rozkaz zajęcia miejscowości. Jednocześnie dowódcy zostali poinformowani, iż na miejscu nie ma Niemców. Insurgenci wkroczyli więc do miejscowości w piknikowym nastroju, z orkiestrą na czele. Skomasowany ostrzał był ostatnią rzeczą, której się spodziewali. Pomimo zaskoczenia, dzięki znakomitej organizacji i zachowaniu dyscypliny, oddział zdołał się wycofać. Batalion poniósł jednak dotkliwe straty: było kilku zabitych (w tym jeden z najmłodszych powstańców, 17-letni harcerz Rudolf Jańda),  wziętych do niewoli

stare koźle
Stare Koźle – kościół i szkoła podstawowa. W tej miejscowości „batalion Pośpiecha” poniósł duże straty.

oraz rannych  (m.in. dowódca pierwszej kompanii, Ryszard Grzesiok). Mimo że 9 maja Stare Koźle zostało ostatecznie zdobyte, część insurgentów postanowiła wrócić do domu. Pozostali kontynuowali marsz, docierając do zajętego już przez Polaków Kędzierzyna. Niebawem Niemcy przeszli jednak do kontruderzenia. Pułk Cymsa, w skład którego wchodził „baon Pośpiecha”, bronił odcinka wiodącego od Koźla do Przystani Kozielskiej. Następnie bielszowiczanie zajęli Januszkowice – ważną strategicznie miejscowość, przy której Niemcy planowali sforsować Odrę. Zadanie utrzymania wioski powierzono właśnie „batalionowi Pośpiecha”. Polacy okopali się nad brzegiem Odry i początkowo skutecznie odpierali szturm Niemców korzystając z dwóch gniazd karabinów maszynowych, jednak wobec przygniatającej przewagi wroga 24 maja zostali zmuszeni do odwrotu w stronę Kędzierzyna, a następnie Kłodnicy.  W nocy z 2 na 3 czerwca Niemcy przypuścili kolejny  atak, powodując załamanie się obrony Polaków. Wycieńczeni walkami bielszowiczanie zostali przerzuceni na linię Brzeźce-Pogorzelec-Kłodnica. 13 czerwca, po naradzie oficerskiej w Bielszowicach,  wydano rozkaz demobilizacji armii powstańczej. W walkach polegli: Hubert Cop, Józef Copik, Emanuel Czogała, Robert Drabik, Rudolf Duka, Rudolf Jańda, Paweł Kłyk, Maksymilian Kostorz, Roman Müller, Alojzy Nega, Józef Polok, Michał Polok, Franciszek Siedlaczek, Ryszard Tworuszka i Dionizy Wieczorek.

KORFANTY BIELSZOWICE
Wojciech Korfanty (szósty od prawej) podczas wizyty w Bielszowicach, 1922 r.

           Bielszowice stały się ponadto istotnym ośrodkiem dyspozycyjnym – siedzibę miał tu sztab Grupy „Wschód”, zaś rada gminna wydawała własne bony zastępcze o treściach patriotycznych.  28 czerwca 1922 roku na teren Bielszowic wkroczyły oddziały Wojska Polskiego. Na uroczystości obecny był m. in. Wojciech Korfanty cieszący się tu ogromną popularnością.

STRZELNICA ZWIĄZEK POWSTAŃCÓW
Członkowie Związku Byłych Powstańców przed budynkiem strzelnicy, lata 30. XX w.

          W 1923 roku, z inicjatywy miejscowych władz, przystąpiono w Bielszowicach do budowy kopca powstańczego.  Większość prac wykonali bezrobotni. Średnica obiektu wynosiła 10 metrów. Przez kolejnych piętnaście lat tzw. planty, jak nazywano okalający kopiec niewielki park,  były ulubionym miejscem spacerowym bielszowiczan. Jego dodatkową atrakcję stanowiła zabytkowa, pochodząca z połowy XVIII wieku figura św. Jana Nepomucena (obecnie rzeźba stoi na placu kościelnym).

 

135. rocznica konsekracji bielszowickiego kościoła

11 listopada 2018 roku, w związku z przypadającym jubileuszem stulecia odzyskania niepodległości, w całej Polsce odbędą się liczne marsze, koncerty oraz uroczystości państwowe i kościelne. Dla mieszkańców Bielszowic będzie to okazja do podwójnego świętowania, bowiem 11 listopada  1883 roku konsekrowano tutejszy kościół. W tym roku mija 135 lat od tego wydarzenia.

 

         Początki  naszej parafii sięgają czasów średniowiecza, być może nawet przełomu XIV i XV wieku. Część historyków jest zdania, że pierwsza bielszowicka świątynia powstała na długo przed rokiem 1400. Brak jednak na to niezbitych dowodów.  Więcej informacji na temat działalności duszpasterskiej w Bielszowicach pochodzi dopiero z przełomu XVI i XVII wieku:  w 1598 roku odnotowano na przykład, że kościół pod wezwaniem Wszystkich Świętych znajduje się w ręku protestantów. Dwa lata później świątynia spłonęła (odbudowano ją w roku 1613). W tamtym czasie bielszowiczanie chętnie uczęszczali na nabożeństwa do pobliskich Kochłowic.

kościół
Kościół pw. Wszystkich Świętych. Fotografia z II połowy XIX w.

         W kolejnych latach bielszowicki kościół systematycznie podupadał; pod koniec XVIII wieku trzeba go było nawet rozebrać i wznieść na nowo (dokonał tego w latach 1796-1797 ówczesny proboszcz ks. Franciszek Kulanek). Prawdopodobnie wtedy też świątynia zmieniła wezwanie – jej patronką została św. Maria Magdalena.

stary kosciół rys12
Rycina przedstawiająca dawny bielszowicki kościół i jego obejście (na podstawie obrazu Juliusza Marcisza)

         W połowie XIX wieku Bielszowice zaczęły się gwałtownie rozrastać. Z wioski liczącej jeszcze niedawno niespełna 300 mieszkańców, przekształciły się w zwartą, kilkutysięczną osadę robotniczą, podczas gdy drewniany kościółek mógł pomieścić zaledwie 300 wiernych.  Proboszcz Jan Hruby (włodarz parafii w latach 1858-1890) już w 1864 roku informował wrocławskiego biskupa o potrzebie wzniesienia większego domu Bożego:  Drewno w moim kościele jest zdrowe jak ryba, jednak świątynia w czasie świąt, a nawet zwykłych niedziel, okazuje się być dalece za mała, aby wszystkich wiernych pomieścić, tym bardziej że przychodzi tu wielu katolików z Wirku, Nowej Wsi, Halemby, a także pracowników kopalni „Lithandra” i huty „Rosamunda”. Wolą przyjść na mszę do Bielszowic, bo mają tu bliżej niż do Kochłowic, a poza tym tamtejszy kościół jest i tak za mały. Z Wirku blisko do Bielszowic ma 20 rodzin, w tym roku i w poprzednich latach powstało dużo domów, tak więc przybyło tam wiele dusz, co być może doprowadzi do powstania nowej parafii i budowy kościoła, czego tamtejszym katolikom, jak i niezwykle tolerancyjnym protestantom, wypada życzyć. Skoro tylko w Wirku i w Goduli powstaną nowe świątynie, moi parafianie będą wreszcie mieć więcej miejsca w swoim domu Bożym. Mimo to życzę sobie nowego, solidnego, odpowiedniego kościoła, dlatego zasyłam Waszym Wielebnościom płynące z głębi serca podziękowania za to, że ten temat zaprząta Waszą uwagę […]. Problemem parafii był jednak brak pieniędzy. Proboszcz nie otrzymał też wsparcia ze strony ówczesnego właściciela Bielszowic Żyda Samuela Hoffmanna. Moi parafianie należą do najuboższego z kościołów. Wszelkie budowy i remonty w parafii, w kościele i w szkole nie mają końca, a wcześniej przez 30 lat z winy upartych administratorów nic się nie działo. Patron kościoła wielokrotnie już lamentował, że jego obowiązki względem parafii i kościoła nie mają końca, ukazując siebie jako „nowicjusza”. Mimo wszystko, nie zważając na powyższe trudności, zamierzam wszystkie powyższe sprawy doprowadzić do szczęśliwego końca. Tyle ks. Jan. Warto w tym miejscu dodać, iż władze duchowne również pozostały głuche na apele ks. dziekana. W efekcie budowę sfinansowano ze składek parafian, prywatnych funduszy proboszcza Hrubego oraz dzięki zaciągnięciu wieloletniej pożyczki.

Hruby
Ks. Jan Hruby (1829-1890)-budowniczy bielszowickiego kościoła

         Ks. Jan zlecił wykonanie projektu gliwickim architektom Traufeldowi i Philippowi. Mimo że kasa kościelna świeciła pustkami (było w niej niespełna tysiąc marek przy całościowym kosztorysie budowy opiewającym na 44 tysiące), prace ruszyły wiosną 1883 roku. Raz jeszcze oddajmy głos ks. Hrubemu, który w czerwcu 1883 roku donosił przełożonym: W dniu 17 lutego donosiliśmy Waszej Ekscelencji, że jeszcze w tym roku zamierzamy wznieść nowy, prosty w formie, ale obszerny kościół. Niniejszym w sprawie rzeczonej budowy pozwalamy sobie donieść, co następuje: Królewska Rejencja w Opolu w dniu 2 kwietnia przekazała nam zezwolenie inspektoratu budowlanego […].  Budowa kościoła ma kosztować 36 tysięcy marek, do czego dochodzą opłaty za roboty wykonane przez parafian, które bez kosztów wyposażenia wnętrza wyniosą 6000 marek. Gmina parafialna dołoży do tego 12 tysięcy marek na pokrycie kosztów robocizny. Jak dotąd udało nam się uzbierać 9 tysięcy  marek z dobrowolnych składek parafian i chcemy jeszcze tę sumę powiększyć. Parafianie zobowiązali się ponadto do darmowego użyczenia swych furmanek. Dalsze 15 tysięcy marek pochodzić będzie z pożyczki zaciągniętej w prowincjonalnej kasie zapomogowej rozłożonej na 32 lata wraz z odsetkami i amortyzacją. Cenną pomoc okazali mieszkańcy sąsiednich osad, zwłaszcza Kończyc i Pawłowa (które wtedy tworzyły jeszcze z Bielszowicami jedną parafię).

         Mimo finansowych perturbacji  kościół powstał w rekordowym tempie, pomiędzy czerwcem a listopadem 1883 roku.   Równocześnie dokonano rozbiórki starej świątyni (o jej szczegółach piszemy w innym miejscu). Wreszcie w połowie listopada 1883 roku czasopismo „Katolik” mogło obwieścić:  Bielszowice, dnia 11 listopada. Dzisiaj był z pozwolenia naszego biskupa nasz nowy kościół poświęcony, który 14 czerwca został napoczęty i z wolą boską już pierwszy raz było w niem nabożeństwo. Z daleka ludzie się zgromadzili i pięknie bardzo było, jak z muzyką, kapelą bielszowicką po Najświętsze na cmentarz do kapliczki szli w niezmiernej procesyi. Chociaż jeszcze dużo brakuje, bo tylko jeden ołtarz podarowany mamy, ani też jeszcze organów nie ma, ale już mamy gdzie się modlić. Przywitanie i kazanie naszego czcigodnego ks. Dziekana Hrubego, który się o powstanie kościoła postarał, było takie, iże ani jednego nie było, coby te słowa go nie ruszyły, a wielki płacz był w kościele. 17 czerwca było ostatnie nabożeństwo w starym kościółku, a dzisiaj w nowym, który z jałmużny dobrodziejów wybudowany jest, za co im dzięki czyniono. Tego samego dnia ks. Hruby udzielił też pierwszego sakramentu ślubu miejscowemu nauczycielowi Świerczowi.

kościół widok pierwotny
Kościół pw. św. Marii Magdaleny około 1910 r.

         Kościół wzniesiono w stylu neogotyckim, bardzo popularnym na Górnym Śląsku w końcu XIX i na początku XX wieku. Zbudowano go z cegły na kamiennym fundamencie. Miał dwuspadowy dach, który początkowo pokryto łupkiem (po II wojnie światowej zastąpionym blachą). Świątynia była budowlą orientowaną, trójnawową, z nieznacznie węższym od korpusu głównego, zakończonym trójbocznie prezbiterium. Zachodnia część kościoła zamknięta została wieżą założoną na planie prostokąta,  której część przyziemia stanowiła przedsionek budynku. Elewacje zewnętrzne operowały skromnym detalem architektonicznym w formie kamiennej  (cokół z piaskowca) oraz formowanym w tynku (gzyms wieńczący, zworniki łuków okiennych i sterczyny na fasadzie głównej). Ściany artykułowane  były tylko za pomocą wysokich, zamkniętych ostrym łukiem, okien.

kamień
Kamień narożny zawierający datę rozpoczęcia budowy (16 czerwca 1883) i nazwisko proboszcza Hrubego

         Budynek posiadał  zwieńczoną ostrosłupowym hełmem z iglicą wieżę, wewnątrz której umieszczono trzy dzwony. Oprócz niej na kalenicy dachu umieszczono sygnaturkę, czyli niewielką wieżyczkę mieszczącą dzwonek pochodzący z czasów ks. proboszcza Kulanka.  Na narożach kościoła wznosiły się sterczyny, zdjęte w czasie remontu dachu kościoła w 1956 roku (zamontowano je z powrotem w 2000 roku). Budowla nie posiadała transeptu, oprócz wejścia głównego miała dwoje bocznych drzwi. Kościół był trójnawowy, jego długość wynosiła 45,5 metra, szerokość 17,7 metra, a wysokość 19 metrów. W chwili oddania do użytku we wnętrzu świątyni znajdował się tylko ołtarz główny, poświęcony patronce kościoła i parafii, św. Marii Magdalenie. Ołtarze boczne zostały ustawione pomiędzy 1884 a 1887 rokiem, o czym zaświadcza protokół wizytacji z 1887 roku. Ołtarz główny został wykonany w stylu neogotyckim, w centrum posiadał obraz przedstawiający św. Marię Magdalenę, a po bokach figury św. Józefa i św. Franciszka z Asyżu.  Prawy boczny ołtarz poświęcono Matce Boskiej Różańcowej. Oprócz przedstawienia Madonny z Dzieciątkiem zawierał figury świętych Piotra i Antoniego. Lewy ołtarz boczny był poświęcony św. Barbarze i oprócz jej wizerunku zawierał rzeźby świętych Jana i Pawła.

mmorg
Obraz przedstawiający św. Marię Magdalenę pochodzący z dawnego ołtarza głównego

         Prace wykończeniowe trwały jeszcze wiele lat. W grudniu 1885 roku „Katolik” donosił: Nasz nowy kościół dostał nie tylko nowe organy, ale też i nowy zegar na wieżę, która przez to bardzo przyozdobioną została; wieża tylko choć metr mogła być wyższą, co dopiero teraz widać. Ks. dziekan Hruby zasłużył sobie na wielką wdzięczność za te trudy, które miał przy budowie kościoła, bo gdyby się on nie był o to starał, to byśmy nie byli nic mieli, bo naszem patronem jest żyd, o budynku kościoła nie chciał wiedzieć ani też płacić. Niech też Pan Bóg wynagrodzi naszemu ks. dziekanowi i wszystkim, co na budowę tego kościoła jałmużnę dawali i jeszcze dawają. Wspomniane organy zakupiono w Głubczycach za sumę 4,5 tys. marek.  Dawne, zmodernizowane w 1865 roku, w pięknym geście ofiarowano parafii halembskiej (są czynne do dziś).

kościół z witrażem
Bielszowicki kościół w 1967 roku po generalnym remoncie i obniżeniu dachu

         Wnętrze kościoła w chwili ukończenia budowy było bardzo skromne i pozbawione malowideł ściennych. Sześć filarów wykonanych z drewna oddzielało nawę główną od bocznych i łączyło się w łuki. W miejscu załamania się łuków umieszczone były kamienne tablice z Dziesięciorgiem Przykazań. Po prawej stronie patrząc od strony głównego wejścia znajdowała się drewniana ambona, przymocowana do jednego z filarów. Pierwotne ławki dla wiernych Kronika Parafialna określa jako wygodne. We wnętrzu świątyni ustawiono trzy konfesjonały wykonane z drewna dębowego. Chór dostępny był poprzez klatkę schodową prowadzącą również na wieżę. Świątynia pierwotnie posiadała 8 okien. Nowa świątynia była w stanie pomieścić około tysiąca wiernych.

kościół jadamus
Bielszowicki kościół po pierwszej przebudowie wieży (lata 70. XX w.)

         W kolejnych latach kościół przeszedł wiele modernizacji (opiszemy je szczegółowo w kolejnych artykułach). Do najważniejszych należały:

  • Budowa zakrystii, wstawienie trzech ołtarzy, zakup nowych ławek i wykonanie posadzki (na przełomie XIX i XX w.)
  • Elektryfikacja kościoła (w latach 1911-12)
  • Zakup dzwonów (1913; 1924; 1956)
  • Dobudowanie klatki schodowej i kaplicy MB Częstochowskiej (w latach 1923-24)
  • Kotwiczenie murów kościoła (1936 r.)
  • Kapitalny remont wnętrza i obniżenie dachu kościoła (w latach 1956-57)
  • Zdjęcie iglicy z wieży i usunięcie środkowego witraża (lata 60. XX w.)
  • Wykonanie modrzewiowego stropu (lata 70. XX w.)
  • Przebudowa wieży kościelnej (lata 1999-2001)
  • Wykonanie nowej elewacji, drzwi wejściowych (2002), ogrzewania podłogowego i posadzki (2007 r.)
  • Wstawienie dziesięciu nowych witraży (w latach 2015-2016).

obecny_wyglad

Tydzień Historyczny 2018



 

Informacje dla uczestników

Rajdu szlakiem bielszowickich zabytków

 

  • Bielszowice są czwartą co do wielkości dzielnicą Rudy Śląskiej (ustępują Rudzie, Kochłowicom i Halembie);
  • Przez wiele stuleci były samodzielną gminą, dopiero w 1951 roku zostały włączone do Nowego Bytomia, a w 1959 roku  –  do Rudy Śląskiej;
  • kod pocztowy miejscowości to: 41 – 711;
  • według danych z 2017 roku, Bielszowice liczą 10 tys. mieszkańców
  • Bielszowice sąsiadują z Zabrzem, Rudą, Czarnym Lasem, Wirkiem i Halembą;
  • herbem Bielszowic, używanym od XVIII do XX wieku, był topór skrzyżowany z siekierą;
  • nazwa miejscowości pochodzi od rzeki Bielczy albo od bielenia płótna;
  • pierwsze informacje źródłowe o Bielszowicach pochodzą z XV wieku;
  • pierwszym właścicielem wioski był Maciej Bielczowski, wzmiankowany w 1472 r.;
  • siedziba właścicieli Bielszowic stała w miejscu dzisiejszego Domu Kultury;
  • Bielszowice leżą nad Kochłówką (Bielczą, zwaną też Potokiem Bielszowickim), która jest dopływem Kłodnicy;
  • najstarszym zabytkiem Bielszowic jest tzw. kapliczka szwedzka przy ulicy Kokota, pochodząca z ok. 1630 roku;
  • równie cenna jest figura św. Jana Nepomucena z 1744 roku, stojąca na placu kościelnym;
  • Na przełomie XVII i XVIII wieku w Bielszowicach istniała kuźnia (huta) żelaza;
  • pierwszą kopalnią węgla w Bielszowicach była „Dorothea” („Dorotka”) z 1787 r.;
  • kopalnia „Bielszowice” została uruchomiona w 1896 roku;
  • w Bielszowicach w XIX wieku działała też huta cynku;
  • w 1886 roku w Bielszowicach założono Ochotniczą Straż Pożarną;
  • w 1895 roku otwarto w Bielszowicach szpital spółki brackiej, który istnieje do dziś;
  • pierwszym proboszczem bielszowickiej parafii był ks. Błażej Jaguszowski, urzędujący w XVII wieku;
  • pierwszy kościół w Bielszowicach zbudowano około 1440 roku; przetrwał do 1600 roku, kiedy strawił go pożar; w 1613 roku zbudowano nową, drewnianą świątynię, która otrzymała wezwanie Wszystkich Świętych;
  • w 1883 roku wzniesiono obecny kościół pw. św. Marii Magdaleny; jego budowniczym był ówczesny proboszcz ks. Jan Hruby; kościół został zbudowany w stylu neogotyckim;
  • na terenie Bielszowic znajduje się siedem zabytkowych krzyży: trzy przydrożne (przy ulicy Kokota, Górnej oraz na Kątach), trzy cmentarne oraz krzyż misyjny przy kościele;
  • obecny cmentarz oddano do użytku w 1867 roku; dawny znajdował się przy kościele – dziś stoi w tym miejscu dom katechetyczny;
  • na cmentarzu pochowanych jest trzech bielszowickich proboszczów: ks. Jan Hruby (w kaplicy cmentarnej), ks. Walenty Piaskowski oraz ks. Kazimierz Jadamus;
  • najstarsza bielszowicka szkoła mieściła się w dawnym domu katechetycznym – organistówce; pierwszym nauczycielem był Tomasz Wesołek;
  • obecny budynek SP 13 oddano do użytku w lutym 1969 roku; poprzednia szkoła na obszarze „Kolonii” do 1951 roku nosiła nazwę Szkoły Powszechnej nr 2;
  • pierwszym patronem SP 13 był Edward Żabiński; od 1994 roku szkole patronuje Alfred Szklarski;
  • pierwszym dyrektorem SP 13 była Maria Walasz;
  • w Bielszowicach działało kiedyś kasyno górnicze, czytelnia ludowa, kręgielnia i klub bilardowy;
  • patron głównej ulicy Bielszowic, Edmund Kokot, urodził się w 1908 roku w Suchej Górze. Przed wojną pracował w bielszowickim szpitalu. Po wybuchu wojny wstąpił do Związku Walki Zbrojnej, organizacji stworzonej do walki z niemieckim okupantem. Kokot zajmował się między innymi kolportowaniem polskich gazet. Pod koniec 1941 roku został aresztowany i osadzony w więzieniu, gdzie przez wiele tygodni był przesłuchiwany i torturowany. Edmunda Kokota  powieszono w centrum Bielszowic 12 lutego 1942 roku;
  • w 1942 roku w obozie koncentracyjnym w Dachau zginął wieloletni bielszowicki proboszcz ks. Józef Niedziela. Przed wojną był on dyrektorem PCK na Śląsku;
  • w latach 1902 – 1904 wybudowano w Bielszowicach dworzec kolejowy, który funkcjonował do połowy lat 80. XX wieku;
  • w 1906 roku w Bielszowicach otwarto urząd pocztowy, w 1909 aptekę „Pod Orłem”, a w 1912 roku – przedszkole;
  • w XIX wieku w Bielszowicach istniała synagoga, zamknięta w 1891 roku;
  • ulica Kokota – najdłuższa arteria Bielszowic, przed wojną nosiła nazwę: Główna;
  • w 1947 roku zaczęto budowę osiedla Fińskich Domków, które zostały wpisane na listę miejskich zabytków;
  • przed wojną uruchomiono w Bielszowicach kino, które pierwotnie nosiło nazwę „Unia”, a po wojnie – „Uciecha”;
  • w Bielszowicach znajduje się park „Strzelnica”. Powstał na przełomie XIX i XX wieku na terenie dawnego kamieniołomu. Po wojnie na Strzelnicy istniały: basen kąpielowy, lodowisko, tor saneczkowy, wyciąg narciarski oraz tory strzelnicze, od których wzięła sie nazwa obiektu;
  • w 1920 roku założono w Bielszowicach klub sportowy „Jastrząb”, przekształcony następnie w „Zgodę”;
  • na terenie Bielszowic znajduje sie kilka bunkrów i schronów przeciwlotniczych, które są częścią przedwojennego Obszaru Warownego „Śląsk”;
  • w Bielszowicach rośnie kilka drzew – pomników przyrody. Są to: klon pospolity przy ul. Edmunda Kokota 170 oraz buk pospolity w pobliżu plebanii;
  • Najstarszą ulicą Bielszowic jest dawna ulica Kościelna – dzisiejsza Powstańców Śląskich;
  • po wojnie otwarto w Bielszowicach szkołę górniczą; obecnie w jej budynku znajduje się dyrekcja kopalni „Bielszowice”;
  • w 1921 roku przeprowadzono na Górnym Śląsku plebiscyt. W Bielszowicach zwycięstwo odnieśli Polacy, uzyskując 71% głosów;
  • przed wojną w pobliżu kościoła usypano kopiec powstańczy, zburzony przez Niemców w 1939 roku; dziś w tym miejscu jest plac zabaw;
  • w 2011 roku metropolitą katowickim został absolwent dawnej SP 13, biskup Wiktor Skworc.

Niecodzienne obchody Święta Konstytucji z 1925 r.

Po raz pierwszy po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Święto Narodowe 3 Maja obchodzono w 1919 roku.  Na Górnym Śląsku, który znalazł się w granicach Rzeczypospolitej dopiero w roku 1922, była to data szczególna, w nocy z 2 na 3 maja 1921 roku doszło bowiem do wybuchu III powstania śląskiego. Przed wojną Święto Konstytucji celebrowano w Bielszowicach z wielką pompą, a nad całością obchodów czuwał Zarząd Gminy oraz miejscowy Związek Byłych Powstańców. W tamtym okresie w naszej miejscowości mieszkało jednak jeszcze co najmniej kilkuset Niemców, którzy nie uczestniczyli w tego typu uroczystościach, dając w ten sposób wyraz niezadowoleniu z –  ich zdaniem niesprawiedliwego – podziału Górnego Śląska. Niemiecka mniejszość  mogła liczyć na wsparcie proboszcza ks. Franciszka Buschmanna, a także lokalnych organizacji takich jak Volksbund (Związek Mniejszości Niemieckiej w Polsce) oraz miejscowych działaczy (do 1926 r. naczelnikiem bielszowickiej gminy był Niemiec Paul Zapke).  W Kronice naszej szkoły (noszącej wówczas nazwę Szkoły Powszechnej nr 2) zachowało się sporo informacji na temat dawnych trzeciomajowych zwyczajów. Najciekawsze są wpisy Kazimierza Zychewicza, kierownika SP nr 2 z lat 1923 – 1927.

 

P1030968
Fragment Kroniki Szkoły Powszechnej nr 2 zawierający opis przebiegu uroczystości trzeciomajowych w 1925 r.

         Zanim oddamy głos dawnemu dyrektorowi, musimy w kilku słowach wyjaśnić, dlaczego ówczesnemu proboszczowi tak bardzo nie podobały się polskie uroczystości. Ks. Franciszek Buschmann był duszpasterzem o niemieckich zapatrywaniach. Urodził się w rolniczej rodzinie, w której obecne były wprawdzie pewne ślady polskiej obyczajowości (matka proboszcza, Eufemia, pochodziła z polskiej rodziny Gruszków), jednak  obok śląskiej gwary posługiwano się zazwyczaj językiem niemieckim, zachowywano też niemieckie brzmienie imion  (Franz, Valentin, Vincenta, Johann).  Ks. Franciszek był wieloletnim członkiem katolickiej Partii Centrum, a ponadto działał w kojarzonych z niemieckim kapitałem Kasach Raiffeisena. Od początku swego pobytu w Bielszowicach (został proboszczem latem 1911 r.) znajdował się w sporze z częścią polskich parafian, a po 1922 r. był  wprost  bezpardonowo atakowany przez członków miejscowych organizacji takich jak Związek Byłych Powstańców czy Związek Obrony Kresów Zachodnich. Nie zamierzał jednak dobrowolnie opuszczać parafii, z którą czuł się bardzo emocjonalnie związany (o odwołaniu ks. Franciszka z Bielszowic opowiemy szczegółowo w innym artykule). Będąc człowiekiem przekornym i nieskorym do zawierania kompromisów, często popadał w spory w polskimi aktywistami. W 1923 r. rozpoczął się jego konflikt z Kazimierzem Zychewiczem. Kierownik SP nr 2 wywodził się spoza Śląska. Jako polski patriota, robił wszystko, aby zminimalizować niemieckie wpływy na terenie Bielszowic. Nie zgodził się na przykład na otwarcie w szkole klasy niemieckiej i bardzo energicznie zabiegał, aby także w innych bielszowickich szkołach uczono wyłącznie po polsku (jedyna klasa niemiecka działała przed wojną w Szkole nr 3 – dzisiejszej SP 14; liczyła 87 uczniów). Należy w tym miejscu dodać,  że Zychewicz (który pełnił ponadto funkcję przewodniczącego bielszowickiego Towarzystwa Czytelni Ludowych) nie cofał się przed stosowaniem kontrowersyjnych metod. W 1925 roku tłumaczył:  Dnia 6. maja 1925 r. kazały władze szkolne uruchomić klasę niemiecką. Klasa ta została uruchomiona w szkole III. Z tutejszej szkoły poszło tylko dwoje dzieci narodowości polskiej […] których rodzice są zaprzańcami – renegatami. W klasie tej są wszystkie dzieci narodowości polskiej. Tak więc na gruncie dzieci polskich powstała klasa niemiecka, dzięki kreciej bezczelnej nagonce ze strony Germanów. Nauczycielem został German Rodewald. W zeszłym roku szkolnym […]odbywały się wpisy do szkół dla mniejszości językowej niemieckiej. W tym czasie rodzice mogli zgłosić swe dzieci do szkoły mniejszości i na odwrót. Przed wpisami i w czasie wpisów agitacja niemiecka była w pełnym ruchu, a rezultatem niebywała ilość wniosków rodziców dzieci polskich do szkoły niemieckiej. Komisja jednak przeznaczona do badań tych wniosków przyszła do przekonania, że dziecko polskie należy do szkoły polskiej, a nie niemieckiej – odrzucając 90% wniosków. Dzięki temu i w tutejszej miejscowości szkoła mniejszości powiększyła się zaledwie o 4 dzieci, tak że obecnie liczy 87 dzieci. Sposób procedowania szkolnej komisji wywołał wśród Niemców kontrowersje.  Trudno więc się dziwić, że proboszcz Buschmann oskarżał potem kierownika  o niewłaściwy stosunek do niemieckiej mniejszości i łamanie przepisów Konwencji Genewskiej podpisanej przez Polskę i Niemcy  w  1922 r.

3 maja 1933
Przemarsz wojska w Krakowie w przeddzień Święta Konstytucji (1933 r.)

             Zachowanie Kazimierza Zychewicza było przysłowiową iskrą rzuconą na beczkę prochu. Kulminacja jego zatargu z ks. Buschmannem przypadła na obchody Święta Konstytucji w 1925 r. Proboszcz wykorzystał je jako okazję do „odegrania się” na polskich działaczach i zamanifestowania swego rozeźlenia z powodu podziału Śląska. Zerknijmy ponownie do naszej Kroniki, gdzie na stronie 108 czytamy: W tym roku Święto 3 Maja było po raz pierwszy obchodzone wspólnie raz na zawsze z ustanowionem Świętem Królowej Korony Polskiej. […] W obchodzie uroczystym młodzież szkolna wzięła udział. W wilję 3. Maja urządzono pochód z lampjonami i chorągiewkami z orkiestrą kopalnianą. Następnie już w nocy zapalono na pagórku Halszki ułożony stos, który buchał wielkim ogniem, niosąc groźną łunę na stronę niemiecką. Rano w dniu 3 Maja sformował się pochód na placu targowym przy udziale licznych towarzystw, urzędników kopalnianych i niektórych urzędników z gminy, dobrze odżywionych pomimo kryzysu, z p. Żabką na czele. Pochód poprowadzony przez orkiestrę kopalnianą udał się do kościoła. Nabożeństwo odprawił proboszcz ks. Buschmann. […] Przy końcu Mszy Św. odśpiewano hymn „Boże coś Polskę”. Lud przy pierwszych zwrotkach powstał z miejsc, z wyjątkiem paru nieświadomych kobiet i p. Żabki naczelnika gminy. Ks. Buschmann zaś otwarty Niemiec, który jawnie w czasie uroczystości religijno – narodowych jak 3 Maja, kiedy się śpiewa hymn „Boże coś Polskę” daje upust swemu niemieckiemu uczuciu, uchodzi corychlej od ołtarza i każe natychmiast światło gasić. Ale lud śpiewał dalej rzewną pieśń błagalną niosąc skargę do Boga. Tak się „ładnie” skończyło nabożeństwo ku zgorszeniu obecnych.  Nie był to bynajmniej jedyny taki przypadek. Po mszy św. z okazji zakończenia roku szkolnego 1924/25 odśpiewano hymn „Boże coś Polskę”, w czasie którego znowu ks. Buschmann odszedł od ołtarza, każąc zgasić natychmiast światło, co wywołało szemrania u dzieci.

buszek solo2
Proboszcz Franciszek Buschmann

                Ks. Buschmann opuścił Bielszowice w 1929 r. W kolejnych latach naszą parafią kierował ks. Józef Niedziela, któremu udało się załagodzić konflikty na tle narodowościowym. W latach 30. XX wieku Święto Konstytucji było jedną z najważniejszych   uroczystości o charakterze patriotycznym. Z oczywistych względów nie obchodzono go w trakcie II wojny światowej, a także w latach komunizmu (w bielszowickich szkołach rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja uczczono po raz ostatni w 1948 r.). Święto przywrócono w 1990 r.

Z wizytą na farskim

Zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądała nasza miejscowość sto, dwieście lub czterysta lat temu? Czy mieszkańcy Bielszowic z początku XIX wieku, przeniesieni we współczesność niczym bohaterowie „Powrotu do przyszłości”, byliby w stanie bez pomocy przewodnika dotrzeć w miejsce, w którym kiedyś mieszkali albo pracowali? Wątpliwe, bowiem Bielszowice cały czas się zmieniają. Co roku znika kilka charakterystycznych obiektów, a w ich miejscu powstają nowe domy i osiedla. Oto kilka przykładów. Jeszcze na początku tego wieku przy ulicy Kokota istniał budynek „Caritasu” (przedwojenny Zakład św. Józefa). Dziś pamiętają go już tylko starsi mieszkańcy, za to większość z nas doskonale wie, gdzie znajduje się osiedle przy ulicy Wiosennej, powstałe po wyburzeniu gmachu. Zapewne często też robicie zakupy w marketach, których nazwy rozpoczynają się na litery „B” i „L”. Czy wiecie, że kilkanaście lat temu w ich miejscu istniały odpowiednio: tor wyścigowy modeli szybkich oraz niezwykłej urody budynek pierwszego bielszowickiego przedszkola? Skoro zaś mowa o przedszkolu, obecne (noszące numer 30) stoi tam, gdzie jeszcze w latach 80. wznosił się okazały gmach Naczelnej Organizacji Technicznej (popularny NOT). Tego typu przykładów można przytoczyć dziesiątki.

A co by się stało, gdyby to nas przeniesiono wehikułem czasu paręset lat wstecz? Jakie wrażenie wywarłyby na nas np. osiemnastowieczne Bielszowice? Być może rozpoznalibyśmy dawną ulicę Kościelną – bo już wtedy istniała, kapliczkę szwedzką i rzeźbę św. Jana Nepomucena. Czy jednak odnaleźlibyśmy się na farskim? Jeśli nie słyszeliście o tym miejscu, spieszymy z wyjaśnieniem: tak przed laty określano gospodarstwo należące do naszej parafii. Było największe  w Bielszowicach, rozleglejsze nawet od roli dziedzica.

mapa farskie
Mapa z początku XX w. przedstawiająca centrum Bielszowic. Strzałkami oznaczono pola należące do proboszczowskiego gospodarstwa.

         To kolejny już artykuł poświęcony miejscu, którego od dawna nie ma. Czytaliście nasze wpisy o dworcu kolejowym, kuźnicy żelaza i  niemieckiej cynkowni?  Po nich również  nie pozostał żaden ślad, choć „Deutsche Zinkhütte” miała przynajmniej to szczęście, że upamiętnia ją ulica Cynkowa. Na współczesnych planach miasta próżno jednak szukać ulicy Farskiej. Tymczasem było to miejsce szczególne. Przed wiekami proboszczowskie gospodarstwo tętniło życiem, będąc świadkiem zmagań naszych przodków o podstawy bytowania. Opowieść o nim zmusza nas do refleksji nad początkami Bielszowic. Tak, nie wstydźmy się przyznać: przez pierwsze wieki istnienia nasza miejscowość była niewielką, biedną wsią.

farskie riedrl
Ks. Wojciech Riedel w towarzystwie parobków na farskim, około 1943 r.

         Sięgnijmy najpierw do genezy, wyjaśnijmy, czym było i od kiedy istniało wspomniane gospodarstwo. Powstało zapewne jeszcze w średniowieczu, być może na przełomie XIV i XV stulecia, kiedy to założono w Bielszowicach parafię i wzniesiono pierwszy kościół. Musimy w tym miejscu zaznaczyć, że o jego najdawniejszych dziejach wiemy bardzo niewiele. Ks. Józef Knosała w swoim stylu puszcza wodze fantazji, pisząc bez podania źródła:  Jest jednak faktem, że świątynia [bielszowicka] należy do starych i najstarszych kościołów na Śląsku. Jak wszystkie najstarsze kościoły Górnego Śląska tak i kościół bielszowicki (albo raczej probostwo tamtejsze) jest obdarzony i wyposażony rolą beneficjalną zwykłego rozmiaru, miał swoje dochody i prawa jak inne stare kościoły. Wszystko to można tylko wytłumaczyć, gdy się przypuszcza, że kościół bielszowicki powstał wtedy, gdy powstały najstarsze kościoły i parafje Górnego Śląska. Jako że nie znamy fundatorów pierwszej bielszowickiej świątyni, nie sposób wyjaśnić okoliczności nadania tutejszej roli beneficjalnej. Beneficjum, o którym wspomina ks. Knosała,  oznaczało w średniowieczu urząd wraz z prawem do czerpania dochodów ze związanego z nim majątku. Tak więc proboszcz, czyli kościelny urzędnik, miał prawo do czerpania zysków z parafialnego mienia, którego lwią część stanowiły pola, łąki, lasy, rzeki i stawy. W Bielszowicach dobra parafialne składały się z pół uprawnych i łąk – w tym tzw. blychu, czyli nadrzecznej łąki wykorzystywanej przez okolicznych gospodarzy do bielenia płótna. Bielszowicki las należał z kolei do dziedzica, choć pleban otrzymywał z niego rocznie 12 sągów (czyli 48 m3) drewna opałowego oraz (już w XIX wieku) 72 tony węgla.

fsrskie1
Gospodarstwo proboszczowskie w latach II wojny światowej

         W średniowiecznej Polsce parafie były powiązane z własnością ziemską: właściciel, zazwyczaj świecki (czyli dziedzic), utrzymywał patronat nad kościołami, co dawało mu prawo przedstawiania kandydata na plebanię (od XII w. proboszcza określano terminem „pleban”, z łac. plebanus). Wierni w parafiach byli zobowiązani do ponoszenia różnych świadczeń (dziesięcina, świętopietrze, meszne). Pierwszym historycznym dziedzicem Bielszowic był Maciej Bielczowski, pojawiający się w źródłach w połowie XV wieku. Z kolei pierwsza wzmianka o samych Bielszowicach pochodzi z roku 1451. Niewykluczone więc, że ów Maciej, pełniący opiekę nad parafią,  nominował pierwszego bielszowickiego proboszcza i wyznaczył zasięg terytorialny proboszczowskiej roli. Mogło to jednak nastąpić wcześniej bądź nieco później (pierwsze potwierdzone przekazy na temat parafii pochodzą bowiem dopiero z końca XVI wieku; kiedy powstała jest kwestią sporną – być może założono ją już  w XIV wieku, ale równie dobrze mogła powstać dopiero na przełomie XV i XVI wieku).

z19708612V,Kobiety-pracujace-w-polu--Okolo-1916-1917-
Stara fotografia przedstawiająca kobiety podczas pracy w polu

                Więcej danych na temat bielszowickiej roli proboszczowskiej dostarczają źródła z XVII wieku. Przytaczamy fragment kościelnego sprawozdania z roku 1665: Kościół drewniany pod wezwaniem Wszystkich Świętych. Rocznica konsekracji obchodzona jest po uroczystości św. Bartłomieja Apostoła. Do parafii przynależą pola złożone z trzech części długości pięciu stadiów; jedno 16 bruzd szerokie, drugie znajdujące się między polami rolnymi mieszkańców, trzecie zaś długości pięciu stadiów […], które zwie się Niwa. Proboszcz ma jedną łąkę i sad przy plebanii. Pobiera również dziesięcinę oraz czerpie zyski z łąki leżącej naprzeciw gospody, lecz oprócz pszenicy i owsa. Całego zasiewu zatem nie posiada.  Dziesięcina, z której zyski idą na meliorację, przez dziedziców Jerzego Rajskiego i Jerzego Bielczowskiego jest pobierana i darowana kościołowi. Również dodatkowo od całej wsi, z pół dwudziestu, od każdego kmiecia dawane są po dwie miary pszenicy i owsa. Świętopietrze pobierane jest od każdego mieszkańca. Jerzy Rajski zapisuje kościołowi i jego rektorowi 200 swoich florenów i 40 florenów polskich, które założył Wiktoryn Będowski, z których wpływa 12 florenów polskich do rąk proboszcza […]oraz jeden floren i 6 groszy dla rektora szkoły. […] Każdy kmieć w ciągu roku na dostarcza rzecz kościoła jeden wóz drewna. Proboszcz ma zatem prawo do wycinania drzew w bielszowickim lesie.  […] Proboszcz ma też jedną krowę, należącą do gospodarstwa kościelnego. Spytacie zapewne, o co chodzi z tymi stadiami? To dawna miara długości, której genezy należy się doszukiwać już w starożytnej Grecji. Długość jednego stadionu wahała się w przedziale od 165 do 192 metrów. Możemy więc przyjąć, że trzy części proboszczowskiego pola miały około kilometra długości. Co do szerokości podanej w bruzdach, zdani jesteśmy na mniej precyzyjne wyliczenia. Nie popełnimy chyba jednak dużego błędu stwierdzając, iż wynosiła ona kilkadziesiąt metrów (zachowane mapy z początku XX w. potwierdzają, że pole należące do probostwa w centrum Bielszowic miało w przybliżeniu 40 metrów szerokości).

buszek solo2
Proboszcz Franciszek Buschmann – jeden z ostatnich bielszowickich rolników w sutannie

         Nieco informacji na temat farskiego gospodarstwa zawiera też protokół z roku 1720. Co ciekawe, w dokumencie stwierdza się, że nie wiadomo kiedy i w jakich okolicznościach pole powstało. Cytujemy najciekawszy fragment:  Dochody tutejszej parafii są skromne. Ma tutejszy proboszcz 10 metryt zwanych też ćwiertniami, tj. 40 wiertli pszenicy, dużo owsa miar bytomskich. Pobiera podatek w wysokości 4 florenów polskich […].  Proboszcz ma ziemię w trzech miejscach, lecz nieurodzajnych. Pierwsze pole jest na obszarze parafii, liczy 2 stadia; drugie ma 3 stadia; trzecie wielkości kilku stadiów w znacznej odległości od wioski, które nie jest uprawiane przez proboszcza. Również pobiera proboszcz dziesięcinę z pól, ale tylko wtedy, gdy zasiano żyto lub owies, jeśli zaś zasiano inne ziarno, nie pobiera opłat. Posiada też łąki, z których uzyskuje tylko 3 wozy siana. Prawdę powiedziawszy więcej siana daje proboszczowi łąka Bąkowiec, która należy do parafii, lecz dziedzic prawem uzurpatora tamto pole do prania przeznaczył i nawet proboszcz żadnych dokumentów na to pole przedstawić nie może i żadnego zapisu na nie nie ma. Brak dokumentów można wytłumaczyć tym, że od XV do XVII w. nasza miejscowość przeżyła kilka  najazdów obcych wojsk (najpierw husyckich, potem szwedzkich) oraz gwałtowny okres reformacji. Jest bardzo prawdopodobne, iż zniszczeniu uległo wtedy probostwo, a wraz z nim  parafialne archiwum.

         Możemy też pokusić się o wykonanie przybliżonej „mapy” farskiego. Jego początek wyznaczał teren probostwa, następnie biegło ono wzdłuż dzisiejszej ulicy Halembskiej na południe, a jego kraniec znajdował się w okolicach wiaduktu pod autostradą A4. Środkiem płynęła Bielcza, tam też zapewne znajdował się blych.  Z kolei dwa pozostałe działy farskiego biegły od centrum Bielszowic w stronę Wirku (dawniej zwanego Nową Wsią) i Czarnego Lasu wzdłuż ulicy Kokota.  Ponadto niewielkie pole w rejonie Kątów należało do organisty.

         Kolejny zachowany protokół z 1756 roku podaje, że do probostwa przylegał ogród z drzewami owocowymi. Za domkiem dla proboszczowskiej służby wybudowano na krótko przed rokiem 1756 stajnię, obok której znajdowały się dwie stare obory i jedna będąca wówczas w budowie. Skromny inwentarz składał się z tak zwanej „żelaznej krowy”, trzech innych oraz byka. Nieco zaskakującą jest informacja, że proboszcz nie posiadał własnego pługa. Protokół nie  wymienia też konia, co jedynie dowodzi, że nasza parafia nie zaliczała się do zamożnych (w dokumentach z XVII-XIX w. jest często określana mianem najbiedniejszej w dekanacie bytomskim). Proboszcz w charakterze mesznego otrzymywał corocznie po 40 wiertli owsa i jęczmienia, z czego dwór dawał 30, siodłacy 8, rzeźbiarz Michał Marek oraz niejaki Grzegorz Czap po 2 wiertle. Z innych opłat wspomnieć należy dziesięcinę płaconą proboszczowi przez dwór z terenów „za karczmą” w formie snopów, lecz tylko wtedy, gdy na tym polu zasiewano owies bądź jęczmień. W tym miejscu musimy wyjaśnić kilka terminów. „Żelazna krowa” nie była bynajmniej zakuta w zbroję, tylko wypożyczana okolicznym chłopom za niewielką opłatą, stanowiąc dla naszych proboszczów dodatkowe źródło dochodu. Wiertel to z kolei dawna jednostka objętości ciał sypkich, równa około 13 litrom, zaś meszne było podatkiem płaconym na rzecz parafii w zamian za msze odprawione w kościele.  Dziesięcina wreszcie to obowiązkowe świadczenie pieniężne lub rzeczowe w postaci dziesiątej części dochodu na rzecz Kościoła, jedno z głównych źródeł utrzymania duchowieństwa. Mianem siodłaków określało się stosunkowo zamożnych właścicieli gospodarstw  o powierzchni 1 łana, czyli 17 hektarów. W latach 1749-1783 w Bielszowicach doliczono się tylko pięciu siodłaków, resztę stanowili zagrodnicy (32 rodziny), chałupnicy (7 rodzin) i hutnicy (7 rodzin).

         Należy w tym miejscu dodać, że farskie gospodarstwo  przeżywało swe wzloty i upadki. Nie wszyscy plebani odnajdywali się w pracy na roli, a niektórzy wręcz zaniedbywali swe obowiązki. Często była to swego rodzaju sinusoida: po dobrym gospodarzu następowały „chude lata”. Przykładowo: jeden z najbardziej zasłużonych proboszczów bielszowickich XVIII wieku ks. Tomasz Mokrski, doprowadził farskie do świetności, jednak jego następcom brakowało zapału. Dopiero ks. Franciszkowi Kulankowi (był proboszczem w latach 1791-1818; poświęcimy mu osobny artykuł) udało się przywrócić gospodarce dawny blask. Pod koniec XIX wieku rola była znowu zaniedbana, ale w latach 1911-1929 ks. Franciszek Buschmann uczynił z niej najwspanialsze gospodarstwo w całej okolicy. „Rolnik w sutannie” przeprowadził też meliorację tutejszych pól, wybudował nowe stajnie i zagrody, założył sad owocowy i ogród warzywny. Ks. Franciszek, słynący z wielkiej miłości do zwierząt, był  znanym w okolicy hodowcą koni (o fachowe porady przy ich doborze zwracali się do niego nie tylko miejscowi rolnicy, ale też dyrekcja kopalni), a także krów, świń i drobiu.  Od 1912 r. jednym z najważniejszych świąt parafialnych stały się dożynki, które obchodzono z wielką pompą.

Dzieło ks. Buschmanna kontynuował ks. Józef Niedziela, zaś w trakcie II wojny światowej z wielkim oddaniem dbał o farskie tymczasowy administrator parafii ks. Wojciech Riedel. O utrzymanie gospodarstwa troszczyli się proboszczowscy fornale, a także czeladnicy, służba, a nawet siostry boromeuszki. Zdarzało się, że pracowali też sami proboszczowie. Księża Buschmann i Riedel spędzali za farskim każdą wolną chwilę, zachęcali też do tego swych wikariuszy (ks. Buschmann prowadził też gospodarstwo w swej kolejnej parafii w Gościęcinie). Z kolei ks. Niedziela, choć pozornie nie pasował do schematu „rolnika w sutannie”, założył niewielkie poletko szparagowe i sam się o nie troszczył, a dla młodzieży stworzył liczące 480 m2 poletko przysposobienia rolniczego.

szkoła górnicza
Budynek dawnej szkoły górniczej, który wzniesiono na obszarze należącym przed wojną do farskiego gospodarstwa

         Był to już jednak zmierzch świetności proboszczowskiej roli. W 1945 r. władzę w Polsce przejęli komuniści, którzy doprowadzili do przejęcia majątków należących do Kościoła. Upaństwowienie gruntów (w myśl ustawy z 20 marca 1950 r., dzięki której przejęto w Polsce aż 100 tysięcy hektarów kościelnej ziemi) położyło kres gospodarstwu, które przez kilka stuleci stanowiło wzór dla mieszkańców Bielszowic i główne źródło utrzymania miejscowego duchowieństwa. Dziś większość farskiego jest zabudowana bądź stanowi nieużytki (chodzi m.in. o dawny budynek szkoły górniczej, zabudowania należące do kopalni mieszczące się przy ulicy Halembskiej i teren za cmentarzem ciągnący się aż po granicę z Halembą).

z końmi gościęcin
Ks. Franciszek Buschmann (pierwszy z lewej) w towarzystwie parobków na terenie gospodarstwa w Gościęcinie